Wiadomości astronomiczne z internetu
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Webb bada strukturalne pochodzenie galaktyk dyskowych
2025-07-03.
Zespół astronomów odkrył, że galaktyki dyskowe najpierw tworzą gruby dysk gwiazdowy, a następnie – w zależności od masy galaktyki – wykształcają cieńszy dysk gwiazdowy nawet już 8 miliardów lat temu.
Współczesne galaktyki dyskowe często składają się z grubego, wypełnionego gwiazdami dysku zewnętrznego i cienkiego dysku gwiazd. Na przykład, gruby dysk naszej własnej Galaktyki Drogi Mlecznej ma około 3000 lat świetlnych wysokości, a jej cienki dysk ma około 1000 lat świetlnych.
Jak i dlaczego powstaje ta podwójna struktura dysku? Analizując dane z wielu programów obserwacyjnych prowadzonych przez Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, zespół astronomów jest coraz bliżej odpowiedzi na to pytanie, a także zrozumienia pochodzenia galaktyk dyskowych w ogóle.
Zespół starannie zidentyfikował, wizualnie zweryfikował i przeanalizował statystyczną próbkę 111 galaktyk dyskowych widocznych z krawędzi w różnych okresach — sięgających do 11 miliardów lat temu (lub około 2,8 miliarda lat po Wielkim Wybuchu). To pierwszy raz, kiedy naukowcy zbadali struktury grube i cienkie dysków rozciągających się na tak ogromne odległości, łącząc obserwatorów badających wczesny wszechświat z galaktycznymi archeologami, którzy starają się zrozumieć historię naszej własnej Galaktyki.
Ten unikalny pomiar grubości dysków przy dużym przesunięciu ku czerwieni lub w czasach wczesnego Wszechświata stanowi punkt odniesienia dla badań teoretycznych, które były możliwe tylko dzięki Webbowi – powiedział Takafumi Tsukui, główny autor artykułu i badacz z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego w Canberze. Zazwyczaj starsze, grube dyski gwiazdowe są słabe, a młode, cienkie dyski gwiazdowe przyćmiewają całą galaktykę. Ale dzięki rozdzielczości Webba i wyjątkowej zdolności do widzenia przez pył i podkreślania słabych starych gwiazd, możemy zidentyfikować strukturę dwóch dysków galaktyk i zmierzyć ich grubość osobno.
Analizując te 111 obiektów w czasie kosmologicznym, zespół był w stanie zbadać galaktyki z pojedynczym dyskiem i galaktyki z podwójnym dyskiem. Wyniki wskazują, że galaktyki najpierw tworzą gruby dysk, a następnie cienki dysk. Czas, w którym to następuje, zależy od masy galaktyki: galaktyki jednodyskowe o dużej masie przeszły do struktur dwudyskowych około 8 miliardów lat temu. Z kolei jednodyskowe galaktyki o niskiej masie utworzyły swoje cienkie dyski później, około 4 miliardy lat temu.
Po raz pierwszy udało się zarejestrować cienkie dyski gwiezdne przy wyższym przesunięciu ku czerwieni. Nowością jest odkrycie, kiedy cienkie dyski gwiazdowe zaczęły się pojawiać – powiedziała Emily Wisnioski, współautorka pracy z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego w Canberze. Dostrzeżenie cienkich dysków gwiazdowych już 8 miliardów lat temu, a nawet wcześniej, było zaskakujące.
Burzliwy czas dla galaktyk
Aby wyjaśnić tę przemianę z pojedynczego grubego dysku w dysk gruby i cienki, a także różnicę w czasie dla galaktyk o dużej i małej masie, zespół spojrzał poza początkową próbkę galaktyk widzianych bokiem i zbadał dane pokazujące gaz w ruchu z Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA) i naziemnych przeglądów.
Biorąc pod uwagę ruch gazowych dysków galaktyk, zespół stwierdził, że ich wyniki są zgodne ze scenariuszem turbulentnego dysku gazowego, jedną z trzech głównych hipotez, które zostały zaproponowane w celu wyjaśnienia procesu formowania się grubych i cienkich dysków. W tym scenariuszu turbulentny dysk gazowy we wczesnym Wszechświecie powoduje intensywne procesy gwiazdotwórcze, tworząc gruby dysk gwiazdowy. W miarę formowania się gwiazd, stabilizują one dysk gazowy, który staje się mniej turbulentny, a w rezultacie cieńszy.
Ponieważ masywne galaktyki mogą wydajniej przekształcać gaz w gwiazdy, regulują się szybciej niż ich odpowiedniki o małej masie, co skutkuje wcześniejszym formowaniem się cienkich dysków. Zespół zauważa, że formowanie się grubych i cienkich dysków nie jest zdarzeniami odizolowanymi: gruby dysk nadal rośnie w miarę rozwoju galaktyki, choć jest wolniejszy niż tempo wzrostu cienkiego dysku.
Jak to się ma do domu
Dzięki niezwykłej czułości Teleskopu Webba astronomowie mogą obserwować mniejsze i słabsze galaktyki, podobne do naszej, z niespotykaną dotąd szczegółowością, nawet we wczesnych etapach ich rozwoju. Badania wykazały, że moment przejścia od grubego dysku do struktury złożonej z grubego i cienkiego dysku pokrywa się z okresem formowania się cienkiego dysku Drogi Mlecznej, a dalsze obserwacje galaktycznych przodków podobnych do naszej Galaktyki mogą pomóc lepiej zrozumieć jej historię.
W przyszłości zespół zamierza włączyć inne punkty danych do swojej próbki galaktyk widzianych z boku.
Chociaż to badanie strukturalnie rozróżnia cienkie i grube dyski, wciąż jest wiele więcej, co chcielibyśmy zbadać – powiedział Tsukui. Chcemy dodać rodzaj informacji, które ludzie zazwyczaj uzyskują dla pobliskich galaktyk, takich jak ruch gwiazd, wiek i metaliczność. Dzięki temu możemy połączyć spostrzeżenia z galaktyk bliskich i dalekich oraz udoskonalić nasze zrozumienie formowania się dysków.
Opracowanie:
Agnieszka Nowak
Źródło:
• JWST
• Urania
Przykład dysków galaktycznych widzianych z boku.
Źródło: NASA, ESA, CSA, STScI, Takafumi Tsukui (ANU)
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com ... zenie.html
2025-07-03.
Zespół astronomów odkrył, że galaktyki dyskowe najpierw tworzą gruby dysk gwiazdowy, a następnie – w zależności od masy galaktyki – wykształcają cieńszy dysk gwiazdowy nawet już 8 miliardów lat temu.
Współczesne galaktyki dyskowe często składają się z grubego, wypełnionego gwiazdami dysku zewnętrznego i cienkiego dysku gwiazd. Na przykład, gruby dysk naszej własnej Galaktyki Drogi Mlecznej ma około 3000 lat świetlnych wysokości, a jej cienki dysk ma około 1000 lat świetlnych.
Jak i dlaczego powstaje ta podwójna struktura dysku? Analizując dane z wielu programów obserwacyjnych prowadzonych przez Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, zespół astronomów jest coraz bliżej odpowiedzi na to pytanie, a także zrozumienia pochodzenia galaktyk dyskowych w ogóle.
Zespół starannie zidentyfikował, wizualnie zweryfikował i przeanalizował statystyczną próbkę 111 galaktyk dyskowych widocznych z krawędzi w różnych okresach — sięgających do 11 miliardów lat temu (lub około 2,8 miliarda lat po Wielkim Wybuchu). To pierwszy raz, kiedy naukowcy zbadali struktury grube i cienkie dysków rozciągających się na tak ogromne odległości, łącząc obserwatorów badających wczesny wszechświat z galaktycznymi archeologami, którzy starają się zrozumieć historię naszej własnej Galaktyki.
Ten unikalny pomiar grubości dysków przy dużym przesunięciu ku czerwieni lub w czasach wczesnego Wszechświata stanowi punkt odniesienia dla badań teoretycznych, które były możliwe tylko dzięki Webbowi – powiedział Takafumi Tsukui, główny autor artykułu i badacz z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego w Canberze. Zazwyczaj starsze, grube dyski gwiazdowe są słabe, a młode, cienkie dyski gwiazdowe przyćmiewają całą galaktykę. Ale dzięki rozdzielczości Webba i wyjątkowej zdolności do widzenia przez pył i podkreślania słabych starych gwiazd, możemy zidentyfikować strukturę dwóch dysków galaktyk i zmierzyć ich grubość osobno.
Analizując te 111 obiektów w czasie kosmologicznym, zespół był w stanie zbadać galaktyki z pojedynczym dyskiem i galaktyki z podwójnym dyskiem. Wyniki wskazują, że galaktyki najpierw tworzą gruby dysk, a następnie cienki dysk. Czas, w którym to następuje, zależy od masy galaktyki: galaktyki jednodyskowe o dużej masie przeszły do struktur dwudyskowych około 8 miliardów lat temu. Z kolei jednodyskowe galaktyki o niskiej masie utworzyły swoje cienkie dyski później, około 4 miliardy lat temu.
Po raz pierwszy udało się zarejestrować cienkie dyski gwiezdne przy wyższym przesunięciu ku czerwieni. Nowością jest odkrycie, kiedy cienkie dyski gwiazdowe zaczęły się pojawiać – powiedziała Emily Wisnioski, współautorka pracy z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego w Canberze. Dostrzeżenie cienkich dysków gwiazdowych już 8 miliardów lat temu, a nawet wcześniej, było zaskakujące.
Burzliwy czas dla galaktyk
Aby wyjaśnić tę przemianę z pojedynczego grubego dysku w dysk gruby i cienki, a także różnicę w czasie dla galaktyk o dużej i małej masie, zespół spojrzał poza początkową próbkę galaktyk widzianych bokiem i zbadał dane pokazujące gaz w ruchu z Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA) i naziemnych przeglądów.
Biorąc pod uwagę ruch gazowych dysków galaktyk, zespół stwierdził, że ich wyniki są zgodne ze scenariuszem turbulentnego dysku gazowego, jedną z trzech głównych hipotez, które zostały zaproponowane w celu wyjaśnienia procesu formowania się grubych i cienkich dysków. W tym scenariuszu turbulentny dysk gazowy we wczesnym Wszechświecie powoduje intensywne procesy gwiazdotwórcze, tworząc gruby dysk gwiazdowy. W miarę formowania się gwiazd, stabilizują one dysk gazowy, który staje się mniej turbulentny, a w rezultacie cieńszy.
Ponieważ masywne galaktyki mogą wydajniej przekształcać gaz w gwiazdy, regulują się szybciej niż ich odpowiedniki o małej masie, co skutkuje wcześniejszym formowaniem się cienkich dysków. Zespół zauważa, że formowanie się grubych i cienkich dysków nie jest zdarzeniami odizolowanymi: gruby dysk nadal rośnie w miarę rozwoju galaktyki, choć jest wolniejszy niż tempo wzrostu cienkiego dysku.
Jak to się ma do domu
Dzięki niezwykłej czułości Teleskopu Webba astronomowie mogą obserwować mniejsze i słabsze galaktyki, podobne do naszej, z niespotykaną dotąd szczegółowością, nawet we wczesnych etapach ich rozwoju. Badania wykazały, że moment przejścia od grubego dysku do struktury złożonej z grubego i cienkiego dysku pokrywa się z okresem formowania się cienkiego dysku Drogi Mlecznej, a dalsze obserwacje galaktycznych przodków podobnych do naszej Galaktyki mogą pomóc lepiej zrozumieć jej historię.
W przyszłości zespół zamierza włączyć inne punkty danych do swojej próbki galaktyk widzianych z boku.
Chociaż to badanie strukturalnie rozróżnia cienkie i grube dyski, wciąż jest wiele więcej, co chcielibyśmy zbadać – powiedział Tsukui. Chcemy dodać rodzaj informacji, które ludzie zazwyczaj uzyskują dla pobliskich galaktyk, takich jak ruch gwiazd, wiek i metaliczność. Dzięki temu możemy połączyć spostrzeżenia z galaktyk bliskich i dalekich oraz udoskonalić nasze zrozumienie formowania się dysków.
Opracowanie:
Agnieszka Nowak
Źródło:
• JWST
• Urania
Przykład dysków galaktycznych widzianych z boku.
Źródło: NASA, ESA, CSA, STScI, Takafumi Tsukui (ANU)
https://agnieszkaveganowak.blogspot.com ... zenie.html
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Nowy teleskop ujawnił nigdy przedtem niewidziane zjawiska na Słońcu
2025-07-03. Aleksander Kowal
Wykorzystując CODEX przedstawiciele NASA dostrzegli wyjątkową aktywność zachodzącą w zewnętrznych warstwach atmosfery naszej gwiazdy. Przeprowadzone badania będą kluczem do zrozumienia jej wpływu chociażby na to, co dzieje się na Ziemi.
O istotnych powiązaniach między Słońcem a krążącymi wokół niego planetami nie trzeba nikogo przekonywać. Bez naszej gwiazdy ludzkość byłaby skazana na wyginięcie, a nawet gdyby jakimś cudem przetrwała, to taka egzystencja wyglądałaby niczym w horrorze. Na szczęście realizacja tego scenariusza jest obecnie wyjątkowo nierealna.
Znacznie bardziej prawdopodobne są natomiast awarie wywołane burzami słonecznymi. Takowe mają miejsce na skutek interakcji cząstek emitowanych przez Słońce i wchodzących w kontakt z ziemską atmosferą. Chcąc jak najskuteczniej przewidywać tego typu wydarzenia, astronomowie prowadzą obserwacje. Niedawno zyskali możliwość wykorzystywania teleskopu CODEX w tym celu.
Instrument ten jest dość osobliwy, ponieważ znajduje się na boku Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Niedawno użyto go na potrzeby obrazowania aktywności Słońca, co przyniosło błyskawiczne efekty. Badacze naszej gwiazdy dostrzegli niespodziewane zmiany w zewnętrznej atmosferze Słońca. Nigdy wcześniej nie mieli z nimi do czynienia, dlatego nowe ustalenia doprowadziły do postawienia szeregu pytań.
Teleskop CODEX to instrument zamontowany na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Niedawno posłużył on do zobrazowania zewnętrznej warstwy atmosfery Słońca
CODEX jest koronografem, dlatego może wywołać coś w rodzaju sztucznego zaćmienia Słońca. Blokując tarczę słoneczną, jest w stanie skupić się na samej atmosferze, obrazując ją z niedostępnymi wcześniej szczegółami. Teleskop ten trafił na Międzynarodową Stację Kosmiczną 5 listopada ubiegłego roku, a cztery dni później został przymocowany do robotycznego ramienia Canadarm2.
Niedawno astronomowie mający dostęp do zbieranych danych zaprezentowali światu powstałe nagrania. Widać na nich, jak zmienne są temperatury panujące w zewnętrznej koronie. Uwiecznili także wyrzut strumieni koronalnych. Jako całość, pomiary te zapewniają świeży wgląd w mechanizmy wpływające na zachowanie naszej gwiazdy. To bardzo cenny wkład, który powinien się przełożyć na zdolność do przewidywania groźnych skoków aktywności Słońca.
Za najważniejszy cel misji realizowanej przez CODEX można uznać poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego wyjątkowo gorące cząstki – nazywane wiatrem słonecznym – oddziałują z zewnętrzną atmosferą słońca. O ile wcześniejsze eksperymenty skupiały się na gęstości materii występującej w koronie, tak tutaj celem jest temperatura i prędkość wiatru słonecznego. Być może przy okazji uda się wyjaśnić, dlaczego ten wiatr jest zdecydowanie gorętszy od powierzchni naszej gwiazdy.
https://www.chip.pl/2025/07/indie-bron- ... tyczny-k-5
2025-07-03. Aleksander Kowal
Wykorzystując CODEX przedstawiciele NASA dostrzegli wyjątkową aktywność zachodzącą w zewnętrznych warstwach atmosfery naszej gwiazdy. Przeprowadzone badania będą kluczem do zrozumienia jej wpływu chociażby na to, co dzieje się na Ziemi.
O istotnych powiązaniach między Słońcem a krążącymi wokół niego planetami nie trzeba nikogo przekonywać. Bez naszej gwiazdy ludzkość byłaby skazana na wyginięcie, a nawet gdyby jakimś cudem przetrwała, to taka egzystencja wyglądałaby niczym w horrorze. Na szczęście realizacja tego scenariusza jest obecnie wyjątkowo nierealna.
Znacznie bardziej prawdopodobne są natomiast awarie wywołane burzami słonecznymi. Takowe mają miejsce na skutek interakcji cząstek emitowanych przez Słońce i wchodzących w kontakt z ziemską atmosferą. Chcąc jak najskuteczniej przewidywać tego typu wydarzenia, astronomowie prowadzą obserwacje. Niedawno zyskali możliwość wykorzystywania teleskopu CODEX w tym celu.
Instrument ten jest dość osobliwy, ponieważ znajduje się na boku Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Niedawno użyto go na potrzeby obrazowania aktywności Słońca, co przyniosło błyskawiczne efekty. Badacze naszej gwiazdy dostrzegli niespodziewane zmiany w zewnętrznej atmosferze Słońca. Nigdy wcześniej nie mieli z nimi do czynienia, dlatego nowe ustalenia doprowadziły do postawienia szeregu pytań.
Teleskop CODEX to instrument zamontowany na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Niedawno posłużył on do zobrazowania zewnętrznej warstwy atmosfery Słońca
CODEX jest koronografem, dlatego może wywołać coś w rodzaju sztucznego zaćmienia Słońca. Blokując tarczę słoneczną, jest w stanie skupić się na samej atmosferze, obrazując ją z niedostępnymi wcześniej szczegółami. Teleskop ten trafił na Międzynarodową Stację Kosmiczną 5 listopada ubiegłego roku, a cztery dni później został przymocowany do robotycznego ramienia Canadarm2.
Niedawno astronomowie mający dostęp do zbieranych danych zaprezentowali światu powstałe nagrania. Widać na nich, jak zmienne są temperatury panujące w zewnętrznej koronie. Uwiecznili także wyrzut strumieni koronalnych. Jako całość, pomiary te zapewniają świeży wgląd w mechanizmy wpływające na zachowanie naszej gwiazdy. To bardzo cenny wkład, który powinien się przełożyć na zdolność do przewidywania groźnych skoków aktywności Słońca.
Za najważniejszy cel misji realizowanej przez CODEX można uznać poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego wyjątkowo gorące cząstki – nazywane wiatrem słonecznym – oddziałują z zewnętrzną atmosferą słońca. O ile wcześniejsze eksperymenty skupiały się na gęstości materii występującej w koronie, tak tutaj celem jest temperatura i prędkość wiatru słonecznego. Być może przy okazji uda się wyjaśnić, dlaczego ten wiatr jest zdecydowanie gorętszy od powierzchni naszej gwiazdy.
https://www.chip.pl/2025/07/indie-bron- ... tyczny-k-5
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Szósty dzień misji polskiego astronauty na ISS
2025-07-03.
Podczas szóstego dnia misji Ax-4 ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim na Międzynarodowej Stracji Kosmicznej, polski astronauta dwukrotnie łączył się z Polską - z widzami w Łodzi oraz z premierem Donaldem Tuskiem. Jak podała Polska Agencja Kosmiczna, załoga kontynuowała prace nad trzema polskimi eksperymentami.
Jak zaznaczyła w komunikacie podsumowującym szósty dzień polskiej misji IGNIS na ISS, Uznański-Wiśniewski połączył się na żywo po raz pierwszy w historii, rozmawiając z widzami zgromadzonymi w Centrum Nauki i Techniki EC-1 w jego rodzimej Łodzi. Podczas łączenia polski astronauta zrealizował 3 eksperymenty zgłoszone przez młodzież w ramach jednego z konkursów POLSA jesienią 2024 r.
Ponadto na ISS załoga misji Axiom 4 wykonywała kolejne sesje eksperymentów badających zdrowie psychiczne astronautów (AstroMentalHealth), sprawdzających działanie urządzenia pozwalającego na sterowanie komputerem za pomocą mózgu (Photongrav) oraz urządzenia monitorującego poziom hałasu i akustykę ISS. POLSA podała, że po sześciu dniach w kosmosie misja IGNIS została wykonana w 48,6%.
Jak podała firma Axiom Space, astronauci należący do misji wykonywali też szereg innych eksperymentów, m.in. badających wpływ przebywania w kosmosie na zdrowie kości, sprawdzających jak w warunki w kosmosie znoszą niesporczaki, czy analizujących utratę mięśni wśród astronautów.
Czwartek, siódmy dzień na ISS, będzie dniem odpoczynku i regeneracji dla astronautów.
Dr Sławosz Uznański-Wiśniewski na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej z jednym z polskich eksperymentów produkcji KP Labs.
Autor. KP Labs on X
SPACE24
https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/st ... uty-na-iss
2025-07-03.
Podczas szóstego dnia misji Ax-4 ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim na Międzynarodowej Stracji Kosmicznej, polski astronauta dwukrotnie łączył się z Polską - z widzami w Łodzi oraz z premierem Donaldem Tuskiem. Jak podała Polska Agencja Kosmiczna, załoga kontynuowała prace nad trzema polskimi eksperymentami.
Jak zaznaczyła w komunikacie podsumowującym szósty dzień polskiej misji IGNIS na ISS, Uznański-Wiśniewski połączył się na żywo po raz pierwszy w historii, rozmawiając z widzami zgromadzonymi w Centrum Nauki i Techniki EC-1 w jego rodzimej Łodzi. Podczas łączenia polski astronauta zrealizował 3 eksperymenty zgłoszone przez młodzież w ramach jednego z konkursów POLSA jesienią 2024 r.
Ponadto na ISS załoga misji Axiom 4 wykonywała kolejne sesje eksperymentów badających zdrowie psychiczne astronautów (AstroMentalHealth), sprawdzających działanie urządzenia pozwalającego na sterowanie komputerem za pomocą mózgu (Photongrav) oraz urządzenia monitorującego poziom hałasu i akustykę ISS. POLSA podała, że po sześciu dniach w kosmosie misja IGNIS została wykonana w 48,6%.
Jak podała firma Axiom Space, astronauci należący do misji wykonywali też szereg innych eksperymentów, m.in. badających wpływ przebywania w kosmosie na zdrowie kości, sprawdzających jak w warunki w kosmosie znoszą niesporczaki, czy analizujących utratę mięśni wśród astronautów.
Czwartek, siódmy dzień na ISS, będzie dniem odpoczynku i regeneracji dla astronautów.
Dr Sławosz Uznański-Wiśniewski na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej z jednym z polskich eksperymentów produkcji KP Labs.
Autor. KP Labs on X
SPACE24
https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/st ... uty-na-iss
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Misja polskiego astronauty wykonana w ponad 50%
2025-07-04.
Polski astronauta Sławosz Uznański-Wiśniewski przekroczył półmetek realizacji misji - poinformowała w czwartek Polska Agencja Kosmiczna (POLSA). Załoga spędziła na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) już tydzień.
Jak zaznaczyła POLSA, wskaźnik realizacji misji polskiego astronauty wynosi 52,9%. „Do końca dnia, od zadokowania 26 czerwca, astronauci wykonają około 113 okrążeń wokół Ziemi, pokonując dystans ponad 4,6 mln km. To prawie 12 razy więcej niż odległość między Ziemią a Księżycem” - czytamy w komunikacie wykonawcy misji przedsiębiorstwa Axiom.
W czwartek astronauci mieli dzień wolny, by naładować baterie i skontaktować się ze swoimi bliskimi na Ziemi - poinformował Axiom.
POLSA zapowiedziała, że w piątek (4 lipca br.) miłośników krótkofalarstwa „czeka nie lada gratka”. „O godz. 09:00 CEST rusza transmisja połączenia w ramach programu ARISS na linii Wrocław (a konkretnie Uniwersytet Wrocławski) - Międzynarodowa Stacja Kosmiczna.
Część główna spotkania, czyli połączenie na żywo za pomocą telemostu ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim (SQ7AS) ma nastąpić o godz. 10:41 naszego czasu (CEST), a całe wydarzenie wraz towarzyszącymi im aktywnościami (łącznie ok. 3 godzin) – będzie transmitowane na kanale YouTube: https://www.youtube.com/live/FATPwoNf\_zg” - czytamy w komunikacie Polskiej Agencji Kosmicznej.
Na piątek zaplanowano czwartą sesję zbierania danych na temat dobrostanu astronautów, wykonywanej przez nich pracy oraz interakcji ze środowiskiem na ISS w ramach eksperymentu AstroMentalHealth. Będą też kontynuowane prace nad badaniem Mxene in LEO, podczas którego sprawdzane jest działanie pulsometrów z czujnikami z nanomateriałów.
Przedsiębiorstwo Axiom zaznaczyło, że w ciągu siedmiu dni załga wniosła znaczący wkład w badania naukowe. Polski astronauta testuje system mierzenia hałasu na ISS w ramach eksperymentu Wireless Acoustics. Technologia ta może poprawić zdrowie astronautów i pomóc w projektowaniu przyszłych statków kosmicznych - zaznaczył wykonawca misji.
Axiom zwrócił uwagę na historyczny charakter obecnej misji: po raz pierwszy astronauci z Indii, Polski i Węgier prowadzą pracują na pokładzie stacji kosmicznej. Misja symbolizuje powrót tych krajów do załogowych lotów kosmicznych po ponad czterdziestu latach. Załoga AX-4 w ciągu dwóch tygodni przeprowadza ponad 60 eksperymentów, co świadczy o rosnącej roli współpracy komercyjnej i międzynarodowej w badaniu kosmosu - czytamy w komunikacie.
Źródło: Polska Agencja Kosmiczna/PAP
Autor. Space24.pl
SPACE24
https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/st ... w-ponad-50
2025-07-04.
Polski astronauta Sławosz Uznański-Wiśniewski przekroczył półmetek realizacji misji - poinformowała w czwartek Polska Agencja Kosmiczna (POLSA). Załoga spędziła na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) już tydzień.
Jak zaznaczyła POLSA, wskaźnik realizacji misji polskiego astronauty wynosi 52,9%. „Do końca dnia, od zadokowania 26 czerwca, astronauci wykonają około 113 okrążeń wokół Ziemi, pokonując dystans ponad 4,6 mln km. To prawie 12 razy więcej niż odległość między Ziemią a Księżycem” - czytamy w komunikacie wykonawcy misji przedsiębiorstwa Axiom.
W czwartek astronauci mieli dzień wolny, by naładować baterie i skontaktować się ze swoimi bliskimi na Ziemi - poinformował Axiom.
POLSA zapowiedziała, że w piątek (4 lipca br.) miłośników krótkofalarstwa „czeka nie lada gratka”. „O godz. 09:00 CEST rusza transmisja połączenia w ramach programu ARISS na linii Wrocław (a konkretnie Uniwersytet Wrocławski) - Międzynarodowa Stacja Kosmiczna.
Część główna spotkania, czyli połączenie na żywo za pomocą telemostu ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim (SQ7AS) ma nastąpić o godz. 10:41 naszego czasu (CEST), a całe wydarzenie wraz towarzyszącymi im aktywnościami (łącznie ok. 3 godzin) – będzie transmitowane na kanale YouTube: https://www.youtube.com/live/FATPwoNf\_zg” - czytamy w komunikacie Polskiej Agencji Kosmicznej.
Na piątek zaplanowano czwartą sesję zbierania danych na temat dobrostanu astronautów, wykonywanej przez nich pracy oraz interakcji ze środowiskiem na ISS w ramach eksperymentu AstroMentalHealth. Będą też kontynuowane prace nad badaniem Mxene in LEO, podczas którego sprawdzane jest działanie pulsometrów z czujnikami z nanomateriałów.
Przedsiębiorstwo Axiom zaznaczyło, że w ciągu siedmiu dni załga wniosła znaczący wkład w badania naukowe. Polski astronauta testuje system mierzenia hałasu na ISS w ramach eksperymentu Wireless Acoustics. Technologia ta może poprawić zdrowie astronautów i pomóc w projektowaniu przyszłych statków kosmicznych - zaznaczył wykonawca misji.
Axiom zwrócił uwagę na historyczny charakter obecnej misji: po raz pierwszy astronauci z Indii, Polski i Węgier prowadzą pracują na pokładzie stacji kosmicznej. Misja symbolizuje powrót tych krajów do załogowych lotów kosmicznych po ponad czterdziestu latach. Załoga AX-4 w ciągu dwóch tygodni przeprowadza ponad 60 eksperymentów, co świadczy o rosnącej roli współpracy komercyjnej i międzynarodowej w badaniu kosmosu - czytamy w komunikacie.
Źródło: Polska Agencja Kosmiczna/PAP
Autor. Space24.pl
SPACE24
https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/st ... w-ponad-50
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Cupola. Okno na Ziemię z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS
2025-07-04. Dawid Długosz
Cupola to specjalny moduł Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, który nazywany jest oknem na świat z pokładu ISS. Nie bez powodu, bo ten element w kształcie kopuły ma aż siedem okien, które zapewniają najlepsze widoki na Ziemię. Cupola pozwala nie tylko podziwiać naszą planetę z kosmosu. Pełni także inne funkcje.
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to najdroższy projekt w historii ludzkości, który pochłonął wiele miliardów dolarów. ISS jest placówką, gdzie astronauci przebywają na orbicie okołoziemskiej i prowadzą różne badania oraz eksperymenty. Obecnie znajduje się tam nasz rodak Sławosz Uznański-Wiśniewski, który odbywa polską misję Ignis. Jednym z najciekawszych miejsc stacji jest moduł o nazwie Cupola. Czym jest, kto go zbudował, do czego służy i jak się tam znalazł?
Cupola to "okno na Ziemię" z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to dosyć hermetyczne miejsce, gdzie nie ma licznych okien umożliwiających astronautom podziwianie widoków z kosmosu. Pod tym względem Cupola z pewnością się wyróżnia. Ten element stacji ma aż siedem okien, które gwarantują dostęp do niesamowitych widoków.
Cupola znajduje się po amerykańskiej części Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Moduł ma kształt kopuły i zdecydowano się na takie rozwiązanie nie bez przyczyny. Element stacji daje panoramiczny wgląd na zewnątrz placówki podczas misji i różnych czynności, które odbywają się poza pokładem ISS.
Moduł ma 2,95 metra średnicy i jest wysoki na 1,5 metra. Jego masa całkowita to 1880 kg. Po bokach elementu znajduje się sześć trapezoidalnych okien. Natomiast u góry jest okrągły element o średnicy 80 centymetrów. Wszystkie zostały wykonane ze szkła pancernego. Ponadto każde ma dedykowane "okiennice", które można zamknąć i w ten sposób ochronić konstrukcję przed uszkodzeniami, które mogłyby na przykład spowodować mikrometeory czy kosmiczne śmieci.
Cupola to miejsce na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, które jest prawdziwym "oknem na świat" i to dosłownie. Moduł zapewnia najlepsze widoki na naszą planetę z orbity okołoziemskiej i każdy, kto tam był, zapewnia, iż jest to niesamowite przeżycie. Jest to nie tylko punkt obserwacyjny Ziemi, bo stąd załoga podziwia także inne ciała niebieskie.
Niesamowite widoki z okien Cupoli to nie wszystko, bo w rzeczywistości ten element Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zaprojektowano w innych celach.
Ostatnio Ziemię z Cupoli oglądał polski astronauta Sławosz Uznański-Wiśniewski.
Moduł z ISS pozwala na sterowanie pracą ramieniem Canadarm2
Cupola daje panoramiczny wgląd na zewnątrz stacji i moduł zaprojektowano w taki sposób, aby dało się zamontować w nim jedno z dwóch identycznych stanowisk roboczych RWS (ang. Robotic Work Station). Mowa o sterowaniu automatycznym ramieniem Canadarm2, który został dostarczony blisko dekadę wcześniej przed "kopułą".
Canadarm2 to kosmiczny dźwig, który po całkowitym rozłożeniu ma długość 17,6 metra i jest w stanie przenosić ładunki ważące ponad 100 ton. Element zaprojektowano też do asystencji podczas dokowania wahadłowców kosmicznych, z których NASA zrezygnowała przed laty. Początkowo oba RWS znajdowały się w module Destiny, który jest podstawowym laboratorium dla amerykańskich projektów badawczych.
Cupola pozwala więc astronautom na sterowanie manipulatorem, ale daje też podgląd w trakcie spacerów kosmicznych, które odbywa załoga Międzynarodowej Stacji Kosmicznej czy umożliwia ocenę stanu urządzeń zewnętrznych zamontowanych do ISS.
Moduł został zbudowany na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej
Cupola to europejski "wynalazek". Został on zaprojektowany i zbudowany przez firmę Alenia Spazio (obecnie Thales Alenia Space) na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej. Włoski podmiot był głównym wykonawcą, który koordynował pracę sześciu innych. Były to:
• APCO ze Szwajcarii
• • CASA z Hiszpanii
• • EADS z Niemiec
• • SAAB Ericsson oraz Lindholmen Development ze Szwecji
• Verhaert z Belgii
Kopuła" pozwala na jednoczesne przebywanie dwóch astronautów. Dostęp do modułu odbywa się poprzez węzeł Node-3, który również jest włoskiej produkcji.
Cupola trafiła na ISS wahadłowcem NASA Endeavour
Cupola to moduł, który znajduje się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej od kilkunastu lat. Element wyniesiono w kosmos wahadłowcem NASA Endeavour i odbyło się to w ramach misji STS-130, która rozpoczęła się startem 8 lutego 2010 r. z centrum lotów kosmicznych znajdującym się na przylądku Canaveral w stanie Floryda.
Prom kosmiczny Endeavour z ładunkiem przyłączył się do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej 10 lutego tego samego roku. Pięć dni później rozpoczęto proces montażu Cupoli, ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. Ramię SSRMS chwyciło moduł, ale nie udało się go odłączyć, co było wynikiem usterki jednego z czterech bolców mocujących. Na szczęście po pewnych próbach problemy udało się rozwiązać i odłączono konstrukcję od zewnętrznego węzła Tranquility.
Później Copula została przyłączona do węzła dolnego. Dwa dni później (17 lutego 2010 r.) odbył się spacer kosmiczny EVA-3. W jego trakcie astronauci Bob Behnken oraz Nicholas Patrick (przebywający na ISS w ramach 22. Ekspedycji) zdjęli osłony okien oraz izolacje, które umieszczono ze względu na start w kosmos.
Po zdjęciu osłon i śrub astronauci wewnątrz Cupoli testowali okiennice, otwierając je po kolei. Pierwsze zostało otwarte duże okrągłe okno zwrócone w stronę Ziemi. Po obejrzeniu Ziemi przez największe okno w kosmosie przez kilka minut, zamknięto okiennicę, a wszystkie pozostałe okiennice otwarto na krótki okres, aby sprawdzić, czy działają. Później wszystkie okna otwarto jednocześnie, zapewniając pełny panoramiczny widok Ziemi
elacjonowała w 2010 r. Europejska Agencja Kosmiczna.
W ten sposób element został oddany do użytku i służy załogom przebywającym na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do dziś. "Największe okno na Ziemię" działa od ponad 15 lat i w tym czasie niesamowite widoki planety mogło z niego podziwiać wielu astronautów.
Cupola. Okno na Ziemię z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS. Agenzia Spaziale Italiana materiały prasowe
Astronautka NASA Karen Nyberg w module Cupola na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.NASA materiały prasowe
Cupola to niewielki moduł ISS. Jednocześnie mieści się tam maksymalnie dwóch astronautów.NASAmateriały prasowe
Kanadyjskie ramię Canadarm2. NASA materiały prasowe
Start misji STS-130. Wahadłowiec NASA Endeavour dostarczył na ISS moduł Cupola Sandra Joseph / Kevin O'Connell materiały prasowe
https://geekweek.interia.pl/nauka/news- ... d,22162111
2025-07-04. Dawid Długosz
Cupola to specjalny moduł Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, który nazywany jest oknem na świat z pokładu ISS. Nie bez powodu, bo ten element w kształcie kopuły ma aż siedem okien, które zapewniają najlepsze widoki na Ziemię. Cupola pozwala nie tylko podziwiać naszą planetę z kosmosu. Pełni także inne funkcje.
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to najdroższy projekt w historii ludzkości, który pochłonął wiele miliardów dolarów. ISS jest placówką, gdzie astronauci przebywają na orbicie okołoziemskiej i prowadzą różne badania oraz eksperymenty. Obecnie znajduje się tam nasz rodak Sławosz Uznański-Wiśniewski, który odbywa polską misję Ignis. Jednym z najciekawszych miejsc stacji jest moduł o nazwie Cupola. Czym jest, kto go zbudował, do czego służy i jak się tam znalazł?
Cupola to "okno na Ziemię" z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna to dosyć hermetyczne miejsce, gdzie nie ma licznych okien umożliwiających astronautom podziwianie widoków z kosmosu. Pod tym względem Cupola z pewnością się wyróżnia. Ten element stacji ma aż siedem okien, które gwarantują dostęp do niesamowitych widoków.
Cupola znajduje się po amerykańskiej części Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Moduł ma kształt kopuły i zdecydowano się na takie rozwiązanie nie bez przyczyny. Element stacji daje panoramiczny wgląd na zewnątrz placówki podczas misji i różnych czynności, które odbywają się poza pokładem ISS.
Moduł ma 2,95 metra średnicy i jest wysoki na 1,5 metra. Jego masa całkowita to 1880 kg. Po bokach elementu znajduje się sześć trapezoidalnych okien. Natomiast u góry jest okrągły element o średnicy 80 centymetrów. Wszystkie zostały wykonane ze szkła pancernego. Ponadto każde ma dedykowane "okiennice", które można zamknąć i w ten sposób ochronić konstrukcję przed uszkodzeniami, które mogłyby na przykład spowodować mikrometeory czy kosmiczne śmieci.
Cupola to miejsce na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, które jest prawdziwym "oknem na świat" i to dosłownie. Moduł zapewnia najlepsze widoki na naszą planetę z orbity okołoziemskiej i każdy, kto tam był, zapewnia, iż jest to niesamowite przeżycie. Jest to nie tylko punkt obserwacyjny Ziemi, bo stąd załoga podziwia także inne ciała niebieskie.
Niesamowite widoki z okien Cupoli to nie wszystko, bo w rzeczywistości ten element Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zaprojektowano w innych celach.
Ostatnio Ziemię z Cupoli oglądał polski astronauta Sławosz Uznański-Wiśniewski.
Moduł z ISS pozwala na sterowanie pracą ramieniem Canadarm2
Cupola daje panoramiczny wgląd na zewnątrz stacji i moduł zaprojektowano w taki sposób, aby dało się zamontować w nim jedno z dwóch identycznych stanowisk roboczych RWS (ang. Robotic Work Station). Mowa o sterowaniu automatycznym ramieniem Canadarm2, który został dostarczony blisko dekadę wcześniej przed "kopułą".
Canadarm2 to kosmiczny dźwig, który po całkowitym rozłożeniu ma długość 17,6 metra i jest w stanie przenosić ładunki ważące ponad 100 ton. Element zaprojektowano też do asystencji podczas dokowania wahadłowców kosmicznych, z których NASA zrezygnowała przed laty. Początkowo oba RWS znajdowały się w module Destiny, który jest podstawowym laboratorium dla amerykańskich projektów badawczych.
Cupola pozwala więc astronautom na sterowanie manipulatorem, ale daje też podgląd w trakcie spacerów kosmicznych, które odbywa załoga Międzynarodowej Stacji Kosmicznej czy umożliwia ocenę stanu urządzeń zewnętrznych zamontowanych do ISS.
Moduł został zbudowany na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej
Cupola to europejski "wynalazek". Został on zaprojektowany i zbudowany przez firmę Alenia Spazio (obecnie Thales Alenia Space) na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej. Włoski podmiot był głównym wykonawcą, który koordynował pracę sześciu innych. Były to:
• APCO ze Szwajcarii
• • CASA z Hiszpanii
• • EADS z Niemiec
• • SAAB Ericsson oraz Lindholmen Development ze Szwecji
• Verhaert z Belgii
Kopuła" pozwala na jednoczesne przebywanie dwóch astronautów. Dostęp do modułu odbywa się poprzez węzeł Node-3, który również jest włoskiej produkcji.
Cupola trafiła na ISS wahadłowcem NASA Endeavour
Cupola to moduł, który znajduje się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej od kilkunastu lat. Element wyniesiono w kosmos wahadłowcem NASA Endeavour i odbyło się to w ramach misji STS-130, która rozpoczęła się startem 8 lutego 2010 r. z centrum lotów kosmicznych znajdującym się na przylądku Canaveral w stanie Floryda.
Prom kosmiczny Endeavour z ładunkiem przyłączył się do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej 10 lutego tego samego roku. Pięć dni później rozpoczęto proces montażu Cupoli, ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. Ramię SSRMS chwyciło moduł, ale nie udało się go odłączyć, co było wynikiem usterki jednego z czterech bolców mocujących. Na szczęście po pewnych próbach problemy udało się rozwiązać i odłączono konstrukcję od zewnętrznego węzła Tranquility.
Później Copula została przyłączona do węzła dolnego. Dwa dni później (17 lutego 2010 r.) odbył się spacer kosmiczny EVA-3. W jego trakcie astronauci Bob Behnken oraz Nicholas Patrick (przebywający na ISS w ramach 22. Ekspedycji) zdjęli osłony okien oraz izolacje, które umieszczono ze względu na start w kosmos.
Po zdjęciu osłon i śrub astronauci wewnątrz Cupoli testowali okiennice, otwierając je po kolei. Pierwsze zostało otwarte duże okrągłe okno zwrócone w stronę Ziemi. Po obejrzeniu Ziemi przez największe okno w kosmosie przez kilka minut, zamknięto okiennicę, a wszystkie pozostałe okiennice otwarto na krótki okres, aby sprawdzić, czy działają. Później wszystkie okna otwarto jednocześnie, zapewniając pełny panoramiczny widok Ziemi
elacjonowała w 2010 r. Europejska Agencja Kosmiczna.
W ten sposób element został oddany do użytku i służy załogom przebywającym na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do dziś. "Największe okno na Ziemię" działa od ponad 15 lat i w tym czasie niesamowite widoki planety mogło z niego podziwiać wielu astronautów.
Cupola. Okno na Ziemię z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS. Agenzia Spaziale Italiana materiały prasowe
Astronautka NASA Karen Nyberg w module Cupola na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.NASA materiały prasowe
Cupola to niewielki moduł ISS. Jednocześnie mieści się tam maksymalnie dwóch astronautów.NASAmateriały prasowe
Kanadyjskie ramię Canadarm2. NASA materiały prasowe
Start misji STS-130. Wahadłowiec NASA Endeavour dostarczył na ISS moduł Cupola Sandra Joseph / Kevin O'Connell materiały prasowe
https://geekweek.interia.pl/nauka/news- ... d,22162111
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Ważny komunikat ESA. Chodzi o logo kosmicznej agencji
2025-07-04.
To nieprawda, że Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) nie zezwala na wykorzystywanie swoich emblematów misji. Emblematy misji oraz logo agencji są chronione jako własność intelektualna, a ich użycie podlega określonym warunkom - przekazała ESA w oświadczeniu.
ESA wydała oświadczenie, przypominając doniesienia medialne z ostatnich dni, w których sugerowano, że agencja nie zezwala na wykorzystywanie swoich emblematów misji.
Chcielibyśmy wyjaśnić, że jest to nieprawda - podkreślono w komunikacie. Emblematy misji ESA oraz logo ESA są chronione jako własność intelektualna, a ich użycie podlega określonym warunkom - wyjaśniono.
Z informacji ESA wynika, że dopuszcza ona m.in. edukacyjne i informacyjne wykorzystanie emblematów misji. Emblematy mogą być używane bez uprzedniego uzyskania wyraźnej zgody w celach niekomercyjnych, edukacyjnych i informacyjnych, pod warunkiem spełnienia określonych wymagań. Warunki te zostały opisane w regulaminie korzystania z materiałów ESA - poinformowała agencja.
Czy trzeba mieć zgodę ESA na wykorzystanie logotypów?
Z kolei w razie niekomercyjnego wykorzystania logo ESA wymagane jest uprzednie uzyskanie zgody - poprzez przesłanie specjalnego formularza.
Podmioty chcące wykorzystać logo ESA i emblematy misji w sposób komercyjny muszą uzyskać licencję. O pozwolenie można się ubiegać, wypełniając formularz online, w którym opisano obowiązujące warunki licencyjne.
"ESA dokłada starań, aby umożliwić społeczeństwu zaangażowanie w nasze misje i dzielenie się emocjami związanymi z eksploracją kosmosu. Zachęcamy do odpowiedzialnego i zgodnego z zasadami korzystania z naszych emblematów misji i logo w ramach obowiązującego systemu licencji" - napisano w oświadczeniu.
PAP
Kiedy można wykorzystać logo ESA? Adam Burakowski East News
https://geekweek.interia.pl/kosmos/news ... d,22162119
2025-07-04.
To nieprawda, że Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) nie zezwala na wykorzystywanie swoich emblematów misji. Emblematy misji oraz logo agencji są chronione jako własność intelektualna, a ich użycie podlega określonym warunkom - przekazała ESA w oświadczeniu.
ESA wydała oświadczenie, przypominając doniesienia medialne z ostatnich dni, w których sugerowano, że agencja nie zezwala na wykorzystywanie swoich emblematów misji.
Chcielibyśmy wyjaśnić, że jest to nieprawda - podkreślono w komunikacie. Emblematy misji ESA oraz logo ESA są chronione jako własność intelektualna, a ich użycie podlega określonym warunkom - wyjaśniono.
Z informacji ESA wynika, że dopuszcza ona m.in. edukacyjne i informacyjne wykorzystanie emblematów misji. Emblematy mogą być używane bez uprzedniego uzyskania wyraźnej zgody w celach niekomercyjnych, edukacyjnych i informacyjnych, pod warunkiem spełnienia określonych wymagań. Warunki te zostały opisane w regulaminie korzystania z materiałów ESA - poinformowała agencja.
Czy trzeba mieć zgodę ESA na wykorzystanie logotypów?
Z kolei w razie niekomercyjnego wykorzystania logo ESA wymagane jest uprzednie uzyskanie zgody - poprzez przesłanie specjalnego formularza.
Podmioty chcące wykorzystać logo ESA i emblematy misji w sposób komercyjny muszą uzyskać licencję. O pozwolenie można się ubiegać, wypełniając formularz online, w którym opisano obowiązujące warunki licencyjne.
"ESA dokłada starań, aby umożliwić społeczeństwu zaangażowanie w nasze misje i dzielenie się emocjami związanymi z eksploracją kosmosu. Zachęcamy do odpowiedzialnego i zgodnego z zasadami korzystania z naszych emblematów misji i logo w ramach obowiązującego systemu licencji" - napisano w oświadczeniu.
PAP
Kiedy można wykorzystać logo ESA? Adam Burakowski East News
https://geekweek.interia.pl/kosmos/news ... d,22162119
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Polska rakieta dotarła do kosmosu. Kulisy historycznej misji
2025-07-04. Wojciech Kaczanowski
To nie tylko historia rakiety suborbitalnej. To także historia zespołu, który zamienił ambitne idee w rzeczywistość. Kulisy projektu, który na trwałe wpisał się w historię polskiego sektora kosmicznego.
3 lipca 2024 r. polska rakieta suborbitalna ILR-33 BURSZTYN 2K, zaprojektowana i zbudowana przez inżynierów Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa, wystartowała z norweskiego centrum kosmicznego Andøya Space Sub-Orbital. Rakieta osiągnęła pułap 101 km, przekraczając tym samym umowną granicę z kosmosem. Minął rok od historycznego lotu, a o kulisach misji opowiedział mgr inż. Michał Pakosz, Kierownik Działu Technologii Rakietowych oraz kierownik Programu BURSZTYN w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa.
Jak powstał program BURSZTYN?
To już kolejna wizyta naszej redakcji w Instytucie. Laboratoria i ośrodki do testów poszczególnych technologii były publicznie prezentowane mediom podczas ich otwarcia. Tym razem postanowiliśmy przyjrzeć się szerzej historii programu BURSZTYN. Wizyta na kampusie rozpoczęła się od rozmowy z kierownikiem projektu w budynku, w którym na co dzień odbywają się konferencje naukowe, poświęcone tematyce Aerospace, jak również lotniczej, w tym dronowej.
Historia rakiet suborbitalnych w Łukasiewicz - Instytucie Lotnictwa sięga kilkadziesiąt lat wstecz. Złoty okres przypadł na lata 60/70. XX wieku, kiedy wystrzelono ponad 200 rakiet z serii Meteor. Rozmówca wyjaśnił, że z uwagi na decyzje polityczne zdecydowano o zakończeniu programu, pozostawiając Polskę bez dostępu do przestrzeni kosmicznej.
Prace wznowiono w 2007 r. głównie dzięki inicjatywie świętej pamięci prof. Piotra Wolańskiego w ramach Instytutu utworzono Pracownię Technologii Kosmicznych, zajmujący się napędami rakietowymi. Grupa złożona z kilku inżynierów rozpoczęła prace nad koncepcją rozwoju polskiej rakiety nośnej i po kilku latach uruchomiono badania nad nadtlenkiem wodoru. Dzięki wsparciu ówczesnego dyrektora Witolda Wiśniowskiego rozpoczęto projekt rakiety suborbitalnej, wówczas jeszcze pozbawionej nazwy BURSZTYN.
Mgr inż. Michał Pakosz z sentymentem przywołuje postać prof. Wolańskiego. Podczas rozmowy wyobraziłem sobie naukowca pochłoniętego tematyką technologii rakietowych, wskazującego wytyczne grupie młodych naukowców, którzy kilkanaście lat później zrealizowali ideę opiekuna. Rozmówca opisuje profesora jako człowieka pełnego wiary, wspierającego swoich współpracowników i posiadającego duży bagaż doświadczenia – naukowiec Polskiej Akademii Nauk, Politechniki Warszawskiej i członek szeregu międzynarodowych grup roboczych, komitetów i uczestnik konferencji. Prof. Piotr Wolański zmarł 31 sierpnia 2023 r.
W Instytucie rozpoczęto prace nad projektem rakiety suborbitalnej. Profesor wierzył, że to dobry początek, który pozwoli wypracować kompetencje i zdolności zespołu. Już wtedy jednak na papierze pojawiły się projekty rakiet orbitalnych, w tym szczególnie małych systemów nośnych, które dzisiaj coraz bardziej zyskują na popularności. Michał Pakosz dołączył do zespołu w 2014 r., do Zakładu Technologii Kosmicznych, które następnie stało się Centrum Technologii Kosmicznych. Opowiada o początkowej grupie liczącej ówcześnie 12 osób. Dzisiaj Centrum liczy 120 pracowników, a przy samych technologiach rakietowych w całym Instytucie pracuje około 150 inżynierów.
Wspomina, że początki nie były łatwe. Prace polegały na rozwinięciu technologii cząstkowych, które były na pewnym poziomie gotowości, natomiast wciąż brakowało testów w locie. „Chcieliśmy nabrać kompetencji w różnych aspektach – stałe materiały pędne, stąd silniki pomocnicze, pokazanie nadtlenku wodoru w locie, stąd nadtlenek wodoru.” – wspomina Michał Pakosz.
Zespół przyjął następującą strategię: demonstracja poszczególnych technologii w stosunkowo krótkim czasie, przy jednoczesnych próbach rozwoju w dłuższej perspektywie. Dowodem na to była decyzja budowy dwóch wersji rakiety BURSZTYN: podstawowa oraz 2K, zawierającej szereg ulepszeń, tj. większą masa materiału pędnego silników pomocniczych oraz trzykrotnie większy ciąg.
„Gdyby dziś rakieta była budowana od podstaw, zrobiłby Pan coś inaczej?” – spytałem.
„Wypracowaliśmy szereg technologii i wiemy już, jakie błędy popełniliśmy. Do wielu rzeczy musieliśmy dojść metodą prób i testów – nie było i nie ma tego typu rozwiązań na rynku. Uczyliśmy się technologii, ale także organizacji pracy badawczej i współpracy w interdyscyplinarnym zespole. Gdybym dziś zaczynał projekt rakiety, dysponując tymi technologiami, z pewnością podszedłbym do tego inaczej. Czy uważam, że podjęliśmy błędne decyzje, które dziś skutkują problemami? Nie – uważam, że ten projekt to sukces. Musieliśmy przejść przez pewne etapy rozwoju. Trzeba też pamiętać, że wiele firm zajmujących się rakietami nie wytwarza własnych podsystemów. Przykładowo Niemcy kupują silniki z zagranicy – z Brazylii czy Stanów Zjednoczonych. Integrują gotowe technologie, zamiast budować wszystko od podstaw. My robimy to samodzielnie.” – odpowiedział Michał Pakosz.
Spełniono podstawowy cel – rozwój kompetencji i technologii cząstkowych, na które Instytut posiada patenty. Są to m. in. katalizatory używane do rozkładu nadtlenku wodoru; sposób wytwarzania paliwa do silnika hybrydowego; system odzysku; rozwiązania związane ze startem rakiety; mechanizmy systemu separacji zarówno silników pomocniczych, jak i członu głównego. Własnych technologii jest o wiele więcej i znajdują się w bogatej ofercie.
We współpracy z firmą Mesko (część Polskiej Grupy Zbrojeniowej) Instytut wystrzelił kilkanaście rakiet, na pokładzie których znalazły się komputery pokładowe, opracowane przy projekcie BURSZTYN. Warto nadmienić, że program BURSZTYN to nie tylko rakieta suborbitalna ILR-33 BURSZTYN 2K, ekologiczny mat. pędny, ale także szeroka infrastruktura startowa – np. mobilny układ napełniania, systemy telemetrii, wyrzutnia. W przypadku tej ostatniej – przystosowana jest do testów znacznie większych rakiet – nawet do 3 ton masy startowej.
Program BURSZTYN okazał się sukcesem na skalę europejską. Instytut Lotnictwa dołączył do projektu EU HYDEF (European Hypersonic Defence Interceptor), który skupia się na przechwytywaniu pocisków hipersonicznych. Projekt jest realizowany w dużym konsorcjum międzynarodowym, a jego budżet to około 110 mln euro. Z uwagi na wojskowy charakter, rozmówca nie mógł zdradzić zakresu zadań polskiego podmiotu. „Tam są zaimplementowane technologie, które były wypracowane w BURSZTYNIE. Nie do końca te same, różnią się rozmiarami, ale zostały dostosowane do konkretnego produktu.” – tłumaczy.
Instytut rozwinął kompetencje pracowników. Michał Pakosz z dumą opowiada o współpracy z takimi firmami jak: GE, Boeing, ArianeGroup, MaiaSpace, Nammo, Airbus Defence & Space, Thales Alenia Space i oczywiście ESA itd. Pomaga w tym rozbudowana infrastruktura na kampusie w pobliżu warszawskiego Lotniska Chopina, po której oprowadził nas rozmówca.
All in na BURSZTYNA. Tylko dlaczego?
Rakieta BURSZTYN wystartowała łącznie 5 razy, w tym 2 razy w konfiguracji 2K. Mierząca 4,6 m długości rakieta posiada człon główny o średnicy 230 mm, na dole którego znajduje się silnik hybrydowy zasilany nadtlenkiem wodoru o stężeniu 98% i paliwem (polietylen). Jednostka hybrydowa wytwarza maksymalny ciąg o wartości 4000 N, pracując przez 40 sekund. Do członu dołączone są dwa silniki pomocnicze na paliwo stałe. Każdy z nich wytwarza ciąg ok. 16 000 N, pracując przez około 6 sekund. Rakieta suborbitalna ILR-33 BURSZTYN 2K osiąga prędkość do 1300 m/s (ponad czterokrotnie przekracza barierę dźwięku), a dopuszczalna masa ładunku użytecznego na pułap kosmiczny to 10 kg.
Jeśli czytelnik dopiero zaczyna swoją przygodę z branżą aerospace z pewnością zastanawia się, w jaki sposób rakieta suborbitalna z Polski może konkurować na rynkach zagranicznych. Michał Pakosz kilkukrotnie podkreślił w rozmowie, że mówimy o rakiecie przeznaczonej do misji dedykowanych, a zatem to klient określa wymagania, tj. trajektoria lotu, pułap, czas, brak wpływu innych ładunków na ładunek klienta, kwestie organizacji, czas wystrzelenia.
Przykładem takiej misji będzie SUBCOM realizowany z polską spółką kosmiczną Thorium Space. Wartość projektu została oszacowana na 47 mln złotych, z czego 38,7 mln dofinansowało Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Zgodnie z wymaganiami misji Łukasiewicz - Instytut Lotnictwa opracował już nowe podsystemy, jak np. zmodyfikowany przedział ładunku użytecznego.
Po historycznym locie w lipcu 2024 r. Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa otrzymał szereg zapytań o BURSZTYNA, m. in. z Niemiec i Wielkiej Brytanii. Michał Pakosz podkreślił, że w tych krajach działają firmy, które pomimo rozwoju orbitalnych rakiet, wiedzą, że rakiety suborbitalne też są i będą potrzebne. Rakiety suborbitalne pozwalają na szybsze testowanie, badanie atmosfery lub próby technologii hipersonicznych, której stają się coraz bardziej modne w Stanach Zjednoczonych i Europie.
Rakietę wyróżnia również technologia wytwarzana na kampusie Instytutu. „Wytwarzamy silniki hybrydowe, części kompozytowe. Materiał pędny do silników pomocniczych dostarcza firma ZPS Gamrat, ale to wciąż podmiot z polskiego rynku. Na świecie obserwuję zwrot w kierunku silników hybrydowych, które dają większe możliwości i zakres zmian niż w przypadku silników na paliwo stałe.” – tłumaczy Michał Pakosz.
To, czym zajmują się inżynierowie i konstruktorzy z Instytutu, to nie tylko silniki hybrydowe. Polscy inżynierowie pracują również nad silnikami opartymi na zjawisku wirującej detonacji. W klasycznych silnikach rakietowych mówimy o zjawisku deflagracji – znacznie wolniejszym. Inżynier wyjaśnia, że detonacja jest znacznie bardziej gwałtowna, szybsza i powoduje lokalny wzrost ciśnienia co przekłada się na efektywność i zmniejszenie komory spalania.
W kwestii technologii rozwijanej przez Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa wróćmy jeszcze na chwilę do rakiet orbitalnych. W Centrum Technologii Rakietowych Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa spełnia się wizja prof. Wolańskiego. W 2024 i 2025 roku z sukcesem zademonstrowano pracę silnika o ciągu 5 kN na nadtlenek wodoru, przeznaczonego do rakiet orbitalnych lub lądowników. Inżynierowie mogą kontrolować jednostkę w zakresie 10-110% ciągu nominalnego.
Instytut otrzymał zlecenie od Europejskiej Agencji Kosmicznej na dalszy rozwój projektu. W tym roku zainicjowano również współpracę z francuską MaiaSpace, posiadającą wsparcie słynnej firmy Arianespace. Umowa z Łukasiewicz - Instytutem Lotnictwa i spin-offem Instytutu, Thaliana Space, dotyczy dostarczenia rozwiniętych w Polsce silników do rakiety orbitalnej.
Na pytanie o polską rakietę orbitalną usłyszałem: „Mamy na to pomysł, kompetencje i ludzi. Dalej to jest kwestia finansowania i decyzji politycznej. To są duże środki, ale nie tylko dla Łukasiewicz - Instytutu Lotnictwa lecz również 500 krajowych firm, które są w łańcuchu dostawców. Rozmawialiśmy z innymi firmami rakietowymi w Polsce i chcemy taki projekt realizować.”
Jak powstaje rakieta BURSZTYN?
Po rozmowie pojawiła się okazja zobaczenia części infrastruktury, która służy do produkcji i testów zarówno podsystemów, jak i całej rakiety. Zaczęliśmy od głowicy, która została odzyskana około 135 km od norweskiego lądu i umieszczona w skrzyni. Widać znaczniki temperaturowe, które pomogły zwalidować wcześniejsze symulacje związane z wymianą ciepła, oraz inne czujniki pozwalające monitorować ruch rakiety.
Głowica jest zachowana w dobrym stanie, chociaż można dostrzec ślady oddziaływania temperatury oraz słonej wody. Dobrze zachowane jest również elektryczne złącze serwisowe, będące punktem kontaktowym między rakietą a infrastrukturą naziemną, oraz kamery pokładowe, umieszczone symetrycznie po bokach głowicy. Segment wieńczy „nosek” wykonany z metalu, w środku którego znajdują się czujniki do pomiaru ciśnienia.
W tym samym budynku stoi również model inżynieryjny rakiety BURSZTYN, który był wykorzystywany przez zespół w próbach przed wyjazdem na poligon. Odzwierciedla w dobry sposób rakietę, ale jest pozbawiony cech związanych z materiałami wybuchowymi. Wizualnie różni się m. in. statecznikami oraz kolorem głowicy i silników pomocniczych, które w modelu lotnym były białe. Michał Pakosz wyjaśnił, że zespołowi zależało na tym z uwagi na nagrzewanie. Nie ma jednego modelu inżynieryjnego do wszystkich misji. Rakieta BURSZTYN służy do lotów dedykowanych, więc niektóre z jego elementów różnią się od siebie. Przykładem jest wspomniana głowica do projektu z firmą Thorium Space.
Wychodzimy na zewnątrz, a kolejnym przystankiem jest tunel aerodynamiczny niskich prędkości, który w czerwcu 2025 r. przechodzi remont. To tutaj został umieszczony pierwszy model rakiety w wersji podstawowej w skali 1:1. Tunel jest zasilony powietrzem pod ciśnieniem, a zebrane wyniki pozwalają na walidację modeli aerodynamicznych i symulacyjnych, a w konsekwencji bardziej precyzyjne określenie m. in. pułapu, na jaki może wzbić się rakieta. Pierwsze testy w niskich prędkościach przepływu dotyczyły zbadania aerodynamiki rakiety podczas oddzielania się jej silników pomocniczych. Tunel jest największy w Europie Wschodniej – jego średnica wynosi 5 m. Co ciekawe, tunel był również wykorzystywany przez skoczków narciarskich.
„Rakieta osiąga ponad Mach 4. Charakterystyki aerodynamiczne rakiety są bardzo wrażliwe na prędkość i nie są liniowe. Kolejnym krokiem było więc przetestowanie i poznanie rakiety, jak się zachowuje ze wzrostem prędkości i przekroczeniu bariery dźwięku.” – wyjaśnia Michał Pakosz. W tym celu wykorzystano tunel aerodynamiczny, w którym można testować obiekty w opływie powietrza w prędkościach poddźwiękowych, okołodźwiękowych i naddźwiękowych.
Komora jest bardzo mała, charakteryzująca się przekrojem około 60 na 60 cm. Michał Pakosz twierdzi, że taka infrastruktura w zupełności wystarczy i może konkurować z laboratoriami zagranicznymi. Model BURSZTYNA był tutaj testowany w prędkościach do Mach 2,3. Obok budynku znajdują się dwa zbiorniki w kształcie kuli, wypełnione powietrzem pod ciśnieniem, które jest doprowadzane do komory.
Ostatnim przystankiem, podczas wizyty w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa jest Centrum Laboratoryjne Napędów Rakietowych i Satelitarnych, gdzie inżynierowie są w stanie testować napędy w warunkach ciągłej próżni. Michał Pakosz zauważył, że to unikatowa możliwość na skalę europejską, w szczególności w przypadku testów ekologicznych materiałów pędnych. Obok znajduje się budynek pamiętający jeszcze ubiegły wiek, kiedy testowano w nim silniki lotnicze. Dzisiaj służy do testów silników rakietowych, w tym hybrydowej jednostki napędowej rakiety BURSZTYN. W sąsiednim budynku opracowano z kolei wysokostężony nadtlenek wodoru – jeden z flagowych produktów Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa.
W środku rozłożono wystawę różnego rodzaju technologii. Zaprezentowano m. in. główny zawór utleniacza, nosek rakiety wyprodukowany w technologii druku 3D, głowicę do misji z Thorium Space, wczesną wersję silnika hybrydowego oraz makietę inicjatora EGG-1U.
Ostatni jest wytwarzany przez Instytut w setkach egzemplarzy, technologia ta została skomercjalizowana. Michał Pakosz wytłumaczył, że przewody są podłączone do komputera pokładowego, który wiedząc jaki jest etap misji wysyła impuls do elementów wewnątrz inicjatora. Tam znajduje się materiał zapalczy, który dzięki szybkiemu podgrzaniu przez impuls prądowy inicjuje pewien ładunek, który dalej inicjuje ładunek prochowy. Nabudowywane jest ciśnienie, które po osiągnięciu odpowiedniego poziomu uwalnia gazy zwalniające blokadę innego podsystemu poprzez wypchnięcie lub przesunięcie. To prawdziwa reakcja łańcuchowa w skali mikro, która umożliwia, np. odłączenie silników pomocniczych.
Historyczny start z Norwegii
Program BURSZTYN zwrócił na siebie uwagę i udowodnił jakość polskiej technologii. Za nim jednak stoi cały sztab ludzi, którzy 3 lipca 2024 r. zobaczyli i poznali efekt swojej pracy. Michał Pakosz wspomina miesiące przed misją jako okres intensywnej pracy. Negocjacje z Norwegami nie należały do najłatwiejszych, ze względu na brak wcześniejszych wspólnych realizacji pojawiały się wątpliwości. Zespoły musiały się poznać i zdobyć zaufanie. Norwedzy początkowo nie zgadzali się na to, aby BURSZTYN został wystrzelony z wyrzutni opracowanej w Łukasiewicz - Instytucie Lotnictwa – po prostu bardziej ufali swojej. Po merytorycznej argumentacji udało się ich przekonać. Pomogła dokładność w dostarczeniu odpowiednich dokumentów, za którą polski zespół otrzymał słowa uznania.
Logistyka była kolejnym wyzwaniem. Zadanie były wykonywane po raz pierwszy na taką skalę, a zatem wyzwaniem były kwestie celne, niespodziewane kontrole na granicy lub dodatkowa weryfikacja – wszystko zostało zrealizowane książkowo. W podróży do Norwegii miała uczestniczyć część zespołu. BURSZTYN to przecież ich wspólne dzieło. W tej kwestii zwrócono się o pomoc do Ministerstwa Obrony Narodowej Polski.
Na miejscu zespół miał około tygodnia na ostatnie szlify. Wytypowano zespoły techniczne, odpowiedzialne za integrację modułów rakiety, sprawdzenie stanu po przyjeździe, kalibrację sprzętu, montaż wyrzutni. Ważne było również poznanie się Polaków i Norwegów, kwestie rozmowy tym samym językiem. Angielski jest standardem, ale i tak pojawiły się różnice w nazewnictwie niektórych procesów i technologii.
Tydzień startowy został poprzedzony weekendem zabaw i gier zespołowych, aby „dać odpocząć głowie”. W poniedziałek, 1 lipca 2024 r., dzień rozpoczęto od symulacji startu. Zaliczono każdy z etapów przed lotem poza dodatkowym tankowaniem i odpaleniem rakiety. W Norwegii zespoły były rozproszone na wieżę kontroli misji, zespół sprawdzający parametry oraz „bunkier”, czyli miejsce z załogą obsługującą rakietę. Do komunikacji włączono Norwegów, bo to oni ostatecznie dawali zielone światło na start.
Wtorek, 2 lipca, był pierwszym planowanym dniem lotu. „Dzień wcześniej wiedzieliśmy, że wiatry są na granicy tego, czy będziemy startować, czy nie. Norwegowie powiedzieli, że mają za sobą kilka kampanii, podczas których prognozy wskazywały na poziom wiatru poza limitem, a w rezultacie okazywało się inaczej. W tym przypadku jednak zapowiedzi się sprawdziły. Kolejne dni zapowiadały się lepiej, zdecydowaliśmy przesunąć start” – opowiada Michał Pakosz.
BURSZTYN wystartował w środę, chociaż nawet wtedy natrafiono na drobne przeszkody. Statek wycieczkowy przepływał akurat przez niebezpieczną strefę. Start odbył się trochę później niż zakładano. Wcześniej, około godziny 6 rano część zespołu udała się do pobliskiego portu i weszła na pokład wynajętego statku, który wypłynął 80 km w morze w celu wyłowienia segmentów rakiety po misji.
„Statek ustawił się na miejscu oczekiwania w bezpiecznej strefie i oczekiwał na informację z centrum kontroli misji. Potwierdzaliśmy po kolei gotowość poszczególnych systemów, infrastruktury, wideo, rakiety i personelu. Wystrzeliliśmy!” – wspomina.
„Co Pan poczuł, gdy dane telemetryczne wskazały pułap 101 km?” – zapytałem.
„Było wiele myśli jednocześnie. Znałem ryzyka techniczne, projektując rakietę wiedzieliśmy wszyscy, że część elementów można sprawdzić dopiero w locie. Z jednej strony na pewno ulga, z drugiej szczęście. Miałem wokół siebie osoby, które włożyły w to mnóstwo pracy, a na ich twarzach pojawił się uśmiech i radość.” – odpowiada Michał Pakosz.
Dzisiaj jesteśmy rok po historycznym locie. Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa z rakietą suborbitalną ILR-33 BURSZTYN 2K zapisał się na kartach historii polskiego sektora kosmicznego. Na stole są kolejne propozycje napędów rakietowych i satelitarnych oraz projekty orbitalnych rakiet nośnych. Czekają na decyzje polityczne.
Zespół Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa w Norwegii po udanym locie rakiety BURSZTYN.
Autor. POLSA
Głowica rakiety BURSZTYN do misji realizowanej z firmą Thorium Space.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Rotating Detonation Engine od Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa.
Autor. M. Mitkow/Space24.pl
Głowica z rakiety ILR-33 BURSZTYN 2K, która została wykorzystana w historycznym locie na pułap 101 km.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Elektryczne złącze serwisowe w głowicy rakiety ILR-33 BURSZTYN 2K.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Ślady oddziaływania słonej wody widoczne na rakiecie ILR-33 BURSZTYN 2K.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Model inżynieryjny rakiety BURSZTYN.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Tunel aerodynamiczny niskich prędkości na kampusie Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Makieta rakiety BURSZTYN w wersji podstawowej.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Budynek na kampusie Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa. Obok znajduje się tunel aerodynamiczny wysokich prędkości.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Zbiorniki z wypełnionym powietrzem pod ciśnieniem.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Makieta inicjatora EGG-1U w Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
SPACE24
https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/sy ... znej-misji
2025-07-04. Wojciech Kaczanowski
To nie tylko historia rakiety suborbitalnej. To także historia zespołu, który zamienił ambitne idee w rzeczywistość. Kulisy projektu, który na trwałe wpisał się w historię polskiego sektora kosmicznego.
3 lipca 2024 r. polska rakieta suborbitalna ILR-33 BURSZTYN 2K, zaprojektowana i zbudowana przez inżynierów Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa, wystartowała z norweskiego centrum kosmicznego Andøya Space Sub-Orbital. Rakieta osiągnęła pułap 101 km, przekraczając tym samym umowną granicę z kosmosem. Minął rok od historycznego lotu, a o kulisach misji opowiedział mgr inż. Michał Pakosz, Kierownik Działu Technologii Rakietowych oraz kierownik Programu BURSZTYN w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa.
Jak powstał program BURSZTYN?
To już kolejna wizyta naszej redakcji w Instytucie. Laboratoria i ośrodki do testów poszczególnych technologii były publicznie prezentowane mediom podczas ich otwarcia. Tym razem postanowiliśmy przyjrzeć się szerzej historii programu BURSZTYN. Wizyta na kampusie rozpoczęła się od rozmowy z kierownikiem projektu w budynku, w którym na co dzień odbywają się konferencje naukowe, poświęcone tematyce Aerospace, jak również lotniczej, w tym dronowej.
Historia rakiet suborbitalnych w Łukasiewicz - Instytucie Lotnictwa sięga kilkadziesiąt lat wstecz. Złoty okres przypadł na lata 60/70. XX wieku, kiedy wystrzelono ponad 200 rakiet z serii Meteor. Rozmówca wyjaśnił, że z uwagi na decyzje polityczne zdecydowano o zakończeniu programu, pozostawiając Polskę bez dostępu do przestrzeni kosmicznej.
Prace wznowiono w 2007 r. głównie dzięki inicjatywie świętej pamięci prof. Piotra Wolańskiego w ramach Instytutu utworzono Pracownię Technologii Kosmicznych, zajmujący się napędami rakietowymi. Grupa złożona z kilku inżynierów rozpoczęła prace nad koncepcją rozwoju polskiej rakiety nośnej i po kilku latach uruchomiono badania nad nadtlenkiem wodoru. Dzięki wsparciu ówczesnego dyrektora Witolda Wiśniowskiego rozpoczęto projekt rakiety suborbitalnej, wówczas jeszcze pozbawionej nazwy BURSZTYN.
Mgr inż. Michał Pakosz z sentymentem przywołuje postać prof. Wolańskiego. Podczas rozmowy wyobraziłem sobie naukowca pochłoniętego tematyką technologii rakietowych, wskazującego wytyczne grupie młodych naukowców, którzy kilkanaście lat później zrealizowali ideę opiekuna. Rozmówca opisuje profesora jako człowieka pełnego wiary, wspierającego swoich współpracowników i posiadającego duży bagaż doświadczenia – naukowiec Polskiej Akademii Nauk, Politechniki Warszawskiej i członek szeregu międzynarodowych grup roboczych, komitetów i uczestnik konferencji. Prof. Piotr Wolański zmarł 31 sierpnia 2023 r.
W Instytucie rozpoczęto prace nad projektem rakiety suborbitalnej. Profesor wierzył, że to dobry początek, który pozwoli wypracować kompetencje i zdolności zespołu. Już wtedy jednak na papierze pojawiły się projekty rakiet orbitalnych, w tym szczególnie małych systemów nośnych, które dzisiaj coraz bardziej zyskują na popularności. Michał Pakosz dołączył do zespołu w 2014 r., do Zakładu Technologii Kosmicznych, które następnie stało się Centrum Technologii Kosmicznych. Opowiada o początkowej grupie liczącej ówcześnie 12 osób. Dzisiaj Centrum liczy 120 pracowników, a przy samych technologiach rakietowych w całym Instytucie pracuje około 150 inżynierów.
Wspomina, że początki nie były łatwe. Prace polegały na rozwinięciu technologii cząstkowych, które były na pewnym poziomie gotowości, natomiast wciąż brakowało testów w locie. „Chcieliśmy nabrać kompetencji w różnych aspektach – stałe materiały pędne, stąd silniki pomocnicze, pokazanie nadtlenku wodoru w locie, stąd nadtlenek wodoru.” – wspomina Michał Pakosz.
Zespół przyjął następującą strategię: demonstracja poszczególnych technologii w stosunkowo krótkim czasie, przy jednoczesnych próbach rozwoju w dłuższej perspektywie. Dowodem na to była decyzja budowy dwóch wersji rakiety BURSZTYN: podstawowa oraz 2K, zawierającej szereg ulepszeń, tj. większą masa materiału pędnego silników pomocniczych oraz trzykrotnie większy ciąg.
„Gdyby dziś rakieta była budowana od podstaw, zrobiłby Pan coś inaczej?” – spytałem.
„Wypracowaliśmy szereg technologii i wiemy już, jakie błędy popełniliśmy. Do wielu rzeczy musieliśmy dojść metodą prób i testów – nie było i nie ma tego typu rozwiązań na rynku. Uczyliśmy się technologii, ale także organizacji pracy badawczej i współpracy w interdyscyplinarnym zespole. Gdybym dziś zaczynał projekt rakiety, dysponując tymi technologiami, z pewnością podszedłbym do tego inaczej. Czy uważam, że podjęliśmy błędne decyzje, które dziś skutkują problemami? Nie – uważam, że ten projekt to sukces. Musieliśmy przejść przez pewne etapy rozwoju. Trzeba też pamiętać, że wiele firm zajmujących się rakietami nie wytwarza własnych podsystemów. Przykładowo Niemcy kupują silniki z zagranicy – z Brazylii czy Stanów Zjednoczonych. Integrują gotowe technologie, zamiast budować wszystko od podstaw. My robimy to samodzielnie.” – odpowiedział Michał Pakosz.
Spełniono podstawowy cel – rozwój kompetencji i technologii cząstkowych, na które Instytut posiada patenty. Są to m. in. katalizatory używane do rozkładu nadtlenku wodoru; sposób wytwarzania paliwa do silnika hybrydowego; system odzysku; rozwiązania związane ze startem rakiety; mechanizmy systemu separacji zarówno silników pomocniczych, jak i członu głównego. Własnych technologii jest o wiele więcej i znajdują się w bogatej ofercie.
We współpracy z firmą Mesko (część Polskiej Grupy Zbrojeniowej) Instytut wystrzelił kilkanaście rakiet, na pokładzie których znalazły się komputery pokładowe, opracowane przy projekcie BURSZTYN. Warto nadmienić, że program BURSZTYN to nie tylko rakieta suborbitalna ILR-33 BURSZTYN 2K, ekologiczny mat. pędny, ale także szeroka infrastruktura startowa – np. mobilny układ napełniania, systemy telemetrii, wyrzutnia. W przypadku tej ostatniej – przystosowana jest do testów znacznie większych rakiet – nawet do 3 ton masy startowej.
Program BURSZTYN okazał się sukcesem na skalę europejską. Instytut Lotnictwa dołączył do projektu EU HYDEF (European Hypersonic Defence Interceptor), który skupia się na przechwytywaniu pocisków hipersonicznych. Projekt jest realizowany w dużym konsorcjum międzynarodowym, a jego budżet to około 110 mln euro. Z uwagi na wojskowy charakter, rozmówca nie mógł zdradzić zakresu zadań polskiego podmiotu. „Tam są zaimplementowane technologie, które były wypracowane w BURSZTYNIE. Nie do końca te same, różnią się rozmiarami, ale zostały dostosowane do konkretnego produktu.” – tłumaczy.
Instytut rozwinął kompetencje pracowników. Michał Pakosz z dumą opowiada o współpracy z takimi firmami jak: GE, Boeing, ArianeGroup, MaiaSpace, Nammo, Airbus Defence & Space, Thales Alenia Space i oczywiście ESA itd. Pomaga w tym rozbudowana infrastruktura na kampusie w pobliżu warszawskiego Lotniska Chopina, po której oprowadził nas rozmówca.
All in na BURSZTYNA. Tylko dlaczego?
Rakieta BURSZTYN wystartowała łącznie 5 razy, w tym 2 razy w konfiguracji 2K. Mierząca 4,6 m długości rakieta posiada człon główny o średnicy 230 mm, na dole którego znajduje się silnik hybrydowy zasilany nadtlenkiem wodoru o stężeniu 98% i paliwem (polietylen). Jednostka hybrydowa wytwarza maksymalny ciąg o wartości 4000 N, pracując przez 40 sekund. Do członu dołączone są dwa silniki pomocnicze na paliwo stałe. Każdy z nich wytwarza ciąg ok. 16 000 N, pracując przez około 6 sekund. Rakieta suborbitalna ILR-33 BURSZTYN 2K osiąga prędkość do 1300 m/s (ponad czterokrotnie przekracza barierę dźwięku), a dopuszczalna masa ładunku użytecznego na pułap kosmiczny to 10 kg.
Jeśli czytelnik dopiero zaczyna swoją przygodę z branżą aerospace z pewnością zastanawia się, w jaki sposób rakieta suborbitalna z Polski może konkurować na rynkach zagranicznych. Michał Pakosz kilkukrotnie podkreślił w rozmowie, że mówimy o rakiecie przeznaczonej do misji dedykowanych, a zatem to klient określa wymagania, tj. trajektoria lotu, pułap, czas, brak wpływu innych ładunków na ładunek klienta, kwestie organizacji, czas wystrzelenia.
Przykładem takiej misji będzie SUBCOM realizowany z polską spółką kosmiczną Thorium Space. Wartość projektu została oszacowana na 47 mln złotych, z czego 38,7 mln dofinansowało Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Zgodnie z wymaganiami misji Łukasiewicz - Instytut Lotnictwa opracował już nowe podsystemy, jak np. zmodyfikowany przedział ładunku użytecznego.
Po historycznym locie w lipcu 2024 r. Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa otrzymał szereg zapytań o BURSZTYNA, m. in. z Niemiec i Wielkiej Brytanii. Michał Pakosz podkreślił, że w tych krajach działają firmy, które pomimo rozwoju orbitalnych rakiet, wiedzą, że rakiety suborbitalne też są i będą potrzebne. Rakiety suborbitalne pozwalają na szybsze testowanie, badanie atmosfery lub próby technologii hipersonicznych, której stają się coraz bardziej modne w Stanach Zjednoczonych i Europie.
Rakietę wyróżnia również technologia wytwarzana na kampusie Instytutu. „Wytwarzamy silniki hybrydowe, części kompozytowe. Materiał pędny do silników pomocniczych dostarcza firma ZPS Gamrat, ale to wciąż podmiot z polskiego rynku. Na świecie obserwuję zwrot w kierunku silników hybrydowych, które dają większe możliwości i zakres zmian niż w przypadku silników na paliwo stałe.” – tłumaczy Michał Pakosz.
To, czym zajmują się inżynierowie i konstruktorzy z Instytutu, to nie tylko silniki hybrydowe. Polscy inżynierowie pracują również nad silnikami opartymi na zjawisku wirującej detonacji. W klasycznych silnikach rakietowych mówimy o zjawisku deflagracji – znacznie wolniejszym. Inżynier wyjaśnia, że detonacja jest znacznie bardziej gwałtowna, szybsza i powoduje lokalny wzrost ciśnienia co przekłada się na efektywność i zmniejszenie komory spalania.
W kwestii technologii rozwijanej przez Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa wróćmy jeszcze na chwilę do rakiet orbitalnych. W Centrum Technologii Rakietowych Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa spełnia się wizja prof. Wolańskiego. W 2024 i 2025 roku z sukcesem zademonstrowano pracę silnika o ciągu 5 kN na nadtlenek wodoru, przeznaczonego do rakiet orbitalnych lub lądowników. Inżynierowie mogą kontrolować jednostkę w zakresie 10-110% ciągu nominalnego.
Instytut otrzymał zlecenie od Europejskiej Agencji Kosmicznej na dalszy rozwój projektu. W tym roku zainicjowano również współpracę z francuską MaiaSpace, posiadającą wsparcie słynnej firmy Arianespace. Umowa z Łukasiewicz - Instytutem Lotnictwa i spin-offem Instytutu, Thaliana Space, dotyczy dostarczenia rozwiniętych w Polsce silników do rakiety orbitalnej.
Na pytanie o polską rakietę orbitalną usłyszałem: „Mamy na to pomysł, kompetencje i ludzi. Dalej to jest kwestia finansowania i decyzji politycznej. To są duże środki, ale nie tylko dla Łukasiewicz - Instytutu Lotnictwa lecz również 500 krajowych firm, które są w łańcuchu dostawców. Rozmawialiśmy z innymi firmami rakietowymi w Polsce i chcemy taki projekt realizować.”
Jak powstaje rakieta BURSZTYN?
Po rozmowie pojawiła się okazja zobaczenia części infrastruktury, która służy do produkcji i testów zarówno podsystemów, jak i całej rakiety. Zaczęliśmy od głowicy, która została odzyskana około 135 km od norweskiego lądu i umieszczona w skrzyni. Widać znaczniki temperaturowe, które pomogły zwalidować wcześniejsze symulacje związane z wymianą ciepła, oraz inne czujniki pozwalające monitorować ruch rakiety.
Głowica jest zachowana w dobrym stanie, chociaż można dostrzec ślady oddziaływania temperatury oraz słonej wody. Dobrze zachowane jest również elektryczne złącze serwisowe, będące punktem kontaktowym między rakietą a infrastrukturą naziemną, oraz kamery pokładowe, umieszczone symetrycznie po bokach głowicy. Segment wieńczy „nosek” wykonany z metalu, w środku którego znajdują się czujniki do pomiaru ciśnienia.
W tym samym budynku stoi również model inżynieryjny rakiety BURSZTYN, który był wykorzystywany przez zespół w próbach przed wyjazdem na poligon. Odzwierciedla w dobry sposób rakietę, ale jest pozbawiony cech związanych z materiałami wybuchowymi. Wizualnie różni się m. in. statecznikami oraz kolorem głowicy i silników pomocniczych, które w modelu lotnym były białe. Michał Pakosz wyjaśnił, że zespołowi zależało na tym z uwagi na nagrzewanie. Nie ma jednego modelu inżynieryjnego do wszystkich misji. Rakieta BURSZTYN służy do lotów dedykowanych, więc niektóre z jego elementów różnią się od siebie. Przykładem jest wspomniana głowica do projektu z firmą Thorium Space.
Wychodzimy na zewnątrz, a kolejnym przystankiem jest tunel aerodynamiczny niskich prędkości, który w czerwcu 2025 r. przechodzi remont. To tutaj został umieszczony pierwszy model rakiety w wersji podstawowej w skali 1:1. Tunel jest zasilony powietrzem pod ciśnieniem, a zebrane wyniki pozwalają na walidację modeli aerodynamicznych i symulacyjnych, a w konsekwencji bardziej precyzyjne określenie m. in. pułapu, na jaki może wzbić się rakieta. Pierwsze testy w niskich prędkościach przepływu dotyczyły zbadania aerodynamiki rakiety podczas oddzielania się jej silników pomocniczych. Tunel jest największy w Europie Wschodniej – jego średnica wynosi 5 m. Co ciekawe, tunel był również wykorzystywany przez skoczków narciarskich.
„Rakieta osiąga ponad Mach 4. Charakterystyki aerodynamiczne rakiety są bardzo wrażliwe na prędkość i nie są liniowe. Kolejnym krokiem było więc przetestowanie i poznanie rakiety, jak się zachowuje ze wzrostem prędkości i przekroczeniu bariery dźwięku.” – wyjaśnia Michał Pakosz. W tym celu wykorzystano tunel aerodynamiczny, w którym można testować obiekty w opływie powietrza w prędkościach poddźwiękowych, okołodźwiękowych i naddźwiękowych.
Komora jest bardzo mała, charakteryzująca się przekrojem około 60 na 60 cm. Michał Pakosz twierdzi, że taka infrastruktura w zupełności wystarczy i może konkurować z laboratoriami zagranicznymi. Model BURSZTYNA był tutaj testowany w prędkościach do Mach 2,3. Obok budynku znajdują się dwa zbiorniki w kształcie kuli, wypełnione powietrzem pod ciśnieniem, które jest doprowadzane do komory.
Ostatnim przystankiem, podczas wizyty w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa jest Centrum Laboratoryjne Napędów Rakietowych i Satelitarnych, gdzie inżynierowie są w stanie testować napędy w warunkach ciągłej próżni. Michał Pakosz zauważył, że to unikatowa możliwość na skalę europejską, w szczególności w przypadku testów ekologicznych materiałów pędnych. Obok znajduje się budynek pamiętający jeszcze ubiegły wiek, kiedy testowano w nim silniki lotnicze. Dzisiaj służy do testów silników rakietowych, w tym hybrydowej jednostki napędowej rakiety BURSZTYN. W sąsiednim budynku opracowano z kolei wysokostężony nadtlenek wodoru – jeden z flagowych produktów Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa.
W środku rozłożono wystawę różnego rodzaju technologii. Zaprezentowano m. in. główny zawór utleniacza, nosek rakiety wyprodukowany w technologii druku 3D, głowicę do misji z Thorium Space, wczesną wersję silnika hybrydowego oraz makietę inicjatora EGG-1U.
Ostatni jest wytwarzany przez Instytut w setkach egzemplarzy, technologia ta została skomercjalizowana. Michał Pakosz wytłumaczył, że przewody są podłączone do komputera pokładowego, który wiedząc jaki jest etap misji wysyła impuls do elementów wewnątrz inicjatora. Tam znajduje się materiał zapalczy, który dzięki szybkiemu podgrzaniu przez impuls prądowy inicjuje pewien ładunek, który dalej inicjuje ładunek prochowy. Nabudowywane jest ciśnienie, które po osiągnięciu odpowiedniego poziomu uwalnia gazy zwalniające blokadę innego podsystemu poprzez wypchnięcie lub przesunięcie. To prawdziwa reakcja łańcuchowa w skali mikro, która umożliwia, np. odłączenie silników pomocniczych.
Historyczny start z Norwegii
Program BURSZTYN zwrócił na siebie uwagę i udowodnił jakość polskiej technologii. Za nim jednak stoi cały sztab ludzi, którzy 3 lipca 2024 r. zobaczyli i poznali efekt swojej pracy. Michał Pakosz wspomina miesiące przed misją jako okres intensywnej pracy. Negocjacje z Norwegami nie należały do najłatwiejszych, ze względu na brak wcześniejszych wspólnych realizacji pojawiały się wątpliwości. Zespoły musiały się poznać i zdobyć zaufanie. Norwedzy początkowo nie zgadzali się na to, aby BURSZTYN został wystrzelony z wyrzutni opracowanej w Łukasiewicz - Instytucie Lotnictwa – po prostu bardziej ufali swojej. Po merytorycznej argumentacji udało się ich przekonać. Pomogła dokładność w dostarczeniu odpowiednich dokumentów, za którą polski zespół otrzymał słowa uznania.
Logistyka była kolejnym wyzwaniem. Zadanie były wykonywane po raz pierwszy na taką skalę, a zatem wyzwaniem były kwestie celne, niespodziewane kontrole na granicy lub dodatkowa weryfikacja – wszystko zostało zrealizowane książkowo. W podróży do Norwegii miała uczestniczyć część zespołu. BURSZTYN to przecież ich wspólne dzieło. W tej kwestii zwrócono się o pomoc do Ministerstwa Obrony Narodowej Polski.
Na miejscu zespół miał około tygodnia na ostatnie szlify. Wytypowano zespoły techniczne, odpowiedzialne za integrację modułów rakiety, sprawdzenie stanu po przyjeździe, kalibrację sprzętu, montaż wyrzutni. Ważne było również poznanie się Polaków i Norwegów, kwestie rozmowy tym samym językiem. Angielski jest standardem, ale i tak pojawiły się różnice w nazewnictwie niektórych procesów i technologii.
Tydzień startowy został poprzedzony weekendem zabaw i gier zespołowych, aby „dać odpocząć głowie”. W poniedziałek, 1 lipca 2024 r., dzień rozpoczęto od symulacji startu. Zaliczono każdy z etapów przed lotem poza dodatkowym tankowaniem i odpaleniem rakiety. W Norwegii zespoły były rozproszone na wieżę kontroli misji, zespół sprawdzający parametry oraz „bunkier”, czyli miejsce z załogą obsługującą rakietę. Do komunikacji włączono Norwegów, bo to oni ostatecznie dawali zielone światło na start.
Wtorek, 2 lipca, był pierwszym planowanym dniem lotu. „Dzień wcześniej wiedzieliśmy, że wiatry są na granicy tego, czy będziemy startować, czy nie. Norwegowie powiedzieli, że mają za sobą kilka kampanii, podczas których prognozy wskazywały na poziom wiatru poza limitem, a w rezultacie okazywało się inaczej. W tym przypadku jednak zapowiedzi się sprawdziły. Kolejne dni zapowiadały się lepiej, zdecydowaliśmy przesunąć start” – opowiada Michał Pakosz.
BURSZTYN wystartował w środę, chociaż nawet wtedy natrafiono na drobne przeszkody. Statek wycieczkowy przepływał akurat przez niebezpieczną strefę. Start odbył się trochę później niż zakładano. Wcześniej, około godziny 6 rano część zespołu udała się do pobliskiego portu i weszła na pokład wynajętego statku, który wypłynął 80 km w morze w celu wyłowienia segmentów rakiety po misji.
„Statek ustawił się na miejscu oczekiwania w bezpiecznej strefie i oczekiwał na informację z centrum kontroli misji. Potwierdzaliśmy po kolei gotowość poszczególnych systemów, infrastruktury, wideo, rakiety i personelu. Wystrzeliliśmy!” – wspomina.
„Co Pan poczuł, gdy dane telemetryczne wskazały pułap 101 km?” – zapytałem.
„Było wiele myśli jednocześnie. Znałem ryzyka techniczne, projektując rakietę wiedzieliśmy wszyscy, że część elementów można sprawdzić dopiero w locie. Z jednej strony na pewno ulga, z drugiej szczęście. Miałem wokół siebie osoby, które włożyły w to mnóstwo pracy, a na ich twarzach pojawił się uśmiech i radość.” – odpowiada Michał Pakosz.
Dzisiaj jesteśmy rok po historycznym locie. Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa z rakietą suborbitalną ILR-33 BURSZTYN 2K zapisał się na kartach historii polskiego sektora kosmicznego. Na stole są kolejne propozycje napędów rakietowych i satelitarnych oraz projekty orbitalnych rakiet nośnych. Czekają na decyzje polityczne.
Zespół Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa w Norwegii po udanym locie rakiety BURSZTYN.
Autor. POLSA
Głowica rakiety BURSZTYN do misji realizowanej z firmą Thorium Space.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Rotating Detonation Engine od Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa.
Autor. M. Mitkow/Space24.pl
Głowica z rakiety ILR-33 BURSZTYN 2K, która została wykorzystana w historycznym locie na pułap 101 km.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Elektryczne złącze serwisowe w głowicy rakiety ILR-33 BURSZTYN 2K.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Ślady oddziaływania słonej wody widoczne na rakiecie ILR-33 BURSZTYN 2K.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Model inżynieryjny rakiety BURSZTYN.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Tunel aerodynamiczny niskich prędkości na kampusie Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Makieta rakiety BURSZTYN w wersji podstawowej.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Budynek na kampusie Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa. Obok znajduje się tunel aerodynamiczny wysokich prędkości.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Zbiorniki z wypełnionym powietrzem pod ciśnieniem.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
Makieta inicjatora EGG-1U w Łukasiewicz-Instytut Lotnictwa.
Autor. W. Kaczanowski/Space24.pl
SPACE24
https://space24.pl/pojazdy-kosmiczne/sy ... znej-misji
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Przyszłość eksploracji Księżyca zaczyna się w Polsce [WYWIAD]
2025-07-04. Mateusz Mitkow
Scanway S.A., wrocławska firma z sektora New Space, w szybkim tempie buduje swoją globalną pozycję jako dostawca zaawansowanych systemów optycznych. Po rekordowym kontrakcie na teleskopy dla azjatyckiej konstelacji i zamówieniu od amerykańskiego Intuitive Machines, spółka podpisała właśnie finalny kontrakt z Europejską Agencją Kosmiczną na przetwarzanie zdjęć powierzchni Księżyca. O ostatnich osiągnięciach i planach na najbliższe miesiące opowiedział naszej redakcji Mikołaj Podgórski, COO i współzałożyciel Scanway S.A.
Mateusz Mitkow, redaktor prowadzący Space24.pl: Rynek New Space intensywnie kieruje swoją uwagę w stronę Księżyca. Dlaczego twoim zdaniem dane księżycowe wzbudzają coraz większe zainteresowanie?
Mikołaj Podgórski: Przede wszystkim Księżyc jest bardzo atrakcyjnym obszarem - dużo się o nim mówi, ale jeszcze nie za dużo zostało tam zrobione. Działania w tym kierunku to zatem kolejny istotny krok w rozwoju sektora kosmicznego. Wszyscy zapowiadają, że chcą wrócić na Księżyc. Początkowo będzie to powrót poprzez agencję kosmiczne, w tym np. amerykański program Artemis. Nie będą one jednak przynosiły aż tak dużych korzyści finansowych, ale za tym pójdzie New Space.
Wygląda to tak, że agencje obierają sobie cel, w tym przypadku Księżyc, a firmy z obszaru New Space chcą zapewnić im ciągłość działania na kształtującym się jeszcze rynku księżycowym. Dobrym przykładem jest firma Intuitive Machines, która wygrała kontrakt NASA na dostarczenie satelitów do telekomunikacji z Księżycem.
Perspektywy eksploracji Księżyca są bardzo obiecujące. Jestem przekonany, że już w najbliższych latach ludzie ponownie postawią stopę na jego powierzchni. Astronauci zaczną realizować tam przeróżne zadania, w tym miejmy nadzieję wydobycie zasobów. Będzie to potrzebne przede wszystkim do umożliwienia życia ludziom na naturalnym satelicie Ziemi. Do tego dochodzi także kwestia sprowadzenia niektórych z zasobów na Ziemię, np. Helu-3.
Ekspansja firm z New Space w tym kierunku będzie zatem naturalna. Nie wiemy natomiast, jak szybko będzie ona przebiegała, ponieważ dużo zależy między innymi od NASA i od harmonogramu realizowanych misji. Najpierw musimy rzeczywiście wrócić na Księżyc, aby można było myśleć o kolejnych działaniach.
Jakie są twoim zdaniem najbardziej perspektywiczne obszary tego rynku?
Przede wszystkim potrzebne będą lądowniki. Widzimy ten trend już w tym momencie, gdy kolejne firmy prywatne podejmują próby bezpiecznego wylądowania na powierzchni Srebrnego Globu. Dostarczanie ładunków cargo na Księżyc czy też realizowanie lotów załogowych, wymaga niezawodnych rozwiązań, więc ten obszar powinien zostać w miarę szybko nasycony. Uważam także, że proces budowy samowystarczalnej bazy na Księżycu i jej utrzymania to kolejny obszar, w którym przydadzą się rozwiązania rynku New Space.
Niezbędne będzie zapewnienie usług, które mamy obecnie na Ziemi, ale brakuje ich na Księżycu. Chodzi tu oczywiście o nawigację, telekomunikacje czy teledetekcję, którą możemy zapewnić jako Scanway. Segment downstreamu nie będzie początkowo odgrywać najważniejszej roli. Dominować będzie za to upstream, czyli dostarczenie niezbędnego sprzętu kosmicznego, ponieważ z czegoś trzeba najpierw pozyskać te dane, aby później móc je przetwarzać. Firmy hardwarowe będą mieć zatem najlepszą okazję do zaistnienia, natomiast później kluczowa będzie analiza danych księżycowych, w tym również zdjęć.
Warto zauważyć, że powierzchnia Księżyca, oczywiście w perspektywie kilkudziesięciu lat, zmienia się dynamicznie. Potwierdzają to nasi partnerzy z Intuitive Machines, którzy stale analizują to zjawisko z NASA. Trzeba zatem poświęcać uwagę warstwie wierzchnej Księżyca, aby mieć podgląd na te zmiany na bieżąco. Podobnie zresztą, jak działa to w przypadku obserwacji Ziemi.
Dlaczego obrazowanie Księżyca wymaga znacznie bardziej zaawansowanych instrumentów niż obrazowanie Ziemi? Jakie są największe przeszkody technologiczne?
Przede wszystkim ciężko jest tam dotrzeć. Należy tu zwrócić uwagę na kilka aspektów. Jednym z nich jest zupełnie inne środowisko na orbicie księżyca. Chodzi tu szczególnie o termikę czy radiację. Zauważmy, że orbita Ziemi jest połowę czasu w Słońcu i połowę w cieniu. W przypadku urządzeń wynoszonych do przestrzeni okołoziemskiej trzeba uważać, żeby się za bardzo nie oziębiły. Dookoła Księżyca działa to nieco inaczej – jest większe prawdopodobieństwo przegrzania się takich urządzeń, więc trzeba z nich odprowadzać ciepło.
Kolejnym wyzwaniem jest dystans. Orbita Księżyca znajduje się znacznie dalej od Ziemi, co oznacza, że nie ma możliwości względnie szybkiej wymiany sprzętu, jak ma to miejsce w przypadku satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej. W związku z tym, urządzenia wysyłane w kierunku Srebrnego Globu muszą być znacznie bardziej niezawodne i odporne na trudne warunki. Niestety, niewiele komponentów ma już udokumentowane doświadczenie (tzw. flight heritage) poza orbitą okołoziemską. Choć my wykorzystujemy np. kamery sprawdzone również na Marsie, takich komponentów na rynku nadal jest mało. To wszystko znacząco podnosi koszty misji – zarówno z uwagi na ograniczoną liczbę sprawdzonych dostawców, jak i na wyzwania związane z wyniesieniem ładunku oraz zapewnieniem jego niezawodności i ciągłości działania.
Sam Księżyc również nie jest łatwym obiektem do obrazowania. Ilość światła odbitego od jego powierzchni jest stosunkowo niewielka. Nie mamy tam barwnych kontrastów, jak na Ziemi – zielonych lasów, błękitnych oceanów czy białych pokryw śnieżnych. Księżyc jest w tym sensie „nieprzyjazny” optycznie i trudny do obserwacji. Dlatego, aby uzyskać wysokorozdzielcze obrazy o wartości naukowej, instrumenty muszą być wyjątkowo precyzyjnie zaprojektowane, wykonane i skalibrowane. Tam każdy pojedynczy foton ma znaczenie.
Również sama kalibracja stanowi wyzwanie. Na Ziemi możemy się odwołać do dobrze opisanych, scharakteryzowanych obszarów referencyjnych, co ułatwia proces kalibracji. Tymczasem na Księżycu jedynie rejony lądowań misji Apollo są w miarę dobrze znane, ale i to często nie wystarcza.
Wszystkie te czynniki sprawiają, że obrazowanie Księżyca jest niezwykle wymagające i kosztowne. Zdjęcia wykonywane z jego orbity mieszczą się w zupełnie innej kategorii budżetowej niż obrazowanie z orbity okołoziemskiej. Oczywiście jest to stan na dziś — rynek danych księżycowych dopiero się kształtuje, więc w nadchodzących latach możemy spodziewać się jeszcze wielu zmian.
Udało wam się właśnie podpisać finalny kontrakt z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), który dotyczy przetwarzania zdjęć powierzchni Księżyca. Jakie ma on znaczenie dla waszej spółki?
Podpisany kontrakt dotyczy przetwarzania zdjęć księżycowych, które będą pozyskiwane przez nasz instrument optyczny w ramach misji orbitera firmy Intuitive Machines. Wybrana pula wykonywanych przez niego zdjęć będzie współdzielona z Europejską Agencją Kosmiczną. Przetwarzanie tych zdjęć ma posłużyć do ich archiwizacji w specjalnym repozytorium ESA, aby można było z nich korzystać w celach naukowych i dla przyszłych misji eksploracyjnych, których w najbliższej dekadzie planowanych jest na świecie ponad 200. Będą one wykorzystywane również do wykrywania i charakteryzacji różnych obiektów, np. kraterów księżycowych.
Szczegółowe cele zostaną ustalone przed rozpoczęciem misji, którą przygotowujemy z Intuitive Machines. Obecnie harmonogram przewiduje, że do startu dojdzie wiosną przyszłego roku. Cały czas pracujemy nad jak najlepszym przygotowaniem naszego teleskopu. W perspektywie najbliższych tygodni i miesięcy wyślemy go do Stanów Zjednoczonych przekazując go partnerowi do dalszej integracji z satelitą.
Celem ESA w tym projekcie jest budowa silnego europejskiego zaplecza technologicznego w zakresie przetwarzania zobrazowań powierzchni Księżyca. ESA wesprze podmiot, który będzie w stanie przetwarzać i dostarczać takie zdjęcia na potrzeby europejskich klientów. Na rynku amerykańskim działa już kilku takich dostawców, jednak Europa nie powinna pozostawać zależna od Stanów Zjednoczonych, które mogłyby w tej dziedzinie budować monopol. Dlatego z europejskiego punktu widzenia kluczowe jest posiadanie własnego wyspecjalizowanego podmiotu w tym obszarze i osiągnięcie tak ważnej dla nas niezależności. .
Miejmy nadzieję, że w przypadku przyszłych misji księżycowych również pojawi się szansa na umożliwienie innym podmiotom z Europy przetwarzania takich zdjęć, a doświadczenie Scanway pozwoli na kolejne kontrakty w tym zakresie.
Czy udział w tym łańcuchu przetwarzania danych z Księżyca otwiera Wam drzwi do kolejnych kontraktów – zarówno w sektorze publicznym, jak i komercyjnym?
Jak najbardziej. Od pewnego czasu zapowiadaliśmy, że będziemy chcieli iść w kolejne elementy łańcucha przetwarzania danych kosmicznych. Póki co zajmujemy się akwizycją, czyli mamy instrumenty, które dostarczają zdjęcia, natomiast do tej pory nie zajmowaliśmy się przetwarzaniem tych zdjęć. Widzimy w tym jednak dużą wartość i ogromną szansę dla naszej spółki.
Chcę też podkreślić, że przetwarzanie zdjęć księżycowych otwiera nam również drogę do komercyjnych zleceń z zakresu przetwarzania zobrazowań Ziemi. Chcemy się na ten rynek bardziej otworzyć, ale najpierw skupiamy się na zrealizowaniu kontraktu z ESA. Musimy działać w tym zakresie i zdobyć status, który pozwoli multiplikować to oprogramowanie także do aplikacji ziemskich.
Dla nas niezwykle istotne jest też to, że usługi z zakresu przetwarzania danych zapewnią synergię dla naszych dwóch działów, czyli Space oraz Industry, w ramach którego tworzymy wyspecjalizowane systemy wizyjne do kontroli jakości w przemyśle. Rozwijamy aktualnie i komercjalizujemy także autorski system softwarowy HYDRA do akwizycji i przetwarzania zdjęć, którego elementy wykorzystamy teraz w przetwarzaniu zdjęć księżycowych. Realizując najnowszy kontrakt dla ESA będziemy czerpać z naszych kompetencji zarówno z zakresu działalności kosmicznej, jak i przemysłowej. Będziemy mieli okazję do zademonstrowania synergii obu naszych linii produktowych.
Prowadzimy też rozmowy z innymi firmami na temat misji księżycowych. Niektóre z nich dotyczą lądowników, który mogłyby zostać wyposażone w nasze kamery. Rozmawiamy też z podmiotami, które, podobnie jak Intuitive Machines, planują misje orbiterów. Jeśli Polska zdecyduje się na większe inwestycje na cele eksploracyjne, to być może będziemy w niedługim czasie mogli rozpocząć realizację kolejnego projektu o wartości nawet kilku milionów euro.
W jaki sposób wasza umowa z ESA wpłynie na polski sektor kosmiczny? Czy może być to początek bardziej aktywnego zaangażowania w program Artemis lub inne globalne inicjatywy eksploracyjne?
Tak, zdecydowanie. W przypadku programu Artemis, nie mam co do tego wątpliwości. Uważam, że to również otwiera drzwi do eksploracji kosmosu dla większej liczby polskich firm. Pokazuje, że nie potrzeba wielu lat uzgodnień, aby wysłać technologię na Księżyc czy w inne miejsca w przestrzeni kosmicznej. Dużo jednak zależy od tego, jaki kierunek wybiorą nasze władze – czy znajdą się środki na wsparcie takich projektów, czy może priorytetem będą inne obszary, na przykład technologie podwójnego zastosowania.
Ostatnio udało wam się dopiąć umowę z południowoazjatycką firmą kosmiczną na dostarczenie serii wysokorozdzielczych teleskopów do obserwacji Ziemi. Efektem tej współpracy będzie powstanie nowej konstelacji satelitarnej. Jakie są korzyści płynące dla was z tego kontraktu?
Przede wszystkim jest to duża kwota finansowa, czyli ponad 38 mln złotych. To największe zlecenie w historii naszej firmy. Sama płatność zaliczkowa przekroczy połowę przychodów ogółem Spółki osiągniętych w 2024 roku. Po drugie, będziemy dostarczali bardzo duże, wysokorozdzielcze urządzenia do obserwacji Ziemi. Tych urządzeń będzie więcej niż jedno, więc podejdziemy do integracji i testów w sposób seryjny z zachowaniem odpowiedniej jakości. Gdy zostaną one dostarczone do klienta, to będą jednymi z najlepszych na świecie w przypadku tej klasy satelitów. Ze względu na zawarte z partnerem ustalenia nie możemy za dużo mówić na temat szczegółów technicznych, czasu dostawy czy liczby sztuk, które zostaną dostarczone, a także podać nazwy naszego klienta.
Chcę jeszcze raz podkreślić, że są to naprawdę duże rozwiązania. Dzięki temu budujemy swoje kompetencje w obszarze bardzo pożądanych na rynku instrumentów optycznych. Po zakończeniu tego zlecenia będziemy w stanie dostarczać analogiczne produkty również dla klientów europejskich. Są to rozwiązania, które bezpośrednio podchodzą pod zapotrzebowanie w sektorze obronnym. Jest to także bardzo dobra baza do uzyskania w przyszłości zdolności rozdzielczych rzędu 0,5 m/px.
Dla nas jest to ważny impuls rozwoju, gdyż stawia nas w zupełnie innej lidze. Jest to większy projekt niż chociażby CAMILA, w której jesteśmy rekomendowanym podwykonawcą. Mówimy tu o innej skali kontraktu i znacznie większych teleskopach, które dostarczymy w krótkim czasie – do końca 2027 roku. To dla nas modelowy projekt i klient. Jakiś czas temu określiliśmy sobie biznesowe kierunki rozwoju. Zgodziliśmy się, że naszym celem jest: udział w projektach konstelacyjnych i budowa dużych instrumentów optycznych„ duże programy publiczne i sektor obronny, a także eksploracja Księżyca. Więc zawarty kontrakt z naszym południowoazjatyckim partnerem świetnie wpisuje się w nasze założenia.
Czy udział w takich projektach przyspiesza proces wejścia Scanway na Giełdę Papierów Wartościowych?
Dzięki wspomnianym projektom konsekwentnie budujemy wartość i rozpoznawalność spółki, co ma kluczowe znaczenie dla planowanego debiutu. Spełniamy z nawiązką wymogi wyceny, a nasze wyniki i pozycja na rynku NewConnect – gdzie regularnie plasujemy się w ścisłej czołówce pod względem wartości obrotów – potwierdzają rosnące zainteresowanie inwestorów. Aktualnie pracujemy nad prospektem emisyjnym i liczymy na możliwość debiutu jeszcze w 2025 roku.
Za nami pierwsza połowa 2025 r. Jak oceniasz ten czas? Jakie cele, które wyznaczyliście sobie na początku roku, udało wam się zrealizować?
Pod koniec 2024 roku otrzymaliśmy zamówienie od amerykańskiego Intuitive Machines, co było dla nas jednym z kluczowych wydarzeń. Naszym priorytetowym celem było przygotowanie teleskopu do przekazania już na początku drugiego półrocza, i udało się to zrealizować. Równocześnie zabiegaliśmy o udział w tym projekcie Europejskiej Agencji Kosmicznej, która zainteresowała się danymi jakie będziemy pozyskiwać dzięki naszemu urządzeniu – i rzeczywiście, uzgodniliśmy szczegóły umowy, co traktujemy jako istotny sukces.
Wśród większych projektów warto ponownie wspomnieć o podpisaniu rekordowego kontraktu z partnerem z Azji Południowej o wartości ponad 38 mln zł. Ta pojedyncza umowa przekracza ponad dwukrotnie nasz backlog z końca I kwartału, czyli 31 marca 2025 roku. To efekt nie tylko pracy rozpoczętej w tym roku, ale również kompetencji zespołu i rosnącej rozpoznawalności marki Scanway na świecie, więc szczególnie cieszy nas ten sukces.
Dodatkowo, firma Creotech Instruments podpisała z ESA umowę w ramach projektu CAMILA, w którym Scanway, po zawarciu umowy wykonawczej, będzie zaangażowany jako jeden z podwykonawców. To ważny projekt nie tylko dla nas, ale także dla Polski, bowiem satelity te posłużą przede wszystkim odbiorcom cywilnym tutaj w kraju.
Pierwsze półrocze pokazało nam wiele w kontekście tempa realizacji projektów. Coraz wyraźniej widać potrzebę rozwijania kompetencji w obszarze wysokorozdzielczego obrazowania – zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej. Niestety, ambitne założenia często napotykają bariery w postaci rozbudowanych procedur, nadmiernego formalizmu i przywiązania do tradycyjnego modelu działania (tzw. old space). W efekcie Europa traci dynamikę, która jest konieczna do globalnej konkurencji.
Zbyt wiele decyzji odkłada się w oczekiwaniu na dopracowane specyfikacje czy długotrwałe konsultacje, podczas gdy inne regiony świata stawiają na szybkość, partnerską współpracę i gotowość do podejmowania ryzyka. Uważam, że – jeśli chcemy liczyć się w światowym wyścigu technologicznym – Europa musi odejść od zbyt ostrożnych schematów i postawić na większą sprawczość, elastyczność oraz szybkie wdrażanie innowacyjnych rozwiązań.
Dziękuje za rozmowę!
Ziemia z Księżyca
Autor. AdobeStock/Scanway
eleskop Scanway przygotowywany do misji orbitera Intuitive Machines
Autor. Scanway
SPACE24
https://space24.pl/przemysl/sektor-kraj ... sce-wywiad
2025-07-04. Mateusz Mitkow
Scanway S.A., wrocławska firma z sektora New Space, w szybkim tempie buduje swoją globalną pozycję jako dostawca zaawansowanych systemów optycznych. Po rekordowym kontrakcie na teleskopy dla azjatyckiej konstelacji i zamówieniu od amerykańskiego Intuitive Machines, spółka podpisała właśnie finalny kontrakt z Europejską Agencją Kosmiczną na przetwarzanie zdjęć powierzchni Księżyca. O ostatnich osiągnięciach i planach na najbliższe miesiące opowiedział naszej redakcji Mikołaj Podgórski, COO i współzałożyciel Scanway S.A.
Mateusz Mitkow, redaktor prowadzący Space24.pl: Rynek New Space intensywnie kieruje swoją uwagę w stronę Księżyca. Dlaczego twoim zdaniem dane księżycowe wzbudzają coraz większe zainteresowanie?
Mikołaj Podgórski: Przede wszystkim Księżyc jest bardzo atrakcyjnym obszarem - dużo się o nim mówi, ale jeszcze nie za dużo zostało tam zrobione. Działania w tym kierunku to zatem kolejny istotny krok w rozwoju sektora kosmicznego. Wszyscy zapowiadają, że chcą wrócić na Księżyc. Początkowo będzie to powrót poprzez agencję kosmiczne, w tym np. amerykański program Artemis. Nie będą one jednak przynosiły aż tak dużych korzyści finansowych, ale za tym pójdzie New Space.
Wygląda to tak, że agencje obierają sobie cel, w tym przypadku Księżyc, a firmy z obszaru New Space chcą zapewnić im ciągłość działania na kształtującym się jeszcze rynku księżycowym. Dobrym przykładem jest firma Intuitive Machines, która wygrała kontrakt NASA na dostarczenie satelitów do telekomunikacji z Księżycem.
Perspektywy eksploracji Księżyca są bardzo obiecujące. Jestem przekonany, że już w najbliższych latach ludzie ponownie postawią stopę na jego powierzchni. Astronauci zaczną realizować tam przeróżne zadania, w tym miejmy nadzieję wydobycie zasobów. Będzie to potrzebne przede wszystkim do umożliwienia życia ludziom na naturalnym satelicie Ziemi. Do tego dochodzi także kwestia sprowadzenia niektórych z zasobów na Ziemię, np. Helu-3.
Ekspansja firm z New Space w tym kierunku będzie zatem naturalna. Nie wiemy natomiast, jak szybko będzie ona przebiegała, ponieważ dużo zależy między innymi od NASA i od harmonogramu realizowanych misji. Najpierw musimy rzeczywiście wrócić na Księżyc, aby można było myśleć o kolejnych działaniach.
Jakie są twoim zdaniem najbardziej perspektywiczne obszary tego rynku?
Przede wszystkim potrzebne będą lądowniki. Widzimy ten trend już w tym momencie, gdy kolejne firmy prywatne podejmują próby bezpiecznego wylądowania na powierzchni Srebrnego Globu. Dostarczanie ładunków cargo na Księżyc czy też realizowanie lotów załogowych, wymaga niezawodnych rozwiązań, więc ten obszar powinien zostać w miarę szybko nasycony. Uważam także, że proces budowy samowystarczalnej bazy na Księżycu i jej utrzymania to kolejny obszar, w którym przydadzą się rozwiązania rynku New Space.
Niezbędne będzie zapewnienie usług, które mamy obecnie na Ziemi, ale brakuje ich na Księżycu. Chodzi tu oczywiście o nawigację, telekomunikacje czy teledetekcję, którą możemy zapewnić jako Scanway. Segment downstreamu nie będzie początkowo odgrywać najważniejszej roli. Dominować będzie za to upstream, czyli dostarczenie niezbędnego sprzętu kosmicznego, ponieważ z czegoś trzeba najpierw pozyskać te dane, aby później móc je przetwarzać. Firmy hardwarowe będą mieć zatem najlepszą okazję do zaistnienia, natomiast później kluczowa będzie analiza danych księżycowych, w tym również zdjęć.
Warto zauważyć, że powierzchnia Księżyca, oczywiście w perspektywie kilkudziesięciu lat, zmienia się dynamicznie. Potwierdzają to nasi partnerzy z Intuitive Machines, którzy stale analizują to zjawisko z NASA. Trzeba zatem poświęcać uwagę warstwie wierzchnej Księżyca, aby mieć podgląd na te zmiany na bieżąco. Podobnie zresztą, jak działa to w przypadku obserwacji Ziemi.
Dlaczego obrazowanie Księżyca wymaga znacznie bardziej zaawansowanych instrumentów niż obrazowanie Ziemi? Jakie są największe przeszkody technologiczne?
Przede wszystkim ciężko jest tam dotrzeć. Należy tu zwrócić uwagę na kilka aspektów. Jednym z nich jest zupełnie inne środowisko na orbicie księżyca. Chodzi tu szczególnie o termikę czy radiację. Zauważmy, że orbita Ziemi jest połowę czasu w Słońcu i połowę w cieniu. W przypadku urządzeń wynoszonych do przestrzeni okołoziemskiej trzeba uważać, żeby się za bardzo nie oziębiły. Dookoła Księżyca działa to nieco inaczej – jest większe prawdopodobieństwo przegrzania się takich urządzeń, więc trzeba z nich odprowadzać ciepło.
Kolejnym wyzwaniem jest dystans. Orbita Księżyca znajduje się znacznie dalej od Ziemi, co oznacza, że nie ma możliwości względnie szybkiej wymiany sprzętu, jak ma to miejsce w przypadku satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej. W związku z tym, urządzenia wysyłane w kierunku Srebrnego Globu muszą być znacznie bardziej niezawodne i odporne na trudne warunki. Niestety, niewiele komponentów ma już udokumentowane doświadczenie (tzw. flight heritage) poza orbitą okołoziemską. Choć my wykorzystujemy np. kamery sprawdzone również na Marsie, takich komponentów na rynku nadal jest mało. To wszystko znacząco podnosi koszty misji – zarówno z uwagi na ograniczoną liczbę sprawdzonych dostawców, jak i na wyzwania związane z wyniesieniem ładunku oraz zapewnieniem jego niezawodności i ciągłości działania.
Sam Księżyc również nie jest łatwym obiektem do obrazowania. Ilość światła odbitego od jego powierzchni jest stosunkowo niewielka. Nie mamy tam barwnych kontrastów, jak na Ziemi – zielonych lasów, błękitnych oceanów czy białych pokryw śnieżnych. Księżyc jest w tym sensie „nieprzyjazny” optycznie i trudny do obserwacji. Dlatego, aby uzyskać wysokorozdzielcze obrazy o wartości naukowej, instrumenty muszą być wyjątkowo precyzyjnie zaprojektowane, wykonane i skalibrowane. Tam każdy pojedynczy foton ma znaczenie.
Również sama kalibracja stanowi wyzwanie. Na Ziemi możemy się odwołać do dobrze opisanych, scharakteryzowanych obszarów referencyjnych, co ułatwia proces kalibracji. Tymczasem na Księżycu jedynie rejony lądowań misji Apollo są w miarę dobrze znane, ale i to często nie wystarcza.
Wszystkie te czynniki sprawiają, że obrazowanie Księżyca jest niezwykle wymagające i kosztowne. Zdjęcia wykonywane z jego orbity mieszczą się w zupełnie innej kategorii budżetowej niż obrazowanie z orbity okołoziemskiej. Oczywiście jest to stan na dziś — rynek danych księżycowych dopiero się kształtuje, więc w nadchodzących latach możemy spodziewać się jeszcze wielu zmian.
Udało wam się właśnie podpisać finalny kontrakt z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), który dotyczy przetwarzania zdjęć powierzchni Księżyca. Jakie ma on znaczenie dla waszej spółki?
Podpisany kontrakt dotyczy przetwarzania zdjęć księżycowych, które będą pozyskiwane przez nasz instrument optyczny w ramach misji orbitera firmy Intuitive Machines. Wybrana pula wykonywanych przez niego zdjęć będzie współdzielona z Europejską Agencją Kosmiczną. Przetwarzanie tych zdjęć ma posłużyć do ich archiwizacji w specjalnym repozytorium ESA, aby można było z nich korzystać w celach naukowych i dla przyszłych misji eksploracyjnych, których w najbliższej dekadzie planowanych jest na świecie ponad 200. Będą one wykorzystywane również do wykrywania i charakteryzacji różnych obiektów, np. kraterów księżycowych.
Szczegółowe cele zostaną ustalone przed rozpoczęciem misji, którą przygotowujemy z Intuitive Machines. Obecnie harmonogram przewiduje, że do startu dojdzie wiosną przyszłego roku. Cały czas pracujemy nad jak najlepszym przygotowaniem naszego teleskopu. W perspektywie najbliższych tygodni i miesięcy wyślemy go do Stanów Zjednoczonych przekazując go partnerowi do dalszej integracji z satelitą.
Celem ESA w tym projekcie jest budowa silnego europejskiego zaplecza technologicznego w zakresie przetwarzania zobrazowań powierzchni Księżyca. ESA wesprze podmiot, który będzie w stanie przetwarzać i dostarczać takie zdjęcia na potrzeby europejskich klientów. Na rynku amerykańskim działa już kilku takich dostawców, jednak Europa nie powinna pozostawać zależna od Stanów Zjednoczonych, które mogłyby w tej dziedzinie budować monopol. Dlatego z europejskiego punktu widzenia kluczowe jest posiadanie własnego wyspecjalizowanego podmiotu w tym obszarze i osiągnięcie tak ważnej dla nas niezależności. .
Miejmy nadzieję, że w przypadku przyszłych misji księżycowych również pojawi się szansa na umożliwienie innym podmiotom z Europy przetwarzania takich zdjęć, a doświadczenie Scanway pozwoli na kolejne kontrakty w tym zakresie.
Czy udział w tym łańcuchu przetwarzania danych z Księżyca otwiera Wam drzwi do kolejnych kontraktów – zarówno w sektorze publicznym, jak i komercyjnym?
Jak najbardziej. Od pewnego czasu zapowiadaliśmy, że będziemy chcieli iść w kolejne elementy łańcucha przetwarzania danych kosmicznych. Póki co zajmujemy się akwizycją, czyli mamy instrumenty, które dostarczają zdjęcia, natomiast do tej pory nie zajmowaliśmy się przetwarzaniem tych zdjęć. Widzimy w tym jednak dużą wartość i ogromną szansę dla naszej spółki.
Chcę też podkreślić, że przetwarzanie zdjęć księżycowych otwiera nam również drogę do komercyjnych zleceń z zakresu przetwarzania zobrazowań Ziemi. Chcemy się na ten rynek bardziej otworzyć, ale najpierw skupiamy się na zrealizowaniu kontraktu z ESA. Musimy działać w tym zakresie i zdobyć status, który pozwoli multiplikować to oprogramowanie także do aplikacji ziemskich.
Dla nas niezwykle istotne jest też to, że usługi z zakresu przetwarzania danych zapewnią synergię dla naszych dwóch działów, czyli Space oraz Industry, w ramach którego tworzymy wyspecjalizowane systemy wizyjne do kontroli jakości w przemyśle. Rozwijamy aktualnie i komercjalizujemy także autorski system softwarowy HYDRA do akwizycji i przetwarzania zdjęć, którego elementy wykorzystamy teraz w przetwarzaniu zdjęć księżycowych. Realizując najnowszy kontrakt dla ESA będziemy czerpać z naszych kompetencji zarówno z zakresu działalności kosmicznej, jak i przemysłowej. Będziemy mieli okazję do zademonstrowania synergii obu naszych linii produktowych.
Prowadzimy też rozmowy z innymi firmami na temat misji księżycowych. Niektóre z nich dotyczą lądowników, który mogłyby zostać wyposażone w nasze kamery. Rozmawiamy też z podmiotami, które, podobnie jak Intuitive Machines, planują misje orbiterów. Jeśli Polska zdecyduje się na większe inwestycje na cele eksploracyjne, to być może będziemy w niedługim czasie mogli rozpocząć realizację kolejnego projektu o wartości nawet kilku milionów euro.
W jaki sposób wasza umowa z ESA wpłynie na polski sektor kosmiczny? Czy może być to początek bardziej aktywnego zaangażowania w program Artemis lub inne globalne inicjatywy eksploracyjne?
Tak, zdecydowanie. W przypadku programu Artemis, nie mam co do tego wątpliwości. Uważam, że to również otwiera drzwi do eksploracji kosmosu dla większej liczby polskich firm. Pokazuje, że nie potrzeba wielu lat uzgodnień, aby wysłać technologię na Księżyc czy w inne miejsca w przestrzeni kosmicznej. Dużo jednak zależy od tego, jaki kierunek wybiorą nasze władze – czy znajdą się środki na wsparcie takich projektów, czy może priorytetem będą inne obszary, na przykład technologie podwójnego zastosowania.
Ostatnio udało wam się dopiąć umowę z południowoazjatycką firmą kosmiczną na dostarczenie serii wysokorozdzielczych teleskopów do obserwacji Ziemi. Efektem tej współpracy będzie powstanie nowej konstelacji satelitarnej. Jakie są korzyści płynące dla was z tego kontraktu?
Przede wszystkim jest to duża kwota finansowa, czyli ponad 38 mln złotych. To największe zlecenie w historii naszej firmy. Sama płatność zaliczkowa przekroczy połowę przychodów ogółem Spółki osiągniętych w 2024 roku. Po drugie, będziemy dostarczali bardzo duże, wysokorozdzielcze urządzenia do obserwacji Ziemi. Tych urządzeń będzie więcej niż jedno, więc podejdziemy do integracji i testów w sposób seryjny z zachowaniem odpowiedniej jakości. Gdy zostaną one dostarczone do klienta, to będą jednymi z najlepszych na świecie w przypadku tej klasy satelitów. Ze względu na zawarte z partnerem ustalenia nie możemy za dużo mówić na temat szczegółów technicznych, czasu dostawy czy liczby sztuk, które zostaną dostarczone, a także podać nazwy naszego klienta.
Chcę jeszcze raz podkreślić, że są to naprawdę duże rozwiązania. Dzięki temu budujemy swoje kompetencje w obszarze bardzo pożądanych na rynku instrumentów optycznych. Po zakończeniu tego zlecenia będziemy w stanie dostarczać analogiczne produkty również dla klientów europejskich. Są to rozwiązania, które bezpośrednio podchodzą pod zapotrzebowanie w sektorze obronnym. Jest to także bardzo dobra baza do uzyskania w przyszłości zdolności rozdzielczych rzędu 0,5 m/px.
Dla nas jest to ważny impuls rozwoju, gdyż stawia nas w zupełnie innej lidze. Jest to większy projekt niż chociażby CAMILA, w której jesteśmy rekomendowanym podwykonawcą. Mówimy tu o innej skali kontraktu i znacznie większych teleskopach, które dostarczymy w krótkim czasie – do końca 2027 roku. To dla nas modelowy projekt i klient. Jakiś czas temu określiliśmy sobie biznesowe kierunki rozwoju. Zgodziliśmy się, że naszym celem jest: udział w projektach konstelacyjnych i budowa dużych instrumentów optycznych„ duże programy publiczne i sektor obronny, a także eksploracja Księżyca. Więc zawarty kontrakt z naszym południowoazjatyckim partnerem świetnie wpisuje się w nasze założenia.
Czy udział w takich projektach przyspiesza proces wejścia Scanway na Giełdę Papierów Wartościowych?
Dzięki wspomnianym projektom konsekwentnie budujemy wartość i rozpoznawalność spółki, co ma kluczowe znaczenie dla planowanego debiutu. Spełniamy z nawiązką wymogi wyceny, a nasze wyniki i pozycja na rynku NewConnect – gdzie regularnie plasujemy się w ścisłej czołówce pod względem wartości obrotów – potwierdzają rosnące zainteresowanie inwestorów. Aktualnie pracujemy nad prospektem emisyjnym i liczymy na możliwość debiutu jeszcze w 2025 roku.
Za nami pierwsza połowa 2025 r. Jak oceniasz ten czas? Jakie cele, które wyznaczyliście sobie na początku roku, udało wam się zrealizować?
Pod koniec 2024 roku otrzymaliśmy zamówienie od amerykańskiego Intuitive Machines, co było dla nas jednym z kluczowych wydarzeń. Naszym priorytetowym celem było przygotowanie teleskopu do przekazania już na początku drugiego półrocza, i udało się to zrealizować. Równocześnie zabiegaliśmy o udział w tym projekcie Europejskiej Agencji Kosmicznej, która zainteresowała się danymi jakie będziemy pozyskiwać dzięki naszemu urządzeniu – i rzeczywiście, uzgodniliśmy szczegóły umowy, co traktujemy jako istotny sukces.
Wśród większych projektów warto ponownie wspomnieć o podpisaniu rekordowego kontraktu z partnerem z Azji Południowej o wartości ponad 38 mln zł. Ta pojedyncza umowa przekracza ponad dwukrotnie nasz backlog z końca I kwartału, czyli 31 marca 2025 roku. To efekt nie tylko pracy rozpoczętej w tym roku, ale również kompetencji zespołu i rosnącej rozpoznawalności marki Scanway na świecie, więc szczególnie cieszy nas ten sukces.
Dodatkowo, firma Creotech Instruments podpisała z ESA umowę w ramach projektu CAMILA, w którym Scanway, po zawarciu umowy wykonawczej, będzie zaangażowany jako jeden z podwykonawców. To ważny projekt nie tylko dla nas, ale także dla Polski, bowiem satelity te posłużą przede wszystkim odbiorcom cywilnym tutaj w kraju.
Pierwsze półrocze pokazało nam wiele w kontekście tempa realizacji projektów. Coraz wyraźniej widać potrzebę rozwijania kompetencji w obszarze wysokorozdzielczego obrazowania – zarówno w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej. Niestety, ambitne założenia często napotykają bariery w postaci rozbudowanych procedur, nadmiernego formalizmu i przywiązania do tradycyjnego modelu działania (tzw. old space). W efekcie Europa traci dynamikę, która jest konieczna do globalnej konkurencji.
Zbyt wiele decyzji odkłada się w oczekiwaniu na dopracowane specyfikacje czy długotrwałe konsultacje, podczas gdy inne regiony świata stawiają na szybkość, partnerską współpracę i gotowość do podejmowania ryzyka. Uważam, że – jeśli chcemy liczyć się w światowym wyścigu technologicznym – Europa musi odejść od zbyt ostrożnych schematów i postawić na większą sprawczość, elastyczność oraz szybkie wdrażanie innowacyjnych rozwiązań.
Dziękuje za rozmowę!
Ziemia z Księżyca
Autor. AdobeStock/Scanway
eleskop Scanway przygotowywany do misji orbitera Intuitive Machines
Autor. Scanway
SPACE24
https://space24.pl/przemysl/sektor-kraj ... sce-wywiad
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Zauważono „gościa spoza Układu Słonecznego”. Dopiero trzeci taki przypadek
2025-07-04.KF.
Astronomowie odkryli niezwykły obiekt przemierzający Układ Słoneczny. Kometa o nazwie 3I/ATLAS porusza się z ogromną prędkością i pochodzi spoza naszego systemu planetarnego. To dopiero trzeci taki przypadek w historii obserwacji.
Kometa została zauważona przez teleskop ATLAS w Chile. Analizy wykazały, że porusza się niemal po linii prostej z prędkością ok. 214 tys. km/h, co wyklucza, by pochodziła z Układu Słonecznego. Zdaniem ekspertów przybyła z kierunku centrum Drogi Mlecznej i podróżowała przez miliony lat przez przestrzeń międzygwiezdną.
Kiedy cofniemy jej trajektorię w czasie, widać, że pochodzi spoza naszego systemu – podkreśla dr Paul Chodas z NASA.
Najjaśniejszy i najszybszy z trzech „gości”
3I/ATLAS to trzeci znany międzygwiezdny obiekt, po słynnej ‘Oumuamua (2017) i komecie 2I/Borisov (2019). Nowa kometa może mieć nawet 20 km średnicy i już teraz budzi ogromne zainteresowanie naukowców na całym świecie.
Obiekt wykazuje typową aktywność kometarną – traci masę, co sugeruje obecność lodu i gazów. Naukowcy liczą, że dzięki niej uda się lepiej zrozumieć, jak wyglądają komety w innych układach planetarnych.
Blisko, ale bezpiecznie
Kometa nie zagraża Ziemi. Najbliżej naszej planety znajdzie się 19 grudnia – będzie wtedy oddalona o 270 mln kilometrów. Wcześniej, 2 października, przeleci obok Marsa, a 30 października znajdzie się najbliżej Słońca.
Obecnie jest widoczna w gwiazdozbiorze Strzelca. W kolejnych miesiącach warunki do jej obserwacji mają się poprawić – zarówno z Ziemi, jak i z teleskopów kosmicznych.
Dlaczego to takie ważne?
Międzygwiezdne obiekty to rzadka okazja, by badać „surowce” z innych układów planetarnych.
To cegiełki, z których powstają planety wokół obcych gwiazd – mówi dr Teddy Kareta, astronom z USA. – Możemy je porównać z naszymi lokalnymi kometami i dowiedzieć się więcej o tym, jak powstają systemy planetarne – dodaje.
Astronomowie planują intensywne obserwacje aż do 2026 roku. To może być przełom w poznawaniu naszego miejsca w galaktyce.
źródło: CNN
Wyjątkowy obiekt został dostrzeżony na niebie przez astronomów (fot. NASA)
https://www.tvp.info/87642265/astronomo ... niej-wiemy
2025-07-04.KF.
Astronomowie odkryli niezwykły obiekt przemierzający Układ Słoneczny. Kometa o nazwie 3I/ATLAS porusza się z ogromną prędkością i pochodzi spoza naszego systemu planetarnego. To dopiero trzeci taki przypadek w historii obserwacji.
Kometa została zauważona przez teleskop ATLAS w Chile. Analizy wykazały, że porusza się niemal po linii prostej z prędkością ok. 214 tys. km/h, co wyklucza, by pochodziła z Układu Słonecznego. Zdaniem ekspertów przybyła z kierunku centrum Drogi Mlecznej i podróżowała przez miliony lat przez przestrzeń międzygwiezdną.
Kiedy cofniemy jej trajektorię w czasie, widać, że pochodzi spoza naszego systemu – podkreśla dr Paul Chodas z NASA.
Najjaśniejszy i najszybszy z trzech „gości”
3I/ATLAS to trzeci znany międzygwiezdny obiekt, po słynnej ‘Oumuamua (2017) i komecie 2I/Borisov (2019). Nowa kometa może mieć nawet 20 km średnicy i już teraz budzi ogromne zainteresowanie naukowców na całym świecie.
Obiekt wykazuje typową aktywność kometarną – traci masę, co sugeruje obecność lodu i gazów. Naukowcy liczą, że dzięki niej uda się lepiej zrozumieć, jak wyglądają komety w innych układach planetarnych.
Blisko, ale bezpiecznie
Kometa nie zagraża Ziemi. Najbliżej naszej planety znajdzie się 19 grudnia – będzie wtedy oddalona o 270 mln kilometrów. Wcześniej, 2 października, przeleci obok Marsa, a 30 października znajdzie się najbliżej Słońca.
Obecnie jest widoczna w gwiazdozbiorze Strzelca. W kolejnych miesiącach warunki do jej obserwacji mają się poprawić – zarówno z Ziemi, jak i z teleskopów kosmicznych.
Dlaczego to takie ważne?
Międzygwiezdne obiekty to rzadka okazja, by badać „surowce” z innych układów planetarnych.
To cegiełki, z których powstają planety wokół obcych gwiazd – mówi dr Teddy Kareta, astronom z USA. – Możemy je porównać z naszymi lokalnymi kometami i dowiedzieć się więcej o tym, jak powstają systemy planetarne – dodaje.
Astronomowie planują intensywne obserwacje aż do 2026 roku. To może być przełom w poznawaniu naszego miejsca w galaktyce.
źródło: CNN
Wyjątkowy obiekt został dostrzeżony na niebie przez astronomów (fot. NASA)
https://www.tvp.info/87642265/astronomo ... niej-wiemy
-
Paweł Baran
- VIP
- Posty: 21633
- Rejestracja: 9 lut 2019, o 13:58
- Polubił: 1 time
- Polubiane: 35 times
Re: Wiadomości astronomiczne z internetu
Nowo odkryta międzygwiezdna kometa poruszająca się przez Układ Słoneczny
2025-07-04. Kinga Wisniewska
1 lipca 2025 roku ufundowany przez NASA teleskop ATLAS, znajdujący się w Rio Hurtado w Chile, po raz pierwszy poinformował o obserwacji komety pochodzącej z przestrzeni międzygwiezdnej. Nadeszła ona od strony gwiazdozbioru Strzelca i została nazwana 3I/ATLAS.
Od pierwszego zgłoszenia zaczęto zbierać dane z archiwów trzech innych teleskopów ATLAS oraz ze Zwicky Transient Facility w obserwatorium Palomar w Kalifornii. Okazało się, że pierwsze obserwacje komety pochodzą z 14 czerwca, a od momentu pierwszego zgłoszenia wiele teleskopów doniosło o dodatkowych obserwacjach.
Kometa nie stanowi zagrożenia dla Ziemi i prawdopodobnie pozostanie w odległości co najmniej 1,6 AU (około 240 mln kilometrów) od niej. Obecnie znajduje się w odległości 4,5 AU (około 670 mln kilometrów) od Słońca, natomiast w momencie największego zbliżenia odległość ta wyniesie 1,4 AU (około 210 mln kilometrów). Wtedy to kometa znajdzie się wewnątrz orbity Marsa. Największe zbliżenie komety 3I/ATLAS do Słońca nastąpi 30 października 2025 roku.
Wielkość i właściwości fizyczne komety są badane przez astronomów na całym świecie. 3I/ATLAS powinna być widoczna dla teleskopów naziemnych od września – później będzie zbyt blisko Słońca, aby można było ją zaobserwować. Wznowienie obserwacji będzie możliwe na początku grudnia, gdy kometa pojawi się po drugiej stronie Słońca.
Korekta – Alicja Seliga
Źródła:
• nasa.gov: NASA Discovers Interstellar Comet Moving Through Solar System
2 lipca 2025
Kometa C/2025 3I/ATLAS. Źródło: NASA/JPL-Caltech
https://astronet.pl/badania/nowo-odkryt ... sloneczny/
2025-07-04. Kinga Wisniewska
1 lipca 2025 roku ufundowany przez NASA teleskop ATLAS, znajdujący się w Rio Hurtado w Chile, po raz pierwszy poinformował o obserwacji komety pochodzącej z przestrzeni międzygwiezdnej. Nadeszła ona od strony gwiazdozbioru Strzelca i została nazwana 3I/ATLAS.
Od pierwszego zgłoszenia zaczęto zbierać dane z archiwów trzech innych teleskopów ATLAS oraz ze Zwicky Transient Facility w obserwatorium Palomar w Kalifornii. Okazało się, że pierwsze obserwacje komety pochodzą z 14 czerwca, a od momentu pierwszego zgłoszenia wiele teleskopów doniosło o dodatkowych obserwacjach.
Kometa nie stanowi zagrożenia dla Ziemi i prawdopodobnie pozostanie w odległości co najmniej 1,6 AU (około 240 mln kilometrów) od niej. Obecnie znajduje się w odległości 4,5 AU (około 670 mln kilometrów) od Słońca, natomiast w momencie największego zbliżenia odległość ta wyniesie 1,4 AU (około 210 mln kilometrów). Wtedy to kometa znajdzie się wewnątrz orbity Marsa. Największe zbliżenie komety 3I/ATLAS do Słońca nastąpi 30 października 2025 roku.
Wielkość i właściwości fizyczne komety są badane przez astronomów na całym świecie. 3I/ATLAS powinna być widoczna dla teleskopów naziemnych od września – później będzie zbyt blisko Słońca, aby można było ją zaobserwować. Wznowienie obserwacji będzie możliwe na początku grudnia, gdy kometa pojawi się po drugiej stronie Słońca.
Korekta – Alicja Seliga
Źródła:
• nasa.gov: NASA Discovers Interstellar Comet Moving Through Solar System
2 lipca 2025
Kometa C/2025 3I/ATLAS. Źródło: NASA/JPL-Caltech
https://astronet.pl/badania/nowo-odkryt ... sloneczny/