Wiadomości astronomiczne z internetu
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
COSMOS-Web. Powstała największa mapa wczesnego wszechświata
2025-06-07. Dawid Długosz
COSMOS-Web to największy program obserwacyjny związany z Kosmicznym Teleskopem Jamesa Webba w pierwszym roku jego działalności. W ten sposób astronomowie stworzyli najdokładniejszą w historii mapę wczesnego wszechświata. Stało się to możliwe za sprawą połączenia obrazów z ponad 10 tys. obserwacji JWST.
Wszechświat jest ogromny i zawiera mnóstwo galaktyk. Astronomowie postawili sobie za cel stworzenie dokładnej mapy choćby części kosmosu. Tak powstał projekt COSMOS-Web związany z Kosmicznym Teleskopem Jamesa Webba, który w końcu doczekał się bardzo ciekawych efektów.
COSMOS-Web to największy program obserwacyjny pierwszego roku JWST
COSMOS-Web to wielka inicjatywa i zarazem największy program w pierwszym roku obserwacji, gdzie astronomowie wykorzystali Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, który dostarcza nam niesamowite widoki kosmosu już od trzech lat.
Celem akcji było przeanalizowanie fragmentu nieba o szerokości odpowiadającej trzem średnicom Księżyca. W ten sposób wykorzystano ponad 10 tys. ekspozycji z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, na których znalazło się blisko 800 tys. galaktyk. Wiele z tych obiektów pochodzi od zarania dziejów, czyli z początków wszechświata.
Największa mapa wczesnego wszechświata udostępniona przez astronomów
Dzięki danym zebranym w ramach programu COSMIC-Web udało się stworzyć największą mapę wczesnego wszechświata. Astronomowie udostępnili ogromną panoramę w czwartek 5 czerwca. Wraz z interaktywnym katalogiem szczegółowo opisującym właściwości każdej galaktyki.
Nie wiem, czy Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba kiedykolwiek obejmie obszar tej wielkości, więc myślę, że będzie dobrym punktem odniesienia i dobrym zestawem danych, z którego ludzie będą korzystać przez wiele lat. Mamy nadzieję, że teraz każdy w dowolnej instytucji będzie mógł wykorzystać te dane do własnej nauki
Cała mapa wraz z katalogiem znajduje się pod tym adresem. To, co widać, wyżej, jest tylko małym wycinkiem całości prezentującym galaktyki z różnych okresów istnienia wszechświata - od nowszych po starsze, które liczą nawet kilkanaście mld lat.
Warto dodać, że w trakcie badań wykorzystano techniki oparte na uczeniu maszynowym, które ułatwiają analizowanie tak ogromnego zbioru danych różnych galaktyk. Bez podobnych rozwiązań nie byłoby to możliwe, na co zwracają uwagę naukowcy.
COSMOS-Web. Powstała największa mapa wczesnego wszechświata. Adriana Manrique Gutierrez/CIL/NASA GSFC/COSMOS_Web materiały prasowe
Montaż prezentujący dziewięć galaktyk z różnych okresów istnienia wszechświata. Kartaltepe, Casey, Franco, and the COSMOS-Web team materiały prasowe
https://geekweek.interia.pl/nauka/news- ... d,21825122
2025-06-07. Dawid Długosz
COSMOS-Web to największy program obserwacyjny związany z Kosmicznym Teleskopem Jamesa Webba w pierwszym roku jego działalności. W ten sposób astronomowie stworzyli najdokładniejszą w historii mapę wczesnego wszechświata. Stało się to możliwe za sprawą połączenia obrazów z ponad 10 tys. obserwacji JWST.
Wszechświat jest ogromny i zawiera mnóstwo galaktyk. Astronomowie postawili sobie za cel stworzenie dokładnej mapy choćby części kosmosu. Tak powstał projekt COSMOS-Web związany z Kosmicznym Teleskopem Jamesa Webba, który w końcu doczekał się bardzo ciekawych efektów.
COSMOS-Web to największy program obserwacyjny pierwszego roku JWST
COSMOS-Web to wielka inicjatywa i zarazem największy program w pierwszym roku obserwacji, gdzie astronomowie wykorzystali Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, który dostarcza nam niesamowite widoki kosmosu już od trzech lat.
Celem akcji było przeanalizowanie fragmentu nieba o szerokości odpowiadającej trzem średnicom Księżyca. W ten sposób wykorzystano ponad 10 tys. ekspozycji z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, na których znalazło się blisko 800 tys. galaktyk. Wiele z tych obiektów pochodzi od zarania dziejów, czyli z początków wszechświata.
Największa mapa wczesnego wszechświata udostępniona przez astronomów
Dzięki danym zebranym w ramach programu COSMIC-Web udało się stworzyć największą mapę wczesnego wszechświata. Astronomowie udostępnili ogromną panoramę w czwartek 5 czerwca. Wraz z interaktywnym katalogiem szczegółowo opisującym właściwości każdej galaktyki.
Nie wiem, czy Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba kiedykolwiek obejmie obszar tej wielkości, więc myślę, że będzie dobrym punktem odniesienia i dobrym zestawem danych, z którego ludzie będą korzystać przez wiele lat. Mamy nadzieję, że teraz każdy w dowolnej instytucji będzie mógł wykorzystać te dane do własnej nauki
Cała mapa wraz z katalogiem znajduje się pod tym adresem. To, co widać, wyżej, jest tylko małym wycinkiem całości prezentującym galaktyki z różnych okresów istnienia wszechświata - od nowszych po starsze, które liczą nawet kilkanaście mld lat.
Warto dodać, że w trakcie badań wykorzystano techniki oparte na uczeniu maszynowym, które ułatwiają analizowanie tak ogromnego zbioru danych różnych galaktyk. Bez podobnych rozwiązań nie byłoby to możliwe, na co zwracają uwagę naukowcy.
COSMOS-Web. Powstała największa mapa wczesnego wszechświata. Adriana Manrique Gutierrez/CIL/NASA GSFC/COSMOS_Web materiały prasowe
Montaż prezentujący dziewięć galaktyk z różnych okresów istnienia wszechświata. Kartaltepe, Casey, Franco, and the COSMOS-Web team materiały prasowe
https://geekweek.interia.pl/nauka/news- ... d,21825122
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Największa eksplozja od czasów Wielkiego Wybuchu wstrząsnęła światem nauki
2025-06-07. Aleksander Kowal
Nie wiemy, co dokładnie stało się w czasie Wielkiego Wybuchu, choć naukowcy zyskali całkiem niezłe rozeznanie w tym temacie dzięki licznym hipotezom i symulacjom. Niedawno zgromadzili natomiast dowody na temat eksplozji noszącej miano drugiej najsilniejszej na przestrzeni ostatnich kilkunastu miliardów lat.
Gaia18cdj, bo takim mianem się ją określa, była aż 25-krotnie potężniejsza od największych dotychczas uwiecznionych supernowych. Osiągnięta przez nią jasność okazała się tak wysoka, iż przez pewien czas obserwowany przez astronomów obiekt był jaśniejszy od wszystkich innych w jego galaktyce.
Za ostatnimi ustaleniami w tej sprawie stojąc przedstawiciele Instytutu Astronomii Uniwersytetu Hawajskiego. Wykorzystali oni zbiór danych powstały w czasie misji sondy kosmicznej Gaia. W toku jego analiz zwrócili uwagę na wystąpienie kilku długotrwałych i silnych rozbłysków mających miejsce w 2016 i 2018 roku.
Łącząc te dane z innymi, pochodzącymi z teleskopów naziemnych i kosmicznych, autorzy dostrzegli też trzecią eksplozję z 2020 roku. Każda z nich okazała się wyjątkowo potężna, dlatego zdecydowano o przypisaniu ich do nowej kategorii, czyli ENT (Extreme Nuclear Transient).
Eksplozja zidentyfikowana jako Gaia18cdj była 25-krotnie silniejsza od najpotężniejszego znanego nauce wybuchu supernowej
W porównaniu ze zjawiskiem opartym na rozrywaniu pływowym, w którym czarna dziura może całkowicie zniszczyć na przykład gwiazdę, która znalazła się zbyt blisko niej, ENT generują jeszcze wyższą jasność. Zostawiają daleko w tyle nawet wybuchy w formie supernowych, a przecież te od dawna były uznawane za naprawdę silne i jasne.
O potędze supernowych najlepiej świadczy fakt, że pod koniec swojego życia takie obiekty wytwarzają podobną ilość energii, co Słońce na przestrzeni 10 miliardów lat. ENT zostawiają konkurencję daleko w tyle, wytwarzając ekwiwalent energii pochodzącej ze… stu Słońc! W przypadku Gaia18cdj ilość powstałej energii była tak ogromna, że okazała się aż 25-krotnie wyższa od najsilniejszej supernowej uwiecznionej po Wielkim Wybuchu.
O dokładnych wynikach tego kosmicznego śledztwa jego autorzy piszą w Science Advances. Jak podkreślają, ENT można uznać za wyjątkowo cenne nowe narzędzie przeznaczone do badania masywnych czarnych dziur w odległych galaktykach. Dzięki wysokiej jasności są bowiem widoczne z daleka i pozwalają dostrzec tamtejsze wydarzenia z wieloma szczegółami.
Jak w ogóle dochodzi do tych eksplozji? Naukowcy sądzą, że biorą w nich udział supermasywne czarne dziury oraz gwiazdy o wysokich masach, które podlegają zjawisku rozrywania pływowego. Kiedy materia pochodząca z takiego obiektu opada na czarną dziurę, napędza jej aktywność, co generuje potężne rozbłyski. Dalsze badania w tym zakresie powinny ujawnić tajemnice najstarszych galaktyk i czarnych dziur powstałych krótko po Wielkim Wybuchu.
Eksplozja w kosmosie
https://www.chip.pl/2025/06/niemcy-zaku ... iwcow-f-35
2025-06-07. Aleksander Kowal
Nie wiemy, co dokładnie stało się w czasie Wielkiego Wybuchu, choć naukowcy zyskali całkiem niezłe rozeznanie w tym temacie dzięki licznym hipotezom i symulacjom. Niedawno zgromadzili natomiast dowody na temat eksplozji noszącej miano drugiej najsilniejszej na przestrzeni ostatnich kilkunastu miliardów lat.
Gaia18cdj, bo takim mianem się ją określa, była aż 25-krotnie potężniejsza od największych dotychczas uwiecznionych supernowych. Osiągnięta przez nią jasność okazała się tak wysoka, iż przez pewien czas obserwowany przez astronomów obiekt był jaśniejszy od wszystkich innych w jego galaktyce.
Za ostatnimi ustaleniami w tej sprawie stojąc przedstawiciele Instytutu Astronomii Uniwersytetu Hawajskiego. Wykorzystali oni zbiór danych powstały w czasie misji sondy kosmicznej Gaia. W toku jego analiz zwrócili uwagę na wystąpienie kilku długotrwałych i silnych rozbłysków mających miejsce w 2016 i 2018 roku.
Łącząc te dane z innymi, pochodzącymi z teleskopów naziemnych i kosmicznych, autorzy dostrzegli też trzecią eksplozję z 2020 roku. Każda z nich okazała się wyjątkowo potężna, dlatego zdecydowano o przypisaniu ich do nowej kategorii, czyli ENT (Extreme Nuclear Transient).
Eksplozja zidentyfikowana jako Gaia18cdj była 25-krotnie silniejsza od najpotężniejszego znanego nauce wybuchu supernowej
W porównaniu ze zjawiskiem opartym na rozrywaniu pływowym, w którym czarna dziura może całkowicie zniszczyć na przykład gwiazdę, która znalazła się zbyt blisko niej, ENT generują jeszcze wyższą jasność. Zostawiają daleko w tyle nawet wybuchy w formie supernowych, a przecież te od dawna były uznawane za naprawdę silne i jasne.
O potędze supernowych najlepiej świadczy fakt, że pod koniec swojego życia takie obiekty wytwarzają podobną ilość energii, co Słońce na przestrzeni 10 miliardów lat. ENT zostawiają konkurencję daleko w tyle, wytwarzając ekwiwalent energii pochodzącej ze… stu Słońc! W przypadku Gaia18cdj ilość powstałej energii była tak ogromna, że okazała się aż 25-krotnie wyższa od najsilniejszej supernowej uwiecznionej po Wielkim Wybuchu.
O dokładnych wynikach tego kosmicznego śledztwa jego autorzy piszą w Science Advances. Jak podkreślają, ENT można uznać za wyjątkowo cenne nowe narzędzie przeznaczone do badania masywnych czarnych dziur w odległych galaktykach. Dzięki wysokiej jasności są bowiem widoczne z daleka i pozwalają dostrzec tamtejsze wydarzenia z wieloma szczegółami.
Jak w ogóle dochodzi do tych eksplozji? Naukowcy sądzą, że biorą w nich udział supermasywne czarne dziury oraz gwiazdy o wysokich masach, które podlegają zjawisku rozrywania pływowego. Kiedy materia pochodząca z takiego obiektu opada na czarną dziurę, napędza jej aktywność, co generuje potężne rozbłyski. Dalsze badania w tym zakresie powinny ujawnić tajemnice najstarszych galaktyk i czarnych dziur powstałych krótko po Wielkim Wybuchu.
Eksplozja w kosmosie
https://www.chip.pl/2025/06/niemcy-zaku ... iwcow-f-35
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Długa historia Marsa na jednym zdjęciu. Spektakularny obraz z orbitera ESA
2025-06-07. Dawid Długosz
Mars ma kilka mld lat. Europejska Agencja Kosmiczna udostępniła zdjęcie krateru, który zawiera długą historię przemian na Czerwonej Planecie. Jego początki mogą sięgać nawet około 4 mld lat temu. Obraz został przechwycony z wykorzystaniem orbitera Mars Express, który ESA wysłała ponad dwie dekady temu.
Mars to obecnie suchy i jałowy świat, ale nie zawsze tak było. Są miejsca na Czerwonej Planecie, które dają nam niespotykany wgląd w historię tego obiektu - nawet sięgające kilku mld lat wstecz. Do takich obszarów z pewnością zalicza się Deuteronilus Cavus.
Krater Deuteronilus Cavus na zdjęciu z sondy Mars Express agencji ESA
Deuteronilus Cavus to miejsce na Czerwonej Planecie, które świetnie obrazuje przemiany zachodzące na tym świecie. Obecnie jest to rozpadający się krater, który według szacunków naukowców powstał około 3,7-4,1 mld lat temu. Pamięta więc wczesny okres istnienia Układu Słonecznego, gdy planety były bombardowane przez różne obiekty.
Europejska sonda Mars Express uchwyciła oszałamiający widok marsjańskiego krateru, który jest bogaty w wiele cech. Na ich podstawie naukowcy są w stanie odtworzyć zmiany zachodzące na planecie na przestrzeni kilku mld lat.
Widoczne wyżej zdjęcie zostało zrobione z użyciem kamery High Resolution Stereo Camera (HRSC) znajdującej się na pokładzie orbitera Mars Express w październiku 2024 r. Naukowcy uważają, że to miejsce w postaci kolistej depresji o średnicy 120 kilometrów zostało z czasem wystawione na działanie wody i lodu. To sprawiło, że obszar zwiększył swój rozmiar blisko dwukrotnie.
Krater na Marsie ujawnia przemiany zachodzące na Czerwonej Planecie
Europejska Agencja Kosmiczna wyjaśnia, że w Deuteronilus Cavus występują różne znaczniki czasu ujawniające geologiczne oraz klimatyczne zmiany zachodzące na Marsie. Na przykład obecność minerałów ilastych wskazuje na przeszłe interakcje między materiałami wulkanicznymi a wodą. Wbrew pozorom ma to bardzo istotne znaczenie.
Tego typu ślady potwierdzają, że Mars miał w przeszłości dużo wody, a to mogło przełożyć się na warunki sprzyjające życiu. Do tej pory na Czerwonej Planecie nie znaleziono twardych dowodów na istnienie organizmów, ale nie wyklucza się, że w przeszłości mogły one tam występować.
Ponadto na zdjęciu z sondy Mars Express można dostrzec powycinane kanały. Naukowcy twierdzą, że to kolejny dowód na istnienie przepływającej wody, która nadała w tym terenie charakterystyczne cechy. Widać też ślady wskazujące na pradawne lodowce.
Liniowe rowki wskazują, gdzie głazy zamarznięte w podstawie lodowca zostały przeniesione, wyżłobiając widoczne dziś zagłębienia. Wokół podstawy wewnętrznych ścian krateru możemy zobaczyć gładkie, przypominające języki końce pokrytych skałami lodowców
wyjaśnia w oświadczeniu Europejska Agencja Kosmiczna
ESA twierdzi, że Deuteronilus Cavus jest doskonałym miejscem dla przyszłych badań Marsa, które pozwolą lepiej zrozumieć długie zmiany zachodzące na Czerwonej Planecie.
Długa historia Marsa na jednym zdjęciu. Spektakularny obraz z orbitera ESA.123RF/PIKSEL
Krater Deuteronilus Cavus na obrazie z sondy Mars Express agencji ESA. ESA/DLR/FU Berlin (ESA Standard Licence) materiały prasowe
https://geekweek.interia.pl/nauka/news- ... d,21825363
2025-06-07. Dawid Długosz
Mars ma kilka mld lat. Europejska Agencja Kosmiczna udostępniła zdjęcie krateru, który zawiera długą historię przemian na Czerwonej Planecie. Jego początki mogą sięgać nawet około 4 mld lat temu. Obraz został przechwycony z wykorzystaniem orbitera Mars Express, który ESA wysłała ponad dwie dekady temu.
Mars to obecnie suchy i jałowy świat, ale nie zawsze tak było. Są miejsca na Czerwonej Planecie, które dają nam niespotykany wgląd w historię tego obiektu - nawet sięgające kilku mld lat wstecz. Do takich obszarów z pewnością zalicza się Deuteronilus Cavus.
Krater Deuteronilus Cavus na zdjęciu z sondy Mars Express agencji ESA
Deuteronilus Cavus to miejsce na Czerwonej Planecie, które świetnie obrazuje przemiany zachodzące na tym świecie. Obecnie jest to rozpadający się krater, który według szacunków naukowców powstał około 3,7-4,1 mld lat temu. Pamięta więc wczesny okres istnienia Układu Słonecznego, gdy planety były bombardowane przez różne obiekty.
Europejska sonda Mars Express uchwyciła oszałamiający widok marsjańskiego krateru, który jest bogaty w wiele cech. Na ich podstawie naukowcy są w stanie odtworzyć zmiany zachodzące na planecie na przestrzeni kilku mld lat.
Widoczne wyżej zdjęcie zostało zrobione z użyciem kamery High Resolution Stereo Camera (HRSC) znajdującej się na pokładzie orbitera Mars Express w październiku 2024 r. Naukowcy uważają, że to miejsce w postaci kolistej depresji o średnicy 120 kilometrów zostało z czasem wystawione na działanie wody i lodu. To sprawiło, że obszar zwiększył swój rozmiar blisko dwukrotnie.
Krater na Marsie ujawnia przemiany zachodzące na Czerwonej Planecie
Europejska Agencja Kosmiczna wyjaśnia, że w Deuteronilus Cavus występują różne znaczniki czasu ujawniające geologiczne oraz klimatyczne zmiany zachodzące na Marsie. Na przykład obecność minerałów ilastych wskazuje na przeszłe interakcje między materiałami wulkanicznymi a wodą. Wbrew pozorom ma to bardzo istotne znaczenie.
Tego typu ślady potwierdzają, że Mars miał w przeszłości dużo wody, a to mogło przełożyć się na warunki sprzyjające życiu. Do tej pory na Czerwonej Planecie nie znaleziono twardych dowodów na istnienie organizmów, ale nie wyklucza się, że w przeszłości mogły one tam występować.
Ponadto na zdjęciu z sondy Mars Express można dostrzec powycinane kanały. Naukowcy twierdzą, że to kolejny dowód na istnienie przepływającej wody, która nadała w tym terenie charakterystyczne cechy. Widać też ślady wskazujące na pradawne lodowce.
Liniowe rowki wskazują, gdzie głazy zamarznięte w podstawie lodowca zostały przeniesione, wyżłobiając widoczne dziś zagłębienia. Wokół podstawy wewnętrznych ścian krateru możemy zobaczyć gładkie, przypominające języki końce pokrytych skałami lodowców
wyjaśnia w oświadczeniu Europejska Agencja Kosmiczna
ESA twierdzi, że Deuteronilus Cavus jest doskonałym miejscem dla przyszłych badań Marsa, które pozwolą lepiej zrozumieć długie zmiany zachodzące na Czerwonej Planecie.
Długa historia Marsa na jednym zdjęciu. Spektakularny obraz z orbitera ESA.123RF/PIKSEL
Krater Deuteronilus Cavus na obrazie z sondy Mars Express agencji ESA. ESA/DLR/FU Berlin (ESA Standard Licence) materiały prasowe
https://geekweek.interia.pl/nauka/news- ... d,21825363
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Wenus jak Ziemia! Sonda Magellan odkryła aktywność tektoniczną na bliźniaczce Ziemi!
2025-06-07. Radek Kosarzycki
Jednym z najbardziej fascynujących aspektów misji realizowanych przez sondy kosmiczne jest fakt, że zbierane za ich pomocą dane obserwacyjne i pomiarowe skrywają w sobie tak duży ogrom informacji, że nawet dekady po zakończeniu rzeczywistej misji naukowcy wciąż mogą w nich odkrywać zupełnie nowe informacje o badanych ciałach niebieskich. Doskonałym przykładem takiej misji jest amerykańska misja Magellan, która trzy dekady temu badała z bliska Wenus.
Nowe analizy danych zebranych przez Magellana w otoczeniu drugiej planety Układu Słonecznego dostarczają mocnych dowodów na to, że Wenus może nadal wykazywać aktywność geologiczną. W artykule naukowym opublikowanym w periodyku Science Advances naukowcy sugerują, że procesy tektoniczne na tej planecie mogą być znacznie bardziej powszechne i długotrwałe, niż dotąd przypuszczano.
W przeciwieństwie do Ziemi, gdzie skorupa ziemska podzielona jest na płyty tektoniczne, Wenus nie posiada wyraźnych granic płyt. Mimo to jej powierzchnia nie pozostaje statyczna – modeluje ją wewnętrzna dynamika planety, zwłaszcza ruch gorącego, stopionego materiału skalnego pod litosferą, czyli sztywną zewnętrzną warstwą obejmującą skorupę i górny płaszcz.
Głównym obiektem najnowszych badań były tzw. korony – duże, koliste struktury o średnicy od kilkudziesięciu do kilkuset kilometrów. Uważa się, że powstają one w wyniku działania unoszących się z płaszcza gorących pióropuszy, które wypychają i deformują leżącą nad nimi litosferę. Zwykle są one otoczone koncentrycznymi pęknięciami i rozciągnięciami. W danych radarowych z Magellana na powierzchni Wenus udało się zidentyfikować setki takich struktur.
Zespół naukowców połączył dane topograficzne i grawitacyjne zebrane przez sondę Magellan, aby przeanalizować 75 wybranych koron. Wyniki okazały się zaskakujące: aż 52 z nich wykazuje oznaki aktywności płaszcza pod nimi – co sugeruje, że procesy geologiczne mogą trwać do dnia dzisiejszego.
Jednym z kluczowych mechanizmów może być tzw. kapanie litosferyczne – zjawisko, w którym gęstszy, chłodniejszy materiał litosfery zapada się w głąb cieplejszego wnętrza planety. Drugim możliwym procesem jest nietypowa forma subdukcji, w której materiał powierzchniowy unosi się, po czym rozprzestrzenia się na boki, wpychając sąsiadujące z nim obszary w głąb płaszcza planety. W niektórych przypadkach korony mogą także wskazywać na aktywność wulkaniczną, napędzaną przez pióropusze ciepła pod grubszymi fragmentami litosfery.
Aby lepiej zrozumieć te procesy, naukowcy zastosowali zaawansowane trójwymiarowe modelowanie geodynamiczne, symulujące powstawanie i ewolucję koron. Następnie skonfrontowali wyniki symulacji z rzeczywistymi danymi obserwacyjnymi z Magellana. Szczególnie cenne okazały się dane grawitacyjne, pozwalające wykryć obecność gorących struktur o niższej gęstości, których w danych topograficznych nie widać.
Naukowcy zwracają uwagę na fakt, że powyższe dane rzucają nowe światło nie tylko na ewolucję Wenus, lecz również na odległą przeszłość Ziemi. Korony nie występują we współczesnym krajobrazie naszej planety, ale mogły istnieć miliardy lat temu – zanim ukształtowała się obecna tektonika płyt. Dzięki temu Wenus może stanowić unikalne okno w przeszłość naszej własnej planety.
Warto tutaj także zwrócić uwagę na fakt, że autorzy badania są aktywnie zaangażowani w przygotowania do nadchodzącej misji VERITAS, której start planowany jest najwcześniej na 2031 rok. Sonda ma dostarczyć mapy grawitacyjne Wenus w znacznie wyższej rozdzielczości – nawet dwukrotnie lub czterokrotnie dokładniejsze niż te z Magellana. Oprócz tego VERITAS przeprowadzi radarowe mapowanie powierzchni, spektroskopię w bliskiej podczerwieni oraz stworzy trójwymiarowe mapy topograficzne, umożliwiające analizę składu powierzchniowego.
Dotychczasowe obserwacje wskazywały na obecność aktywnych wulkanów, takich jak Maat Mons i Sif Mons, ale nowe badanie sugeruje, że aktywność geologiczna Wenus może być znacznie bardziej zróżnicowana, niż dotąd sądzono. VERITAS ma szansę dostarczyć kluczowych danych, które pozwolą lepiej zrozumieć, jak Wenus wciąż ewoluuje i co może nam powiedzieć o historii Ziemi.
https://www.focus.pl/artykul/ogromne-kr ... nu-humbaki
2025-06-07. Radek Kosarzycki
Jednym z najbardziej fascynujących aspektów misji realizowanych przez sondy kosmiczne jest fakt, że zbierane za ich pomocą dane obserwacyjne i pomiarowe skrywają w sobie tak duży ogrom informacji, że nawet dekady po zakończeniu rzeczywistej misji naukowcy wciąż mogą w nich odkrywać zupełnie nowe informacje o badanych ciałach niebieskich. Doskonałym przykładem takiej misji jest amerykańska misja Magellan, która trzy dekady temu badała z bliska Wenus.
Nowe analizy danych zebranych przez Magellana w otoczeniu drugiej planety Układu Słonecznego dostarczają mocnych dowodów na to, że Wenus może nadal wykazywać aktywność geologiczną. W artykule naukowym opublikowanym w periodyku Science Advances naukowcy sugerują, że procesy tektoniczne na tej planecie mogą być znacznie bardziej powszechne i długotrwałe, niż dotąd przypuszczano.
W przeciwieństwie do Ziemi, gdzie skorupa ziemska podzielona jest na płyty tektoniczne, Wenus nie posiada wyraźnych granic płyt. Mimo to jej powierzchnia nie pozostaje statyczna – modeluje ją wewnętrzna dynamika planety, zwłaszcza ruch gorącego, stopionego materiału skalnego pod litosferą, czyli sztywną zewnętrzną warstwą obejmującą skorupę i górny płaszcz.
Głównym obiektem najnowszych badań były tzw. korony – duże, koliste struktury o średnicy od kilkudziesięciu do kilkuset kilometrów. Uważa się, że powstają one w wyniku działania unoszących się z płaszcza gorących pióropuszy, które wypychają i deformują leżącą nad nimi litosferę. Zwykle są one otoczone koncentrycznymi pęknięciami i rozciągnięciami. W danych radarowych z Magellana na powierzchni Wenus udało się zidentyfikować setki takich struktur.
Zespół naukowców połączył dane topograficzne i grawitacyjne zebrane przez sondę Magellan, aby przeanalizować 75 wybranych koron. Wyniki okazały się zaskakujące: aż 52 z nich wykazuje oznaki aktywności płaszcza pod nimi – co sugeruje, że procesy geologiczne mogą trwać do dnia dzisiejszego.
Jednym z kluczowych mechanizmów może być tzw. kapanie litosferyczne – zjawisko, w którym gęstszy, chłodniejszy materiał litosfery zapada się w głąb cieplejszego wnętrza planety. Drugim możliwym procesem jest nietypowa forma subdukcji, w której materiał powierzchniowy unosi się, po czym rozprzestrzenia się na boki, wpychając sąsiadujące z nim obszary w głąb płaszcza planety. W niektórych przypadkach korony mogą także wskazywać na aktywność wulkaniczną, napędzaną przez pióropusze ciepła pod grubszymi fragmentami litosfery.
Aby lepiej zrozumieć te procesy, naukowcy zastosowali zaawansowane trójwymiarowe modelowanie geodynamiczne, symulujące powstawanie i ewolucję koron. Następnie skonfrontowali wyniki symulacji z rzeczywistymi danymi obserwacyjnymi z Magellana. Szczególnie cenne okazały się dane grawitacyjne, pozwalające wykryć obecność gorących struktur o niższej gęstości, których w danych topograficznych nie widać.
Naukowcy zwracają uwagę na fakt, że powyższe dane rzucają nowe światło nie tylko na ewolucję Wenus, lecz również na odległą przeszłość Ziemi. Korony nie występują we współczesnym krajobrazie naszej planety, ale mogły istnieć miliardy lat temu – zanim ukształtowała się obecna tektonika płyt. Dzięki temu Wenus może stanowić unikalne okno w przeszłość naszej własnej planety.
Warto tutaj także zwrócić uwagę na fakt, że autorzy badania są aktywnie zaangażowani w przygotowania do nadchodzącej misji VERITAS, której start planowany jest najwcześniej na 2031 rok. Sonda ma dostarczyć mapy grawitacyjne Wenus w znacznie wyższej rozdzielczości – nawet dwukrotnie lub czterokrotnie dokładniejsze niż te z Magellana. Oprócz tego VERITAS przeprowadzi radarowe mapowanie powierzchni, spektroskopię w bliskiej podczerwieni oraz stworzy trójwymiarowe mapy topograficzne, umożliwiające analizę składu powierzchniowego.
Dotychczasowe obserwacje wskazywały na obecność aktywnych wulkanów, takich jak Maat Mons i Sif Mons, ale nowe badanie sugeruje, że aktywność geologiczna Wenus może być znacznie bardziej zróżnicowana, niż dotąd sądzono. VERITAS ma szansę dostarczyć kluczowych danych, które pozwolą lepiej zrozumieć, jak Wenus wciąż ewoluuje i co może nam powiedzieć o historii Ziemi.
https://www.focus.pl/artykul/ogromne-kr ... nu-humbaki
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Nasz galaktyczny sąsiad może skrywać supermasywną czarną dziurę
2025-06-08. Katarzyna Prus
Gwiazdy poruszające się z dużą prędkością w Drodze Mlecznej otrzymywały potężny impuls z Wielkiego Obłoku Magellana, a winowajcą może być centralna czarna dziura.
Wielki Obłok Magellana (LMC) to jeden z najbliższych sąsiadujących galaktyk z Drogą Mleczną. Jest to niewielka, nieregularna galaktyka satelitarna, która krąży wokół naszej galaktyki i jest dobrze widoczna gołym okiem z południowej półkuli. Jako że LMC jest jedną z niewielu galaktyk poza naszą własną, w której teleskopy mogą dostrzec pojedyncze gwiazdy i struktury na małą skalę, astronomowie uwielbiają ją badać, porównując ją z Drogą Mleczną.
Podczas gdy duże galaktyki niemal zawsze posiadają w swoim centrum supermasywne czarne dziury (SMBH), to w przypadku galaktyk karłowatych (takich jak LMC) sytuacja jest bardziej zróżnicowana. Od dawna astronomowie spekulowali, że LMC może skrywać czarną dziurę, jednak dotychczasowe dane nie były jednoznaczne.
Najnowsze analizy danych z kosmicznego teleskopu Gaia, który śledził ruchy i pozycje ponad miliarda gwiazd, wskazują na zaskakującą strukturę w tej galaktyce: w jej centrum może znajdować się czarna dziura o masie około 600 000 razy większej niż masa Słońca. Badania, prowadzone przez Jessego Jiwona Hana z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics (CfA), zostały przyjęte do publikacji w czasopiśmie The Astrophysical Journal.
Gwiazdy o niezwykłej prędkości
Odkrycie to wynika z analizy badania gwiazd hiperszybkich w Drodze Mlecznej. Są to obiekty poruszające się z wyjątkowo dużymi prędkościami względem okolicznych gwiazd, sięgającymi nawet 1000 km/s. Dotąd sądzono, że takie prędkości osiągają głównie dzięki oddziaływaniu z supermasywną czarną dziurą w centrum Drogi Mlecznej, znaną jako Sagittarius A* (to właśnie badanie tych gwiazd pomogło astronomom zidentyfikować i zrozumieć naturę Sag A).
Jednak Han, analizując dane z Gai, odkrył, że trajektorie niektórych z tych hiperszybkich gwiazd nie prowadzą do centrum Drogi Mlecznej, lecz wskazują na Wielki Obłok Magellana jako miejsce ich pochodzenia.
Istnieje tylko kilka mechanizmów zdolnych do nadania gwiazdom tak ogromnych prędkości – mogą to być wybuchy supernowych, dynamiczne interakcje w gęstych gromadach gwiazd, ale najefektywniejszym „akceleratorem” są bliskie spotkania z czarnymi dziurami.
To, co szczególnie zwróciło uwagę zespołu Hana, to nie tylko prędkości tych gwiazd, lecz także ich zgromadzenie w niewielkim obszarze nieba, nazwanym nadgęstością w Lwie (ang. Leo Overdensity), ponieważ znajduje się ona w granicach konstelacji Lwa. Ta koncentracja gwiazd była kluczową wskazówką co do ich pochodzenia.
„Ponieważ są to gwiazdy młode i masywne”, wyjaśnia Han w rozmowie z Astronomy, „mogły powstać jedynie w dysku lub w centrum LMC – innych opcji nie ma”. Modele wykazują, że gdyby pochodziły z dysku, ich rozmieszczenie byłoby znacznie szersze. „Innymi słowy – tylko wyrzucenie z centrum LMC może prowadzić do tak zwartej nadgęstości jak ta w Lwie”.
Xavier Luri, astrofizyk z Uniwersytetu w Barcelonie i członek zespołu przetwarzającego dane z Gai, który nie brał udziału w badaniu, określił pracę Hana jako „bardzo kompletną i skrupulatną”. Zaznaczył jednak, że „wnioski opierają się na szeregu założeń, które mogą być kwestionowane w przyszłości, ale ogólnie rzecz biorąc, wszystko wskazuje na związek części badanej próbki z centralną czarną dziurą w LMC”.
Hipoteza z przeszłości potwierdzona danymi
Nadgęstość w Lwie była obserwowana przez dłuższy czas. W 2016 roku astronomowie Douglas Boubert i Wyn Evans z Uniwersytetu w Cambridge sugerowali, że może ona wskazywać na istnienie SMBH (supermasywnej czarnej dziury) w LMC. Dopiero jednak precyzyjne dane z Gai umożliwiły prześledzenie trajektorii wystarczającej liczby hiperszybkich gwiazd, by hipoteza ta zyskała solidne podstawy.
„Korzystając z najnowszych danych z Gai, Jesse i jego znakomity zespół współautorów udowodnili (naszą) śmiałą teorię”, mówi Boubert. „Połowa znanych hiperszybkich gwiazd widocznych na półkuli północnej pochodzi z Wielkiego Obłoku Magellana”.
Zaskakujące, ale zgodne z teorią
Astronomowie od dawna wiedzą, że prawie każda duża galaktyka zawiera centralną supermasywną czarną dziurę. Co więcej, masa takiej czarnej dziury wykazuje przewidywalną zależność od całkowitej masy galaktyki – zależność tę nazywa się relacją M-sigma. W przypadku galaktyk karłowatych reguła ta jednak nie zawsze się sprawdza, a LMC dotąd nie był znany z obecności SMBH.
Zespół Hana oszacował, jak masywna musiałaby być czarna dziura, aby wyrzucić gwiazdy z taką prędkością. Wynik, który wyszedł to około 600 000 mas Słońca. Co ciekawe, wartość ta doskonale mieści się w granicach przewidywanych przez relację M-sigma, biorąc pod uwagę to, co wiemy o masie LMC jako całości.
„Więc choć sam sposób odkrycia SMBH był dość zaskakujący, to jej masa jest całkowicie zgodna z oczekiwaniami i powinna była zostać przewidziana”, mówi Han.
Co dalej?
Skoro pojawiły się mocne dowody sugerujące istnienie SMBH w LMC, to kolejnym krokiem będzie jej bezpośrednie potwierdzenie. Jednym ze sposobów jest poszukiwanie sygnałów rentgenowskich lub radiowych, które są emitowane przez materię opadającą na czarną dziurę. Innym podejściem mogą być analizy dynamiki pobliskich gromad gwiazd, poruszające się wokół niewidocznego centralnego skupiska.
Co więcej, zespół Hana pracował na danych jedynie z pierwszych trzech lat misji Gaia. Kolejna, pełniejsza publikacja danych planowana jest na 2026 rok, a całość 10-letniego zestawu danych będzie dostępna pod koniec tej dekady. Pozwoli to astronomom na jeszcze dokładniejsze badania ruchów gwiazd, zarówno w Drodze Mlecznej, jak i w LMC.
Boubert podsumowuje: „Potwierdzając istnienie SMBH w LMC, Jesse i jego zespół rzucają wyzwanie astronomom, aby odnaleźć pozostałą część strumienia hiperszybkich gwiazd pochodzących z Wielkiego Obłoku Magellana. Gdy to nastąpi, populacja gwiazd o ekstremalnych prędkościach może zrewolucjonizować nasze rozumienie dynamiki i historii naszego sąsiada galaktycznego. Znajomość lokalizacji i prędkości gwiazd w obecnych czasach oraz miejsc ich narodzin umożliwia wyjątkowo precyzyjne odtworzenie kosmicznego „tańca” między Drogą Mleczną a Wielkim Obłokiem Magellana na przestrzeni setek milionów lat”.
Korekta – Alex Rymarski
Źródła:
• astronomy.com: Korey Haynes; Our near galactic neighbor might have a supermassive black hole
1 czerwca 2025
Zdjęcie w tle: Marco Lorenzi
Wielki Obłok Magellana to galaktyka satelitarna Drogi Mlecznej, oddalona o około 160 000 lat świetlnych. Nowe badania wskazują, że w jej centrum może znajdować się supermasywna czarna dziura. Źródło: Marco Lorenzi
https://astronet.pl/badania/nasz-galakt ... na-dziure/
2025-06-08. Katarzyna Prus
Gwiazdy poruszające się z dużą prędkością w Drodze Mlecznej otrzymywały potężny impuls z Wielkiego Obłoku Magellana, a winowajcą może być centralna czarna dziura.
Wielki Obłok Magellana (LMC) to jeden z najbliższych sąsiadujących galaktyk z Drogą Mleczną. Jest to niewielka, nieregularna galaktyka satelitarna, która krąży wokół naszej galaktyki i jest dobrze widoczna gołym okiem z południowej półkuli. Jako że LMC jest jedną z niewielu galaktyk poza naszą własną, w której teleskopy mogą dostrzec pojedyncze gwiazdy i struktury na małą skalę, astronomowie uwielbiają ją badać, porównując ją z Drogą Mleczną.
Podczas gdy duże galaktyki niemal zawsze posiadają w swoim centrum supermasywne czarne dziury (SMBH), to w przypadku galaktyk karłowatych (takich jak LMC) sytuacja jest bardziej zróżnicowana. Od dawna astronomowie spekulowali, że LMC może skrywać czarną dziurę, jednak dotychczasowe dane nie były jednoznaczne.
Najnowsze analizy danych z kosmicznego teleskopu Gaia, który śledził ruchy i pozycje ponad miliarda gwiazd, wskazują na zaskakującą strukturę w tej galaktyce: w jej centrum może znajdować się czarna dziura o masie około 600 000 razy większej niż masa Słońca. Badania, prowadzone przez Jessego Jiwona Hana z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics (CfA), zostały przyjęte do publikacji w czasopiśmie The Astrophysical Journal.
Gwiazdy o niezwykłej prędkości
Odkrycie to wynika z analizy badania gwiazd hiperszybkich w Drodze Mlecznej. Są to obiekty poruszające się z wyjątkowo dużymi prędkościami względem okolicznych gwiazd, sięgającymi nawet 1000 km/s. Dotąd sądzono, że takie prędkości osiągają głównie dzięki oddziaływaniu z supermasywną czarną dziurą w centrum Drogi Mlecznej, znaną jako Sagittarius A* (to właśnie badanie tych gwiazd pomogło astronomom zidentyfikować i zrozumieć naturę Sag A).
Jednak Han, analizując dane z Gai, odkrył, że trajektorie niektórych z tych hiperszybkich gwiazd nie prowadzą do centrum Drogi Mlecznej, lecz wskazują na Wielki Obłok Magellana jako miejsce ich pochodzenia.
Istnieje tylko kilka mechanizmów zdolnych do nadania gwiazdom tak ogromnych prędkości – mogą to być wybuchy supernowych, dynamiczne interakcje w gęstych gromadach gwiazd, ale najefektywniejszym „akceleratorem” są bliskie spotkania z czarnymi dziurami.
To, co szczególnie zwróciło uwagę zespołu Hana, to nie tylko prędkości tych gwiazd, lecz także ich zgromadzenie w niewielkim obszarze nieba, nazwanym nadgęstością w Lwie (ang. Leo Overdensity), ponieważ znajduje się ona w granicach konstelacji Lwa. Ta koncentracja gwiazd była kluczową wskazówką co do ich pochodzenia.
„Ponieważ są to gwiazdy młode i masywne”, wyjaśnia Han w rozmowie z Astronomy, „mogły powstać jedynie w dysku lub w centrum LMC – innych opcji nie ma”. Modele wykazują, że gdyby pochodziły z dysku, ich rozmieszczenie byłoby znacznie szersze. „Innymi słowy – tylko wyrzucenie z centrum LMC może prowadzić do tak zwartej nadgęstości jak ta w Lwie”.
Xavier Luri, astrofizyk z Uniwersytetu w Barcelonie i członek zespołu przetwarzającego dane z Gai, który nie brał udziału w badaniu, określił pracę Hana jako „bardzo kompletną i skrupulatną”. Zaznaczył jednak, że „wnioski opierają się na szeregu założeń, które mogą być kwestionowane w przyszłości, ale ogólnie rzecz biorąc, wszystko wskazuje na związek części badanej próbki z centralną czarną dziurą w LMC”.
Hipoteza z przeszłości potwierdzona danymi
Nadgęstość w Lwie była obserwowana przez dłuższy czas. W 2016 roku astronomowie Douglas Boubert i Wyn Evans z Uniwersytetu w Cambridge sugerowali, że może ona wskazywać na istnienie SMBH (supermasywnej czarnej dziury) w LMC. Dopiero jednak precyzyjne dane z Gai umożliwiły prześledzenie trajektorii wystarczającej liczby hiperszybkich gwiazd, by hipoteza ta zyskała solidne podstawy.
„Korzystając z najnowszych danych z Gai, Jesse i jego znakomity zespół współautorów udowodnili (naszą) śmiałą teorię”, mówi Boubert. „Połowa znanych hiperszybkich gwiazd widocznych na półkuli północnej pochodzi z Wielkiego Obłoku Magellana”.
Zaskakujące, ale zgodne z teorią
Astronomowie od dawna wiedzą, że prawie każda duża galaktyka zawiera centralną supermasywną czarną dziurę. Co więcej, masa takiej czarnej dziury wykazuje przewidywalną zależność od całkowitej masy galaktyki – zależność tę nazywa się relacją M-sigma. W przypadku galaktyk karłowatych reguła ta jednak nie zawsze się sprawdza, a LMC dotąd nie był znany z obecności SMBH.
Zespół Hana oszacował, jak masywna musiałaby być czarna dziura, aby wyrzucić gwiazdy z taką prędkością. Wynik, który wyszedł to około 600 000 mas Słońca. Co ciekawe, wartość ta doskonale mieści się w granicach przewidywanych przez relację M-sigma, biorąc pod uwagę to, co wiemy o masie LMC jako całości.
„Więc choć sam sposób odkrycia SMBH był dość zaskakujący, to jej masa jest całkowicie zgodna z oczekiwaniami i powinna była zostać przewidziana”, mówi Han.
Co dalej?
Skoro pojawiły się mocne dowody sugerujące istnienie SMBH w LMC, to kolejnym krokiem będzie jej bezpośrednie potwierdzenie. Jednym ze sposobów jest poszukiwanie sygnałów rentgenowskich lub radiowych, które są emitowane przez materię opadającą na czarną dziurę. Innym podejściem mogą być analizy dynamiki pobliskich gromad gwiazd, poruszające się wokół niewidocznego centralnego skupiska.
Co więcej, zespół Hana pracował na danych jedynie z pierwszych trzech lat misji Gaia. Kolejna, pełniejsza publikacja danych planowana jest na 2026 rok, a całość 10-letniego zestawu danych będzie dostępna pod koniec tej dekady. Pozwoli to astronomom na jeszcze dokładniejsze badania ruchów gwiazd, zarówno w Drodze Mlecznej, jak i w LMC.
Boubert podsumowuje: „Potwierdzając istnienie SMBH w LMC, Jesse i jego zespół rzucają wyzwanie astronomom, aby odnaleźć pozostałą część strumienia hiperszybkich gwiazd pochodzących z Wielkiego Obłoku Magellana. Gdy to nastąpi, populacja gwiazd o ekstremalnych prędkościach może zrewolucjonizować nasze rozumienie dynamiki i historii naszego sąsiada galaktycznego. Znajomość lokalizacji i prędkości gwiazd w obecnych czasach oraz miejsc ich narodzin umożliwia wyjątkowo precyzyjne odtworzenie kosmicznego „tańca” między Drogą Mleczną a Wielkim Obłokiem Magellana na przestrzeni setek milionów lat”.
Korekta – Alex Rymarski
Źródła:
• astronomy.com: Korey Haynes; Our near galactic neighbor might have a supermassive black hole
1 czerwca 2025
Zdjęcie w tle: Marco Lorenzi
Wielki Obłok Magellana to galaktyka satelitarna Drogi Mlecznej, oddalona o około 160 000 lat świetlnych. Nowe badania wskazują, że w jej centrum może znajdować się supermasywna czarna dziura. Źródło: Marco Lorenzi
https://astronet.pl/badania/nasz-galakt ... na-dziure/
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Nie wystarczy ci wyobraźni. Najgęstszy obiekt we wszechświecie pęka jak skorupka jaja
2025-06-08. Radek Kosarzycki
Wśród najbardziej ekstremalnych i tajemniczych zjawisk we Wszechświecie znajduje się zderzenie dwóch niezwykle egzotycznych obiektów: gwiazdy neutronowej i czarnej dziury. Choć obie te struktury stanowią końcowe etapy życia masywnych gwiazd, to dopiero od niedawna naukowcy zaczynają rozumieć, co dzieje się w ostatnich chwilach, gdy jedna z nich zostaje pochłonięta przez drugą. Najnowsze symulacje komputerowe w końcu pozwoliły zajrzeć w samo serce tego dramatycznego procesu.
Zespół kierowany przez Eliasa Mosta, astrofizyka z California Institute of Technology (Caltech), wykorzystał superkomputer Perlmutter znajdujący się w Lawrence Berkeley National Laboratory, aby przeanalizować, co się dzieje ułamek sekundy przed zderzeniem gwiazdy neutronowej z czarną dziurą. Dzięki ogromnej mocy obliczeniowej superkomputera możliwe było precyzyjne odtworzenie zjawisk zachodzących w tych ekstremalnych warunkach – z dokładnością, jakiej nigdy wcześniej nie dało się osiągnąć.
Kiedy zwarta pozostałość po eksplozji supernowej – gwiazda neutronowa – zbliża się do czarnej dziury, zaczyna doświadczać dramatycznych zaburzeń grawitacyjnych. Potężna grawitacja czarnej dziury rozrywa skorupę gwiazdy neutronowej niczym silne trzęsienie ziemi na naszej planecie, oczywiście w nieporównanie większej skali. W efekcie powstają kolosalne i gwałtowne pęknięcia, które z kolei generują imponujące fale uderzeniowe rozchodzące się po całej gwieździe. Według badaczy mogą to być jedne z najbardziej energetycznych fal uderzeniowych we wszechświecie.
Symulacje wskazują, że takie fale wywołują silne zakłócenia w polu magnetycznym gwiazdy. W wyniku tego powstają fale Alfvéna – rodzaj drgań pola magnetycznego i plazmy – które mogą powodować emisję szybkich błysków radiowych (tzw. FRB – Fast Radio Bursts). Te trwające milisekundy sygnały rejestrujemy już od wielu lat za pomocą teleskopów, a mimo tego wciąż nie znamy ich źródła. Badania przeprowadzone przez naukowców z Caltech dostarczają przekonującej hipotezy, że przynajmniej część z tych błysków FRB może być “ostatnim krzykiem” gwiazdy neutronowej wciąganej do czarnej dziury.
Co więcej, symulacja wskazuje, że po pierwszej fali uderzeniowej może pojawić się druga, jeszcze silniejsza. Oznaczałoby to, że niektóre zderzenia czarnych dziur z gwiazdami neutronowymi można rozpoznać dzięki wykryciu dwóch następujących po sobie szybkich błysków radiowych – pary sygnałów oddzielonych zaledwie o kilka milisekund.
Jednym z najbardziej zaskakujących wniosków jest fakt pojawienia się zjawiska określanego jako “pulsar czarnej dziury”. Pulsary to gwiazdy neutronowe obracające się wokół własnej osi, emitujące wiązki silnego promieniowania ze swoich biegunów magnetycznych. W symulowanej przez naukowców sytuacji czarna dziura, wchłaniając gwiazdę neutronową, pochłania także jej pole magnetyczne, którego musi się pozbyć. W efekcie powstaje błysk wysokoenergetycznego promieniowania – w zakresie promieniowania rentgenowskiego lub gamma – trwający zaledwie ułamek sekundy.
Powyższy opis brzmi naprawdę fascynująco. Nie udałoby się go jednak stworzyć bez najnowocześniejszego sprzętu obliczeniowego. Superkomputer Perlmutter, wyposażony w procesory graficzne (GPU), pozwolił na symulację złożonych zjawisk astrofizycznych z niespotykaną wcześniej dokładnością. Dzięki temu udało się odwzorować nie tylko fizykę łączenia się tych dwóch ekstremalnych rodzajów obiektów kosmicznych, ale także przewidzieć możliwe sygnały, jakie towarzyszą ich zderzeniu.
Wyniki opublikowane w The Astrophysical Journal Letters oferują nowy sposób identyfikacji takich zjawisk we Wszechświecie. Pomóc w tym może rozwijana obecnie w Nevadzie sieć 2000 radiowych anten Caltechu, która ma być wystarczająco czuła, by rejestrować nawet najkrótsze i najsłabsze rozbłyski radiowe. Jeśli te przewidywania się potwierdzą, astronomowie zyskają unikalne narzędzie do obserwowania jednych z najbardziej gwałtownych wydarzeń w kosmosie.
https://www.focus.pl/artykul/zderzenie- ... neutronowa
2025-06-08. Radek Kosarzycki
Wśród najbardziej ekstremalnych i tajemniczych zjawisk we Wszechświecie znajduje się zderzenie dwóch niezwykle egzotycznych obiektów: gwiazdy neutronowej i czarnej dziury. Choć obie te struktury stanowią końcowe etapy życia masywnych gwiazd, to dopiero od niedawna naukowcy zaczynają rozumieć, co dzieje się w ostatnich chwilach, gdy jedna z nich zostaje pochłonięta przez drugą. Najnowsze symulacje komputerowe w końcu pozwoliły zajrzeć w samo serce tego dramatycznego procesu.
Zespół kierowany przez Eliasa Mosta, astrofizyka z California Institute of Technology (Caltech), wykorzystał superkomputer Perlmutter znajdujący się w Lawrence Berkeley National Laboratory, aby przeanalizować, co się dzieje ułamek sekundy przed zderzeniem gwiazdy neutronowej z czarną dziurą. Dzięki ogromnej mocy obliczeniowej superkomputera możliwe było precyzyjne odtworzenie zjawisk zachodzących w tych ekstremalnych warunkach – z dokładnością, jakiej nigdy wcześniej nie dało się osiągnąć.
Kiedy zwarta pozostałość po eksplozji supernowej – gwiazda neutronowa – zbliża się do czarnej dziury, zaczyna doświadczać dramatycznych zaburzeń grawitacyjnych. Potężna grawitacja czarnej dziury rozrywa skorupę gwiazdy neutronowej niczym silne trzęsienie ziemi na naszej planecie, oczywiście w nieporównanie większej skali. W efekcie powstają kolosalne i gwałtowne pęknięcia, które z kolei generują imponujące fale uderzeniowe rozchodzące się po całej gwieździe. Według badaczy mogą to być jedne z najbardziej energetycznych fal uderzeniowych we wszechświecie.
Symulacje wskazują, że takie fale wywołują silne zakłócenia w polu magnetycznym gwiazdy. W wyniku tego powstają fale Alfvéna – rodzaj drgań pola magnetycznego i plazmy – które mogą powodować emisję szybkich błysków radiowych (tzw. FRB – Fast Radio Bursts). Te trwające milisekundy sygnały rejestrujemy już od wielu lat za pomocą teleskopów, a mimo tego wciąż nie znamy ich źródła. Badania przeprowadzone przez naukowców z Caltech dostarczają przekonującej hipotezy, że przynajmniej część z tych błysków FRB może być “ostatnim krzykiem” gwiazdy neutronowej wciąganej do czarnej dziury.
Co więcej, symulacja wskazuje, że po pierwszej fali uderzeniowej może pojawić się druga, jeszcze silniejsza. Oznaczałoby to, że niektóre zderzenia czarnych dziur z gwiazdami neutronowymi można rozpoznać dzięki wykryciu dwóch następujących po sobie szybkich błysków radiowych – pary sygnałów oddzielonych zaledwie o kilka milisekund.
Jednym z najbardziej zaskakujących wniosków jest fakt pojawienia się zjawiska określanego jako “pulsar czarnej dziury”. Pulsary to gwiazdy neutronowe obracające się wokół własnej osi, emitujące wiązki silnego promieniowania ze swoich biegunów magnetycznych. W symulowanej przez naukowców sytuacji czarna dziura, wchłaniając gwiazdę neutronową, pochłania także jej pole magnetyczne, którego musi się pozbyć. W efekcie powstaje błysk wysokoenergetycznego promieniowania – w zakresie promieniowania rentgenowskiego lub gamma – trwający zaledwie ułamek sekundy.
Powyższy opis brzmi naprawdę fascynująco. Nie udałoby się go jednak stworzyć bez najnowocześniejszego sprzętu obliczeniowego. Superkomputer Perlmutter, wyposażony w procesory graficzne (GPU), pozwolił na symulację złożonych zjawisk astrofizycznych z niespotykaną wcześniej dokładnością. Dzięki temu udało się odwzorować nie tylko fizykę łączenia się tych dwóch ekstremalnych rodzajów obiektów kosmicznych, ale także przewidzieć możliwe sygnały, jakie towarzyszą ich zderzeniu.
Wyniki opublikowane w The Astrophysical Journal Letters oferują nowy sposób identyfikacji takich zjawisk we Wszechświecie. Pomóc w tym może rozwijana obecnie w Nevadzie sieć 2000 radiowych anten Caltechu, która ma być wystarczająco czuła, by rejestrować nawet najkrótsze i najsłabsze rozbłyski radiowe. Jeśli te przewidywania się potwierdzą, astronomowie zyskają unikalne narzędzie do obserwowania jednych z najbardziej gwałtownych wydarzeń w kosmosie.
https://www.focus.pl/artykul/zderzenie- ... neutronowa
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Lokalizacja gazu napędza powstawanie gwiazd w odległych galaktykach
2025-06-08.
Astronomowie odkryli, że to nie ilość gazu w galaktyce ale jego lokalizacja decyduje o tym, czy powstają w niej nowe gwiazdy.
Naukowcy z Międzynarodowego Centrum Badań Radioastronomicznych (ICRAR) dokonali odkrycia galaktyk, badając rozkład gazu, który pomaga tworzyć gwiazdy.
Korzystając z teleskopu ASKAP znajdującego się w Inyarrimanha Ilgari Bundara w Australii, naukowcy z Obserwatorium Radioastronomicznego Murchisona CSIRO, zbadali rozkład gazu w około 1000 galaktyk w ramach przeglądu WALLABY.
Główna autorka badań, Seona Lee, doktorantka na Uniwersytecie Australii Zachodniej w ICRAR, powiedziała, że odkrycia dają nowe spojrzenie na to, jak gwiazdy rodzą się z gazu.
Podczas gdy wcześniejsze badania mogły mapować rozkład gazu tylko w kilkuset galaktykach, przegląd WALLABY z powodzeniem zmapował wodór atomowy w znacznie większej próbce galaktyk.
Badania wykazały, że większa ilość gazu w galaktyce nie oznacza automatycznie, że utworzy ona więcej gwiazd. Zamiast tego galaktyki, w których tworzą się gwiazdy, mają zazwyczaj większą koncentrację gazu w obszarach, w których gwiazdy się znajdują.
To było bardzo ekscytujące zobaczyć korelację między formowaniem się gwiazd a tym, gdzie znajduje się wodór atomowy – powiedziała Lee.
Obserwacje w wyższej rozdzielczości z teleskopów takich jak ASKAP pozwoliły Lee zmierzyć lokalizację i gęstość gazu atomowego dla bezprecedensowej liczby galaktyk.
Barbara Catinella, która współprowadzi przegląd WALLABY, powiedziała, że atomowy wodór jest niezbędnym składnikiem do tworzenia gwiazd, podobnie jak mąka do wypieku ciasta.
Podczas gdy różne ciasta wymagają różnych ilości mąki, aby prawidłowo upiec ciasto, należy skupić się na mące znajdującej się w misce, a nie na niewykorzystanej mące pozostałej w opakowaniu – powiedziała profesor Catinella.
Podobnie, zrozumienie, w jaki sposób powstają gwiazdy, wymaga od nas pomiaru gazu atomowego tam, gdzie gwiazdy faktycznie się formują, a nie rozważania całkowitej zawartości gazu, która obejmuje niewykorzystany gaz w regionach zewnętrznych.
Badania wykazały, że możliwość prowadzenia bardziej szczegółowych obserwacji radiowych ma kluczowe znaczenie dla pomocy naukowcom w zrozumieniu, w jaki sposób galaktyki rosną i zmieniają się w czasie. Zespół przyjrzał się falom radiowym i światłu widzialnemu z pobliskich galaktyk, aby określić ilość gazu w częściach galaktyki, w których rodzą się gwiazdy.
Aby dowiedzieć się, jak powstają gwiazdy, musieliśmy zmierzyć gazowy wodór atomowy w obszarach, w których gwiazdy aktywnie powstają – powiedziała Lee.
Jest to ważne dla ustalenia, ile gazu naprawdę wspiera tworzenie nowych gwiazd.
Opracowanie:
Agnieszka Nowak
Źródło:
• ICRAR
• Urania
Czerwony odcień pokazuje zawartość atomowego wodoru w galaktyce nałożoną na obraz optyczny. Źródło: Legacy Surveys/D. Lang (Perimeter Institute)/T. Westmeier – ICRAR
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com ... wanie.html
2025-06-08.
Astronomowie odkryli, że to nie ilość gazu w galaktyce ale jego lokalizacja decyduje o tym, czy powstają w niej nowe gwiazdy.
Naukowcy z Międzynarodowego Centrum Badań Radioastronomicznych (ICRAR) dokonali odkrycia galaktyk, badając rozkład gazu, który pomaga tworzyć gwiazdy.
Korzystając z teleskopu ASKAP znajdującego się w Inyarrimanha Ilgari Bundara w Australii, naukowcy z Obserwatorium Radioastronomicznego Murchisona CSIRO, zbadali rozkład gazu w około 1000 galaktyk w ramach przeglądu WALLABY.
Główna autorka badań, Seona Lee, doktorantka na Uniwersytecie Australii Zachodniej w ICRAR, powiedziała, że odkrycia dają nowe spojrzenie na to, jak gwiazdy rodzą się z gazu.
Podczas gdy wcześniejsze badania mogły mapować rozkład gazu tylko w kilkuset galaktykach, przegląd WALLABY z powodzeniem zmapował wodór atomowy w znacznie większej próbce galaktyk.
Badania wykazały, że większa ilość gazu w galaktyce nie oznacza automatycznie, że utworzy ona więcej gwiazd. Zamiast tego galaktyki, w których tworzą się gwiazdy, mają zazwyczaj większą koncentrację gazu w obszarach, w których gwiazdy się znajdują.
To było bardzo ekscytujące zobaczyć korelację między formowaniem się gwiazd a tym, gdzie znajduje się wodór atomowy – powiedziała Lee.
Obserwacje w wyższej rozdzielczości z teleskopów takich jak ASKAP pozwoliły Lee zmierzyć lokalizację i gęstość gazu atomowego dla bezprecedensowej liczby galaktyk.
Barbara Catinella, która współprowadzi przegląd WALLABY, powiedziała, że atomowy wodór jest niezbędnym składnikiem do tworzenia gwiazd, podobnie jak mąka do wypieku ciasta.
Podczas gdy różne ciasta wymagają różnych ilości mąki, aby prawidłowo upiec ciasto, należy skupić się na mące znajdującej się w misce, a nie na niewykorzystanej mące pozostałej w opakowaniu – powiedziała profesor Catinella.
Podobnie, zrozumienie, w jaki sposób powstają gwiazdy, wymaga od nas pomiaru gazu atomowego tam, gdzie gwiazdy faktycznie się formują, a nie rozważania całkowitej zawartości gazu, która obejmuje niewykorzystany gaz w regionach zewnętrznych.
Badania wykazały, że możliwość prowadzenia bardziej szczegółowych obserwacji radiowych ma kluczowe znaczenie dla pomocy naukowcom w zrozumieniu, w jaki sposób galaktyki rosną i zmieniają się w czasie. Zespół przyjrzał się falom radiowym i światłu widzialnemu z pobliskich galaktyk, aby określić ilość gazu w częściach galaktyki, w których rodzą się gwiazdy.
Aby dowiedzieć się, jak powstają gwiazdy, musieliśmy zmierzyć gazowy wodór atomowy w obszarach, w których gwiazdy aktywnie powstają – powiedziała Lee.
Jest to ważne dla ustalenia, ile gazu naprawdę wspiera tworzenie nowych gwiazd.
Opracowanie:
Agnieszka Nowak
Źródło:
• ICRAR
• Urania
Czerwony odcień pokazuje zawartość atomowego wodoru w galaktyce nałożoną na obraz optyczny. Źródło: Legacy Surveys/D. Lang (Perimeter Institute)/T. Westmeier – ICRAR
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com ... wanie.html
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
W Luizjanie odkryto krater po zderzeniu z asteroidą 12800 lat temu
2025-06-08. Admin.
Międzynarodowy zespół 25 naukowców opublikował dziś przełomowe badanie, które dostarcza najsilniejszych jak dotąd dowodów na istnienie krateru uderzeniowego z okresu Younger Dryas w Ameryce Północnej. Odkrycie anomalnej depresji w Luizjanie wypełnionej szokującym kwarcem i stopionymi materiałami może ostatecznie potwierdzić jedną z najbardziej kontrowersyjnych teorii w geologii - hipotezę kosmicznego uderzenia sprzed 12800 lat.
Badanie zostało opublikowane w czasopiśmie Airbursts and Cratering Impacts przez zespół wybitnych naukowców, w tym Jamesa Kennetta z UC Santa Barbara, Allena Westa, Christophera Moore’a, Malcolma LeCompte i Marca Younga. To ci sami badacze, którzy od lat budują dowody na kosmiczną katastrofę, która mogła zmienić bieg ludzkiej cywilizacji.
Zespół donosi o odkryciu niezwykłej depresji o długości 300 metrów na wschód od Perkins w Luizjanie, wypełnionej wysokimi koncentracjami wskaźników uderzenia: szokującym kwarcem, szkłem stopowym, mikrosferulami, sferulami węglowymi i metalicznymi płatkami. Najbardziej niezwykłe jest to, że autorzy argumentują, iż miejsce to reprezentuje płytki krater “touchdown” powstały w wyniku wybuchu atmosferycznego - potencjalnie pierwszą udokumentowaną strukturę uderzeniową z okresu Młodszego Dryasu w Ameryce Północnej.
Odkrycie to ma ogromne znaczenie dla zrozumienia jednego z najbardziej tajemniczych okresów w historii Ziemi. Młodszy Dryas to epizod klimatyczny, który rozpoczął się około 12900 lat temu i charakteryzował się nagłym ochłodzeniem na półkuli północnej. Przez ponad 1200 lat temperatura spadła średnio o 3 stopnie Celsjusza w Ameryce Północnej, 2-6 stopni w Europie, a nawet do 10 stopni na Grenlandii. Ten gwałtowny zwrot w globalnym ociepleniu był tak dramatyczny, że niektórzy naukowcy porównują go do współczesnych obaw o nagłe zmiany klimatyczne.
Przez dziesięciolecia główną teorią wyjaśniającą Młodszy Dryas był napływ słodkiej wody z topniejących lodowców do Atlantyku Północnego, co miało zatrzymać cyrkulację termohalinową oceanu. Jednak hipoteza kosmicznego uderzenia, po raz pierwszy zaproponowana w 2007 roku, sugeruje zupełnie inny scenariusz - że fragmenty rozpadającej się komety uderzyły w atmosferę Ziemi, wywołując serię wybuchów atmosferycznych na całej półkuli północnej.
Dowody na takie kosmiczne uderzenie były już wcześniej znajdowane w ponad 50 miejscach na świecie. Warstwa osadów datowana na 12800 lat temu, znana jako Younger Dryas Boundary, zawiera niezwykłe koncentracje materiałów związanych z uderzeniami kosmicznymi: iryd, platynę, nanodiamenty, magnetyczne mikrosferule, szkło stopowe i właśnie szokujący kwarc. Ten ostatni element był szczególnie problematyczny dla krytyków hipotezy, ponieważ tradycyjny szokujący kwarc z równoległymi pęknięciami był rzadko znajdowany w miejscach Młodszego Dryasu.
Przełom nastąpił, gdy badacze zrozumieli, że wybuchy atmosferyczne wytwarzają inny rodzaj szokującego kwarcu niż bezpośrednie uderzenia w powierzchnię Ziemi. Podczas gdy asteroidy uderzające bezpośrednio w Ziemię tworzą równoległe pęknięcia w kryształach kwarcu, wybuchy atmosferyczne o niższym ciśnieniu wytwarzają bardziej chaotyczne, pajęczyne wzory pęknięć. James Kennett wyjaśnia, że ciśnienia i temperatury w takich wydarzeniach różnią się w zależności od gęstości, kąta wejścia, wysokości uderzenia i rozmiaru obiektu uderzającego.
Aby potwierdzić tę teorię, naukowcy porównali szokujący kwarc z miejsc występowania osadów z Młodszego Dryasu z tym znalezionym w miejscach wybuchów jądrowych - testu Trinity w Nowym Meksyku w 1945 roku oraz testów w Kazachstanie w latach 1949-1953. Podobnie jak wybuchy kosmiczne, eksplozje jądrowe miały miejsce nad powierzchnią ziemi, wysyłając fale uderzeniowe w kierunku Ziemi. Wyniki były uderzająco podobne, pokazując wypełnione szkłem pęknięcia szokowe wskazujące na temperatury przekraczające 2000 stopni Celsjusza.
Nowe odkrycie w Luizjanie może być kluczowym dowodem, którego brakowało hipotezie Młodszego Dryasu. Po raz pierwszy badacze twierdzą, że znaleźli rzeczywistą strukturę uderzeniową - płytką depresję, która może być pozostałością “touchdown” wybuchu atmosferycznego. Takie wydarzenia, w których obiekt kosmiczny eksploduje bardzo blisko powierzchni Ziemi, są znacznie częstsze niż duże kraterotwórcze uderzenia i potencjalnie bardziej niebezpieczne dla cywilizacji.
Implikacje tego odkrycia wykraczają daleko poza geologię. Jeśli hipoteza kosmicznego uderzenia zostanie ostatecznie potwierdzona, oznaczałoby to, że wydarzenie sprzed 12800 lat było jedną z największych katastrof w historii ludzkości. Seria wybuchów atmosferycznych mogła wywołać masowe pożary na całej półkuli północnej, zatruć atmosferę pyłem i wywołać “zimę uderzeniową” trwającą ponad tysiąc lat.
Konsekwencje były katastrofalne dla megafauny Ameryki Północnej. W ciągu kilku stuleci po rozpoczęciu Młodszego Dryasu wyginęło 35 rodzajów dużych ssaków, w tym mamuty, mastodonty, leniwce naziemne, konie amerykańskie i wielbłądy. Niektórzy badacze sugerują, że katastrofa przyczyniła się również do upadku kultury Clovis - pierwszych mieszkańców Ameryki znanej ze swoich charakterystycznych grotów.
Dowody na kosmiczne uderzenie nie ograniczają się do Ameryki Północnej. Badacze znaleźli podobne wskaźniki w Europie, Azji, a nawet w południowej hemisferze. Miejsce Abu Hureyra w Syrii, gdzie odkryto najwcześniejsze dowody przejścia od łowiectwa i zbieractwa do rolnictwa, zawiera masywne ilości stopionego materiału i szokującego kwarcu z tego samego okresu. Naukowcy argumentują, że katastrofa kosmiczna mogła wymusić na ludzkości przejście do rolnictwa jako strategii przetrwania w zmienionym klimacie.
Hipoteza Mlodszego Dryasu pozostaje kontrowersyjna w środowisku naukowym. Krytycy argumentują, że wiele dowodów można wytłumaczyć przyczynami ziemskimi, takimi jak pożary naturalne czy aktywność wulkaniczna. Niektórzy wskazują na problemy z replikacją niektórych wyników i kwestionują synchroniczność wydarzeń na różnych kontynentach.
Jednak liczba dowodów stale rośnie. Niedawne odkrycie krateru Hiawatha pod lodowcem Grenlandii, datowanego na około 13000 lat, dodaje wiarygodności teorii. Krater o średnicy 31 kilometrów może być pozostałością jednego z fragmentów komety, które uderzyły w Ziemię podczas katastrofy Młodszego Dryasu.
Nowe odkrycie w Luizjanie reprezentuje potencjalnie pierwszą strukturę uderzeniową z okresu Młodszego Dryasu znalezioną w Ameryce Północnej. Jeśli dalsze badania potwierdzą kosmiczne pochodzenie depresji, może to być przełomowy moment dla hipotezy uderzenia. Kombinacja szokującego kwarcu, stopionego materiału i unikalnej morfologii krateru dostarcza najsilniejszych jak dotąd dowodów fizycznych na kosmiczną katastrofę.
Badania te mają również współczesne implikacje. Zrozumienie, jak kosmiczne uderzenia wpływają na klimat Ziemi, może pomóc naukowcom lepiej przygotować się na przyszłe zagrożenia z kosmosu. Wybuchy atmosferyczne, choć nie tworzą wielkich kraterów, mogą być znacznie bardziej niszczycielskie dla współczesnej cywilizacji niż bezpośrednie uderzenia.
James Kennett i jego współpracownicy planują przedstawić swoje przełomowe wyniki na Cosmic Summit 2025, gdzie międzynarodowe grono ekspertów będzie mogło ocenić nowe dowody. To może być moment, w którym jedna z najbardziej kontrowersyjnych teorii w nauce w końcu zyska powszechną akceptację.
Źródło: zmianynaziemi
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/w-lu ... 0-lat-temu
2025-06-08. Admin.
Międzynarodowy zespół 25 naukowców opublikował dziś przełomowe badanie, które dostarcza najsilniejszych jak dotąd dowodów na istnienie krateru uderzeniowego z okresu Younger Dryas w Ameryce Północnej. Odkrycie anomalnej depresji w Luizjanie wypełnionej szokującym kwarcem i stopionymi materiałami może ostatecznie potwierdzić jedną z najbardziej kontrowersyjnych teorii w geologii - hipotezę kosmicznego uderzenia sprzed 12800 lat.
Badanie zostało opublikowane w czasopiśmie Airbursts and Cratering Impacts przez zespół wybitnych naukowców, w tym Jamesa Kennetta z UC Santa Barbara, Allena Westa, Christophera Moore’a, Malcolma LeCompte i Marca Younga. To ci sami badacze, którzy od lat budują dowody na kosmiczną katastrofę, która mogła zmienić bieg ludzkiej cywilizacji.
Zespół donosi o odkryciu niezwykłej depresji o długości 300 metrów na wschód od Perkins w Luizjanie, wypełnionej wysokimi koncentracjami wskaźników uderzenia: szokującym kwarcem, szkłem stopowym, mikrosferulami, sferulami węglowymi i metalicznymi płatkami. Najbardziej niezwykłe jest to, że autorzy argumentują, iż miejsce to reprezentuje płytki krater “touchdown” powstały w wyniku wybuchu atmosferycznego - potencjalnie pierwszą udokumentowaną strukturę uderzeniową z okresu Młodszego Dryasu w Ameryce Północnej.
Odkrycie to ma ogromne znaczenie dla zrozumienia jednego z najbardziej tajemniczych okresów w historii Ziemi. Młodszy Dryas to epizod klimatyczny, który rozpoczął się około 12900 lat temu i charakteryzował się nagłym ochłodzeniem na półkuli północnej. Przez ponad 1200 lat temperatura spadła średnio o 3 stopnie Celsjusza w Ameryce Północnej, 2-6 stopni w Europie, a nawet do 10 stopni na Grenlandii. Ten gwałtowny zwrot w globalnym ociepleniu był tak dramatyczny, że niektórzy naukowcy porównują go do współczesnych obaw o nagłe zmiany klimatyczne.
Przez dziesięciolecia główną teorią wyjaśniającą Młodszy Dryas był napływ słodkiej wody z topniejących lodowców do Atlantyku Północnego, co miało zatrzymać cyrkulację termohalinową oceanu. Jednak hipoteza kosmicznego uderzenia, po raz pierwszy zaproponowana w 2007 roku, sugeruje zupełnie inny scenariusz - że fragmenty rozpadającej się komety uderzyły w atmosferę Ziemi, wywołując serię wybuchów atmosferycznych na całej półkuli północnej.
Dowody na takie kosmiczne uderzenie były już wcześniej znajdowane w ponad 50 miejscach na świecie. Warstwa osadów datowana na 12800 lat temu, znana jako Younger Dryas Boundary, zawiera niezwykłe koncentracje materiałów związanych z uderzeniami kosmicznymi: iryd, platynę, nanodiamenty, magnetyczne mikrosferule, szkło stopowe i właśnie szokujący kwarc. Ten ostatni element był szczególnie problematyczny dla krytyków hipotezy, ponieważ tradycyjny szokujący kwarc z równoległymi pęknięciami był rzadko znajdowany w miejscach Młodszego Dryasu.
Przełom nastąpił, gdy badacze zrozumieli, że wybuchy atmosferyczne wytwarzają inny rodzaj szokującego kwarcu niż bezpośrednie uderzenia w powierzchnię Ziemi. Podczas gdy asteroidy uderzające bezpośrednio w Ziemię tworzą równoległe pęknięcia w kryształach kwarcu, wybuchy atmosferyczne o niższym ciśnieniu wytwarzają bardziej chaotyczne, pajęczyne wzory pęknięć. James Kennett wyjaśnia, że ciśnienia i temperatury w takich wydarzeniach różnią się w zależności od gęstości, kąta wejścia, wysokości uderzenia i rozmiaru obiektu uderzającego.
Aby potwierdzić tę teorię, naukowcy porównali szokujący kwarc z miejsc występowania osadów z Młodszego Dryasu z tym znalezionym w miejscach wybuchów jądrowych - testu Trinity w Nowym Meksyku w 1945 roku oraz testów w Kazachstanie w latach 1949-1953. Podobnie jak wybuchy kosmiczne, eksplozje jądrowe miały miejsce nad powierzchnią ziemi, wysyłając fale uderzeniowe w kierunku Ziemi. Wyniki były uderzająco podobne, pokazując wypełnione szkłem pęknięcia szokowe wskazujące na temperatury przekraczające 2000 stopni Celsjusza.
Nowe odkrycie w Luizjanie może być kluczowym dowodem, którego brakowało hipotezie Młodszego Dryasu. Po raz pierwszy badacze twierdzą, że znaleźli rzeczywistą strukturę uderzeniową - płytką depresję, która może być pozostałością “touchdown” wybuchu atmosferycznego. Takie wydarzenia, w których obiekt kosmiczny eksploduje bardzo blisko powierzchni Ziemi, są znacznie częstsze niż duże kraterotwórcze uderzenia i potencjalnie bardziej niebezpieczne dla cywilizacji.
Implikacje tego odkrycia wykraczają daleko poza geologię. Jeśli hipoteza kosmicznego uderzenia zostanie ostatecznie potwierdzona, oznaczałoby to, że wydarzenie sprzed 12800 lat było jedną z największych katastrof w historii ludzkości. Seria wybuchów atmosferycznych mogła wywołać masowe pożary na całej półkuli północnej, zatruć atmosferę pyłem i wywołać “zimę uderzeniową” trwającą ponad tysiąc lat.
Konsekwencje były katastrofalne dla megafauny Ameryki Północnej. W ciągu kilku stuleci po rozpoczęciu Młodszego Dryasu wyginęło 35 rodzajów dużych ssaków, w tym mamuty, mastodonty, leniwce naziemne, konie amerykańskie i wielbłądy. Niektórzy badacze sugerują, że katastrofa przyczyniła się również do upadku kultury Clovis - pierwszych mieszkańców Ameryki znanej ze swoich charakterystycznych grotów.
Dowody na kosmiczne uderzenie nie ograniczają się do Ameryki Północnej. Badacze znaleźli podobne wskaźniki w Europie, Azji, a nawet w południowej hemisferze. Miejsce Abu Hureyra w Syrii, gdzie odkryto najwcześniejsze dowody przejścia od łowiectwa i zbieractwa do rolnictwa, zawiera masywne ilości stopionego materiału i szokującego kwarcu z tego samego okresu. Naukowcy argumentują, że katastrofa kosmiczna mogła wymusić na ludzkości przejście do rolnictwa jako strategii przetrwania w zmienionym klimacie.
Hipoteza Mlodszego Dryasu pozostaje kontrowersyjna w środowisku naukowym. Krytycy argumentują, że wiele dowodów można wytłumaczyć przyczynami ziemskimi, takimi jak pożary naturalne czy aktywność wulkaniczna. Niektórzy wskazują na problemy z replikacją niektórych wyników i kwestionują synchroniczność wydarzeń na różnych kontynentach.
Jednak liczba dowodów stale rośnie. Niedawne odkrycie krateru Hiawatha pod lodowcem Grenlandii, datowanego na około 13000 lat, dodaje wiarygodności teorii. Krater o średnicy 31 kilometrów może być pozostałością jednego z fragmentów komety, które uderzyły w Ziemię podczas katastrofy Młodszego Dryasu.
Nowe odkrycie w Luizjanie reprezentuje potencjalnie pierwszą strukturę uderzeniową z okresu Młodszego Dryasu znalezioną w Ameryce Północnej. Jeśli dalsze badania potwierdzą kosmiczne pochodzenie depresji, może to być przełomowy moment dla hipotezy uderzenia. Kombinacja szokującego kwarcu, stopionego materiału i unikalnej morfologii krateru dostarcza najsilniejszych jak dotąd dowodów fizycznych na kosmiczną katastrofę.
Badania te mają również współczesne implikacje. Zrozumienie, jak kosmiczne uderzenia wpływają na klimat Ziemi, może pomóc naukowcom lepiej przygotować się na przyszłe zagrożenia z kosmosu. Wybuchy atmosferyczne, choć nie tworzą wielkich kraterów, mogą być znacznie bardziej niszczycielskie dla współczesnej cywilizacji niż bezpośrednie uderzenia.
James Kennett i jego współpracownicy planują przedstawić swoje przełomowe wyniki na Cosmic Summit 2025, gdzie międzynarodowe grono ekspertów będzie mogło ocenić nowe dowody. To może być moment, w którym jedna z najbardziej kontrowersyjnych teorii w nauce w końcu zyska powszechną akceptację.
Źródło: zmianynaziemi
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/w-lu ... 0-lat-temu
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
W atmosferze Tytana zapanował kompletny chaos. Astronomowie rozłożyli ręce
2025-06-09. Aleksander Kowal
Największy księżyc Saturna słynie między innymi z występowania zjawisk atmosferycznych w tamtejszej atmosferze. Na jego powierzchni prawdopodobnie istnieją rzeki czy jeziora, choć nie wypełnia ich woda, lecz ciekły metan. Ale zanim świat nauki przejdzie do eksploracji tego, co skrywa się pod chmurami, astronomowie próbują rozwikłać zagadkę dotyczącą samej atmosfery.
Ta okazuje się zaskakująco rozchybotana. Zachodzące w niej wahania – jak pokazują obserwacje poczynione przez naukowców z Uniwersytetu w Bristolu – mają sezonowy charakter. Tak przynajmniej można wywnioskować na podstawie analiz danych pochodzących z obserwacji w podczerwieni. Gromadzone na przestrzeni trzynastu lat, zapewniły wgląd w skład tamtejszych chmur oraz panujące na miejscu temperatury.
Teraz autorzy tych ekspertyz opisują ich rezultaty na łamach Planetary Science Journal. Jak możemy się dowiedzieć z publikacji ich autorstwa, nie ma wątpliwości co do tego, że atmosfera Tytana jest bardzo zmienna. Porównują jej zachowanie do… żyroskopu, który stabilizuje się w przestrzeni w bardzo tajemniczych okolicznościach. Poczynione postępy w tym niecodziennym śledztwie mogą kiedyś dostarczyć cennych danych na temat genezy tego księżyca Saturna.
W toku prowadzonych analiz ich autorzy doszli do wniosku, że chybotanie atmosfery Tytana najwyraźniej jest związane z porami roku panującymi na Tytanie. Być może wpływ na ten obiekt ma Słońce, które oddziałuje zarówno na tamtejszy księżyc, jak i jego gospodarza, czyli Saturna. W zależności od położenia względem naszej gwiazdy, owe ciała doświadczają zmian w zakresie ilości otrzymywanego promieniowania, co ma oczywiście przełożenie na panujące tam temperatury.
Chybotanie atmosfery Tytana wydaje się związane z tamtejszymi porami roku. Mimo to naukowcy nie potrafią wskazać konkretnej przyczyny
Mimo to sami zainteresowani podkreślają, że nie potrafią odpowiedzieć na pytanie o to, dlaczego nachylenie atmosfery Tytana pozostaje w zgodzie z otaczającą go przestrzenią, a nie Słońcem czy Saturnem. Jedna z hipotez w tej sprawie odnosi się do znaczącego wydarzenia w przeszłości księżyca, które mogło wprawić jego atmosferę w trwający do dziś ruch.
Prowadzenie badań na ten temat jest trudne ze względu na brak naukowych instrumentów znajdujących się na miejscu. Ale w ciągu kolejnych lat powinno się to zmienić, ponieważ w planach jest realizacja misji Dragonfly. W jej ramach na Tytanie zostanie umieszczona sonda, która rozpocznie zgłębianie sekretów tego niesamowitego świata. Z drugiej strony, brak odpowiedniego rozeznania w warunkach panujących w jego atmosferze może zakończyć się wielką katastrofą.
Ale jeśli uda się doprowadzić do bezpiecznego lądowania, to najprawdopodobniej faktyczny start misji Dragonfly będzie oznaczał punkt zwrotny w badaniach nad Tytanem. Naukowcy będą chcieli nie tylko zrozumieć zjawiska występujące w jego atmosferze, ale również odpowiedzieć na kluczowe pytanie: czy w tak odmiennym od ziemskiego środowisku mogłoby rozwinąć się życie, dla którego życiodajną substancją nie jest woda, lecz ciekły metan?
https://www.chip.pl/2025/06/chiny-proto ... zolg-testy
2025-06-09. Aleksander Kowal
Największy księżyc Saturna słynie między innymi z występowania zjawisk atmosferycznych w tamtejszej atmosferze. Na jego powierzchni prawdopodobnie istnieją rzeki czy jeziora, choć nie wypełnia ich woda, lecz ciekły metan. Ale zanim świat nauki przejdzie do eksploracji tego, co skrywa się pod chmurami, astronomowie próbują rozwikłać zagadkę dotyczącą samej atmosfery.
Ta okazuje się zaskakująco rozchybotana. Zachodzące w niej wahania – jak pokazują obserwacje poczynione przez naukowców z Uniwersytetu w Bristolu – mają sezonowy charakter. Tak przynajmniej można wywnioskować na podstawie analiz danych pochodzących z obserwacji w podczerwieni. Gromadzone na przestrzeni trzynastu lat, zapewniły wgląd w skład tamtejszych chmur oraz panujące na miejscu temperatury.
Teraz autorzy tych ekspertyz opisują ich rezultaty na łamach Planetary Science Journal. Jak możemy się dowiedzieć z publikacji ich autorstwa, nie ma wątpliwości co do tego, że atmosfera Tytana jest bardzo zmienna. Porównują jej zachowanie do… żyroskopu, który stabilizuje się w przestrzeni w bardzo tajemniczych okolicznościach. Poczynione postępy w tym niecodziennym śledztwie mogą kiedyś dostarczyć cennych danych na temat genezy tego księżyca Saturna.
W toku prowadzonych analiz ich autorzy doszli do wniosku, że chybotanie atmosfery Tytana najwyraźniej jest związane z porami roku panującymi na Tytanie. Być może wpływ na ten obiekt ma Słońce, które oddziałuje zarówno na tamtejszy księżyc, jak i jego gospodarza, czyli Saturna. W zależności od położenia względem naszej gwiazdy, owe ciała doświadczają zmian w zakresie ilości otrzymywanego promieniowania, co ma oczywiście przełożenie na panujące tam temperatury.
Chybotanie atmosfery Tytana wydaje się związane z tamtejszymi porami roku. Mimo to naukowcy nie potrafią wskazać konkretnej przyczyny
Mimo to sami zainteresowani podkreślają, że nie potrafią odpowiedzieć na pytanie o to, dlaczego nachylenie atmosfery Tytana pozostaje w zgodzie z otaczającą go przestrzenią, a nie Słońcem czy Saturnem. Jedna z hipotez w tej sprawie odnosi się do znaczącego wydarzenia w przeszłości księżyca, które mogło wprawić jego atmosferę w trwający do dziś ruch.
Prowadzenie badań na ten temat jest trudne ze względu na brak naukowych instrumentów znajdujących się na miejscu. Ale w ciągu kolejnych lat powinno się to zmienić, ponieważ w planach jest realizacja misji Dragonfly. W jej ramach na Tytanie zostanie umieszczona sonda, która rozpocznie zgłębianie sekretów tego niesamowitego świata. Z drugiej strony, brak odpowiedniego rozeznania w warunkach panujących w jego atmosferze może zakończyć się wielką katastrofą.
Ale jeśli uda się doprowadzić do bezpiecznego lądowania, to najprawdopodobniej faktyczny start misji Dragonfly będzie oznaczał punkt zwrotny w badaniach nad Tytanem. Naukowcy będą chcieli nie tylko zrozumieć zjawiska występujące w jego atmosferze, ale również odpowiedzieć na kluczowe pytanie: czy w tak odmiennym od ziemskiego środowisku mogłoby rozwinąć się życie, dla którego życiodajną substancją nie jest woda, lecz ciekły metan?
https://www.chip.pl/2025/06/chiny-proto ... zolg-testy
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Spektakularna panorama Marsa z sondy Odyssey. Takiego widoku jeszcze nie było
2025-06-09. Radek Kosarzycki
Nowe zdjęcie z sondy Mars Odyssey ukazuje Marsa w sposób, którego wcześniej nie znaliśmy — nie tylko jako pustynną planetę, lecz także jako świat z dynamiczną atmosferą i spektakularnymi zjawiskami pogodowymi. To ujęcie zmienia nasze spojrzenie na Czerwoną Planetę i otwiera nowe możliwości badawcze.
Nowe, zapierające dech w piersiach zdjęcie wykonane przez sondę Mars Odyssey ukazuje potężny wulkan Arsia Mons przebijający się przez warstwę porannych chmur na marsjańskim horyzoncie. Ta unikalna panorama oferuje rzadką perspektywę — przypominającą widok Ziemi z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej — i rzuca nowe światło na dynamiczną atmosferę Czerwonej Planety.
Sonda Mars Odyssey, która od 2001 roku nieprzerwanie krąży wokół Marsa, jest najdłużej działającym statkiem kosmicznym w historii misji międzyplanetarnych. Od 2023 roku, dzięki nowemu sposobowi orientacji kamery, rozpoczęła rejestrowanie zdjęć horyzontu Marsa z dużej wysokości. Manewr polega na obrocie sondy o 90 stopni, co pozwala skierować kamerę THEMIS (Thermal Emission Imaging System) ku górnym warstwom atmosfery zamiast bezpośrednio ku powierzchni planety.
Dzięki temu Odyssey może teraz obserwować rozciągające się nad Marsa warstwy pyłu i chmur lodu wodnego, a także śledzić ich zmiany w cyklu sezonowym. Pozwala to naukowcom analizować strukturę atmosfery oraz monitorować zmiany pogodowe i klimatyczne na planecie.
Badania prowadzone na podstawie tych zdjęć ujawniają istotne wzorce sezonowe — od pojawiania się pasów chmur po rozwój burz piaskowych. Taka wiedza ma ogromne znaczenie dla przyszłych misji kosmicznych, szczególnie w kontekście planowania skomplikowanych faz wejścia w atmosferę, lądowania oraz działania łazików i modułów badawczych.
Arsia Mons, wulkan uwieczniony na zdjęciu z 2 maja, wznosi się na wysokość 20 kilometrów nad powierzchnię Marsa. Dla porównania, Mauna Loa — największy wulkan na Ziemi — osiąga ok. 9 kilometrów wysokości, licząc od podstawy na dnie oceanu. Arsia Mons to południowy członek formacji Tharsis Montes, grupy trzech potężnych wulkanów położonych w regionie Tharsis. Jest również najczęściej spowity chmurami, szczególnie podczas marsjańskich poranków.
Te chmury tworzą się, gdy zimne powietrze unosi się po zboczach wulkanu, rozszerza się i ochładza. Zjawisko to nasila się w okresie aphelium — kiedy Mars znajduje się najdalej od Słońca. Wtedy przez równik planety rozciąga się szeroki pas chmur lodu wodnego, tzw. aphelion cloud belt, który jest wyraźnie widoczny na nowej panoramie.
Zdjęcie wykonane przez kamerę THEMIS — opracowaną i obsługiwaną przez zespół z Arizona State University — to nie tylko spektakularna ilustracja marsjańskiego krajobrazu, lecz także ważne narzędzie naukowe. THEMIS działa zarówno w zakresie światła widzialnego, jak i podczerwieni. Ta druga funkcja pozwala na lokalizowanie złóż lodu wodnego pod powierzchnią, co ma kluczowe znaczenie dla przyszłych misji załogowych. Kamera wykorzystywana jest również do obserwacji księżyców Marsa — Fobosa i Deimosa — dostarczając danych o ich składzie.
Choć głównym celem nowych zdjęć jest badanie atmosfery, zespół misji zadbał, by na panoramach znalazły się także charakterystyczne cechy geologiczne planety. Ujęcie Arsia Mons na tle rozległych chmur stanowi znakomite połączenie piękna marsjańskiego krajobrazu z wartością naukową — otwierając nowe możliwości w badaniu klimatu, atmosfery i geologii Marsa.
Żródło: NASA/JPL-Caltech/ASU
https://www.pulskosmosu.pl/2025/06/mars ... rsia-mons/
2025-06-09. Radek Kosarzycki
Nowe zdjęcie z sondy Mars Odyssey ukazuje Marsa w sposób, którego wcześniej nie znaliśmy — nie tylko jako pustynną planetę, lecz także jako świat z dynamiczną atmosferą i spektakularnymi zjawiskami pogodowymi. To ujęcie zmienia nasze spojrzenie na Czerwoną Planetę i otwiera nowe możliwości badawcze.
Nowe, zapierające dech w piersiach zdjęcie wykonane przez sondę Mars Odyssey ukazuje potężny wulkan Arsia Mons przebijający się przez warstwę porannych chmur na marsjańskim horyzoncie. Ta unikalna panorama oferuje rzadką perspektywę — przypominającą widok Ziemi z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej — i rzuca nowe światło na dynamiczną atmosferę Czerwonej Planety.
Sonda Mars Odyssey, która od 2001 roku nieprzerwanie krąży wokół Marsa, jest najdłużej działającym statkiem kosmicznym w historii misji międzyplanetarnych. Od 2023 roku, dzięki nowemu sposobowi orientacji kamery, rozpoczęła rejestrowanie zdjęć horyzontu Marsa z dużej wysokości. Manewr polega na obrocie sondy o 90 stopni, co pozwala skierować kamerę THEMIS (Thermal Emission Imaging System) ku górnym warstwom atmosfery zamiast bezpośrednio ku powierzchni planety.
Dzięki temu Odyssey może teraz obserwować rozciągające się nad Marsa warstwy pyłu i chmur lodu wodnego, a także śledzić ich zmiany w cyklu sezonowym. Pozwala to naukowcom analizować strukturę atmosfery oraz monitorować zmiany pogodowe i klimatyczne na planecie.
Badania prowadzone na podstawie tych zdjęć ujawniają istotne wzorce sezonowe — od pojawiania się pasów chmur po rozwój burz piaskowych. Taka wiedza ma ogromne znaczenie dla przyszłych misji kosmicznych, szczególnie w kontekście planowania skomplikowanych faz wejścia w atmosferę, lądowania oraz działania łazików i modułów badawczych.
Arsia Mons, wulkan uwieczniony na zdjęciu z 2 maja, wznosi się na wysokość 20 kilometrów nad powierzchnię Marsa. Dla porównania, Mauna Loa — największy wulkan na Ziemi — osiąga ok. 9 kilometrów wysokości, licząc od podstawy na dnie oceanu. Arsia Mons to południowy członek formacji Tharsis Montes, grupy trzech potężnych wulkanów położonych w regionie Tharsis. Jest również najczęściej spowity chmurami, szczególnie podczas marsjańskich poranków.
Te chmury tworzą się, gdy zimne powietrze unosi się po zboczach wulkanu, rozszerza się i ochładza. Zjawisko to nasila się w okresie aphelium — kiedy Mars znajduje się najdalej od Słońca. Wtedy przez równik planety rozciąga się szeroki pas chmur lodu wodnego, tzw. aphelion cloud belt, który jest wyraźnie widoczny na nowej panoramie.
Zdjęcie wykonane przez kamerę THEMIS — opracowaną i obsługiwaną przez zespół z Arizona State University — to nie tylko spektakularna ilustracja marsjańskiego krajobrazu, lecz także ważne narzędzie naukowe. THEMIS działa zarówno w zakresie światła widzialnego, jak i podczerwieni. Ta druga funkcja pozwala na lokalizowanie złóż lodu wodnego pod powierzchnią, co ma kluczowe znaczenie dla przyszłych misji załogowych. Kamera wykorzystywana jest również do obserwacji księżyców Marsa — Fobosa i Deimosa — dostarczając danych o ich składzie.
Choć głównym celem nowych zdjęć jest badanie atmosfery, zespół misji zadbał, by na panoramach znalazły się także charakterystyczne cechy geologiczne planety. Ujęcie Arsia Mons na tle rozległych chmur stanowi znakomite połączenie piękna marsjańskiego krajobrazu z wartością naukową — otwierając nowe możliwości w badaniu klimatu, atmosfery i geologii Marsa.
Żródło: NASA/JPL-Caltech/ASU
https://www.pulskosmosu.pl/2025/06/mars ... rsia-mons/